Aleteia

Jestem mądra, jestem silna, jestem kobietą!

Udostępnij
Komentuj

Co się po drodze wydarza, że tracimy poczucie własnej wartości, wątpimy we własne umiejętności? Może części z nas rodzice nie dali tego poczucia, nie zbudowali wewnętrznej siły. A może, mimo że ją dostałyśmy, doświadczyłyśmy czegoś, co nam ją odebrało?

 

Styczeń ma Dzień Babci i Dziadka, luty Walentynki, a marzec Dzień Kobiet. Tych małych i dużych, a że w naszym domu jest ich pod dostatkiem, dostałyśmy naręcze tulipanów. Takie dni są bardzo miłe, stanowią prosty pretekst, żeby kobietę docenić i okazać szacunek. Czy duża czy mała kobietka, każda potrzebuje takich gestów, ale prawda jest taka, że bez pokrycia ich na co dzień, jednorazowe święto jest tylko pustą karykaturą. Banałem jest powiedzieć, że potrzebujemy czuć się kochane i doceniane przez cały rok. Tulipany zwiędły, a mi zostało po nich uderzające poczucie, że ja chyba potrzebuję takich gestów nawet bardziej niż moje małe córki, a już takie święta są dla nich zupełnie zbędne. I to nie dlatego, że jeszcze nie są dojrzałymi kobietami – wręcz przeciwnie. To dlatego, że są bardzo mądrymi dziewczynkami.

Nieustannie zadziwia mnie i bawi, gdy na moje: „kocham Cię!”, moja mała córeczka odpowiada po prostu „wiem!”. Gdy przybiega do mnie poskarżyć się, że ktoś powiedział że jest głupia, pytam „a Ty? Uważasz, że jakaś jesteś?”. „Jestem bardzo mądra!” odpowiada bez wahania. Innym razem uraczyła wujka komentarzem „wiesz wujku, ty to nie umiesz śpiewać, ale jak poćwiczysz, to będziesz umiał tak pięknie jak ja, bo jak się dużo ćwiczy to się można wszystkiego nauczyć”. Czujecie to? Bez zadęcia, zarozumialstwa, ale przede wszystkim bez sztucznej dyskredytacji własnej osoby, bez tej fałszywej pokory, która jak trucizna nie pozwala uwierzyć w żaden komplement. Jakby tak Ciebie szef nazwał głupią, czy byłabyś w stanie powiedzieć sobie i jemu „nie masz racji, jestem mądra!”? Mówisz sobie, wierzysz w to, że umiesz śpiewać/matematykę/dyskutować/pisać wiersze? Czy znasz swoje mocne strony, czy wymieniasz z pamięci tylko te słabe?

Zwróćmy też uwagę, z jakimi wzorcami spotykają się nasze córki. Większość bajek dla dzieci, to opowieści o przygodach odważnych mężczyzn i o delikatnych, koniecznie atrakcyjnych (tak jakby to był jedyny i najważniejszy atrybut kobiecości) księżniczkach. Oczywiście, to uogólnienie, bo i bajki o księżniczkach niosą ze sobą pewne uniwersalne prawdy, typu zło dobrem zwyciężaj.

Moje dziewczyny uwielbiają jednak najbardziej pełne pasji bajki wymyślane przez ich tatę, w których główne bohaterki (zupełnie „przypadkowo” o zbieżnych imionach jak moje córki) przeżywają niezapomniane przygody, ratują przyjaciół z opresji, latają, budują, zwiedzają, czasem kłócą się i godzą. Z uwagą słuchają również tradycyjnych bajek, do których mój pomysłowy mąż dorabia alternatywne zakończenia, np. Kopciuszek pod rządami złej macochy nie czekał na dobrą wróżkę czy bogatego księcia. Wziął los we własne ręce i założył jednoosobową firmę sprzątającą, która dzięki pracowitości, sumienności i odwadze dziewczyny, stała się dobrze prosperującym przedsiębiorstwem, które dało Kopciuszkowi niezależność i pozwoliło kupić własne mieszkanie. Uważacie, że przesadzamy? Obejrzyjcie filmik, promujący projekt Rebel Girls.

Mam zamiar zaopatrzyć się w tę książkę, nawet jeśli nie doczekam polskiej wersji językowej. To fajna pomoc w pokazaniu dziewczynom ich nieograniczonych możliwości. Możliwości, które same z biegiem czasu zaczynają sobie ograniczać.

Oczywiście, moje dziewczynki wciąż szukają w naszych oczach potwierdzenia. Widzę nawet różnicę pomiędzy starszą a młodszą córką, różnicę która daje mi do myślenia – czy starsza czuje się mniej pewna siebie ze względu na wiek, charakter, a może ma to związek z jej dwuletnim pobytem w przedszkolu?

Co się po drodze wydarza, że tracimy poczucie własnej wartości, wątpimy we własne umiejętności? Może części z nas rodzice nie dali tego poczucia, nie zbudowali wewnętrznej siły. A może, mimo że ją dostałyśmy, doświadczyłyśmy czegoś, co nam ją odebrało? Pierwsza miłość, która nas odtrąciła? Przyjaciółka, która „zdradziła”? Upokorzenie w szkolnej klasie? Może usłyszałaś, że nie nadajesz się do zespołu, bo masz za delikatny głos. Nie nadajesz się do drużyny, bo kopiesz jak dziewczyna. A po latach „dorosła wersja”: nie będziesz prowadzić, bo jeździsz jak baba, nie mogę cię słuchać, bo gderasz jak baba, rzucasz jak baba, mażesz się jak baba…

To jasne jak słońce, że różnimy się od mężczyzn. Jesteśmy inne, ale nie gorsze, dlaczego więc „jak dziewczyna” czy „jak baba” ma w sobie nutę obelgi? Kilka lat temu podbijała internet kampania Always – „Like a girl”. Przy okazji marcowego Święta Kobiet, warto do niej wrócić, bo jej przekaz jest wciąż aktualny.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail