Aleteia

Czy człowiek w raju był wegetarianinem?

Udostępnij
Komentuj

Powinno się pomagać ludziom, ale nie zaniedbywać i zwierząt. W miłości dobrze uporządkowanej nie ma żadnej konkurencyjności.

Anna Janiszewska: Praktycznie każdego dnia słyszymy o kolejnych przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt, nie wspominając już o tym, co dzieje się na różnego rodzaju farmach i ubojniach. Dlaczego Kościół milczy na temat cierpienia zwierząt?

Ks. prof. Ireneusz Mroczkowski*: Faktycznie jest to temat zaniedbany w nauczaniu Kościoła, choć Biblia, pouczenia rabinów oraz przykład wielu świętych mówią o szacunku i miłości do zwierząt. Powinno się wreszcie wyjść poza powtarzany od wieków schemat o służebnej roli zwierząt. Rabini uczyli, że Żydzi powinni mieszkać w tych miasteczkach, gdzie słychać pianie koguta i szczekanie psa. Podkreślali, że nie wolno zabijać piskląt na oczach ich matki.

Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski, wybitny biblista, pisze, że idąc za opisem stworzenia zawartym w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju, zwierzęta są naszymi starszymi braćmi, ponieważ zostały stworzone przez Boga przed człowiekiem. Wspólnota między człowiekiem i zwierzęciem opiera się na Bożej mocy stworzenia i karmi się nadzieją na eschatologiczne wyzwolenie w Odkupieniu (por. Rz 8,22). Krople z Krzyża Chrystusa, które zbawiają świat, skapują także na zwierzęta.

Jednak to, co Ksiądz mówi nie przekłada się na praktykę. Kościół katolicki robi bardzo dużo dobrego – poprzez swoje instytucje, takie jak np. Caritas – lecz są to działania skierowana tylko do ludzi.

Ma pani rację. Mamy do czynienia z grzechem zaniedbania wobec dużej części stworzenia. Powinno się pomagać ludziom, ale nie zaniedbywać i zwierząt. W miłości dobrze uporządkowanej – Bóg jest miłością – nie ma żadnej konkurencyjności. Dlaczego Caritas w swoich strukturach – poza tymi pięknymi rzeczami, które robi dla ludzi – nie mogłaby stworzyć schroniska dla zwierząt? Dlaczego nie zaproponować chrześcijańskim wolontariuszom dokarmiania zwierząt?

Wciąż nie dostrzegamy, jak dużo zwierzęta nam dają, jak działają terapeutycznie, ile możemy się od nich uczyć. Kwestia cierpienia zwierząt i troski o ich dobrostan jest wyzwaniem dla chrześcijańskiej wyobraźni miłosierdzia.

Jest Ksiądz Profesor wieloletnim wykładowcą na uniwersytecie, ale i w seminarium duchownym. Czy teologowie oraz przyszli księża mierzą się z problemem cierpienia zwierząt?

Widzę coraz większe zainteresowanie i coraz większą wrażliwość, choć nie jest to stan zadowalający. Dużo dobrego w kontekście troski o stworzenie spowodował papież Franciszek swoją encykliką Laudato si’. O odpowiedzialności człowieka za życie zwierząt pisał chociażby Eberhard Schockenhoff. Warto wymienić także Roberta Spaemanna, czy polskiego franciszkanina Stanisława Jaromiego.

Jednak nawet dobre opracowania teologiczne nie znajdują przełożenia na praktykę duszpasterską. Księża, którzy są myśliwymi, nawet jeśli kochają zwierzęta – jak deklarują – rzadko mówią o obowiązku troski o nie na kazaniach, katechezie czy w konfesjonale.

Szczególna pozycja człowieka w dziele stworzenia, jego podobieństwo do Boga, nie może przejawiać się w wyzysku zwierząt, ale w czułej trosce o nie. Za tym powinno iść formowanie sumień wierzących, którzy – przyznajmy – rzadko się spowiadają ze złego traktowania zwierząt.

Czy Ksiądz jako duszpasterz widzi wśród ludzi wrażliwość czy nieczułość na zwierzęta?

Spotykam obie postawy. Niestety, dzieje się dużo zła. Mam tutaj na myśli zarówno polowania, kłusownictwo, okrutne eksperymenty medyczne, dręczenie zwierząt w cyrkach, hodowanie ich na mięso, skóry czy futra, traktowanie jak przedmioty, które można wykorzystać. Z drugiej strony spotykam osoby, które poświęcają swój wolny czas na dokarmianie zwierząt, ich leczenie, obronę przed okrucieństwem złych ludzi traktujących zwierzęta jak zabawki czy prezenty.

Wśród studentów teologii widzę coraz więcej wrażliwości na te tematy. Boli mnie jednak, że w większości postawy prozwierzęce nie są łączone z wiarą. Może wynikać to z faktu, że w kręgach kościelnych budzą irytację ci ekolodzy, którzy bardziej są wrażliwi na cierpienie zwierząt niż ludzi.

Zatem ekolodzy, obrońcy praw zwierząt, wegetarianie czy weganie powinni być przez Kościół popierani?

Jestem całym sercem z tymi, którzy troszczą się o zwierzęta i sprawy ekologiczne. Jednak w tym gronie są także osoby, które broniąc zwierząt, zapominają o człowieku, a nawet umniejszają jego godność. Dlatego Kościół słusznie mówi o ekologii integralnie pojętej, o ekologii ludzkiej. Taka ekologia zmniejszyłaby rezerwę niektórych wierzących wobec ruchów ekologicznych.

Jeśli chodzi o wegetarian czy wegan, można potraktować ich postawę jako ideał moralny, którym ludzie zdolni do takiego poświęcenia – także pod względem zdrowotnym – dają przykład innym. Bibliści zwracają uwagę na to, że spożywanie mięsa przez człowieka było skutkiem zachwiania pierwotnej harmonii stworzenia (por. Rdz 1, 29-30). Możemy więc powiedzieć, że człowiek w raju był wegetarianinem, a konsumpcja mięsa związana jest z kondycją człowieka obciążonego skutkami grzechu.

Niestety, trwamy w tej tradycji, współcześnie obciążonej przemysłowym zabijaniem zwierząt. Wynikające stąd cierpienie zwierząt woła o pomstę do nieba, której wegetarianie przeciwstawiają swoją szlachetną postawę.

Czy w Wielkim Poście również możemy wyrażać swoją miłość do zwierząt poprzez post i jałmużnę?

Rezygnując z jedzenia potraw mięsnych, można realizować wiele dobrych celów. Wyrzekamy się czegoś co lubimy dla Jezusa, umartwiamy się, zdobywając panowanie nad swoim ciałem, jednocześnie oszczędzamy życie niewinnych istot. Wiele z nich zginie, ale nawet jeśli nie zmieni się świata jednym dobrym uczynkiem, to kropla drąży skałę. Jedna taka kropla przyczynia się do sumy dobra. Trzeba o tym mówić na rekolekcjach, pytać w konfesjonale, wpisać w popularne rachunki sumienia dla dzieci, młodzieży i dla dorosłych.

Dlaczego w systemie pokut sakramentalnych nie pomyśleć o jałmużnie wobec zwierząt? Może być nią wizyta w schronisku dla zwierząt, pomoc finansowa, zaopiekowanie się cierpiącym psem czy kotem. Pokonując swój egoizm wobec zwierząt, wrażliwość ekologiczną przekuwamy w cnotę ekologiczną.

Czytaj również: Czy Jezus chce, żebyśmy jedli mięso? Największy „meat” świata

*Ks. prof. Ireneusz Mroczkowski – polski duchowny, profesor i wykładowca w zakresie teologii moralnej, kierownik Katedry Antropologii i Bioetyki na Wydziale Studiów nad Rodziną Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, profesor teologii moralnej, a w latach 1999-2005 rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku, w latach 2006-2013 przewodniczący Stowarzyszenia Teologów Moralistów w Polsce. Przewodniczący Rady Społecznej przy Biskupie Płockim i Rady Wydawniczej. Prowadzi bloga na stronie ireneuszmroczkowski.pl.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail