Aleteia

Kiedy zrezygnować, żeby wygrać?

Udostępnij
Komentuj

Wytrwałość, dążenie do celu, niepoddawanie się, nieustępliwość – z czym ci się kojarzą te słowa? Zapewne z gwarancją sukcesu. Ale często, żeby zacząć, warto coś zakończyć.

Gdyby pierwsi osadnicy zrezygnowali ze skolonizowania Dzikiego Zachodu, nie byłoby dzisiaj Nowego Jorku. Stąd w nas przekonanie, że tylko wytrwałość i mozolne pchnie kamienia pod górę gwarantuje sukces. Okazuje się, że amerykański mit „dzielnej małej ciuchci”, która wytrwale gna do przodu jest tak mocno w nas zakorzeniona, że nie pozwalamy sobie pomyśleć: a może da się inaczej? Chodzimy więc do nielubianej pracy, bo „przecież nie da się inaczej”, spotykamy się z ludźmi, których niezbyt lubimy, ponieważ „tak wypada”.

Chcesz odnieść mądry sukces? Nie naśladuj króla Salomona

A gdyby tak z tym skończyć? Alan B. Bernstein, amerykański terapeuta w książce „Daruj sobie” podkreśla, że rezygnowanie z czegoś jest równie ważną umiejętnością życiową jak wytrwałość. Ba, to właśnie ona może być gwarancją twojego sukcesu. Gdyby Sean Connery kontynuował karierę kulturysty nigdy nie zagrałby Agenta 007. Gdyby Maria Curie nie zadecydowała: koniec z życiem w Polsce i nie wyjechała na studia do Paryża, prawdopodobnie nie dostałaby podwójnego Nobla.

6 rzeczy, których możemy nauczyć się od ludzi sukcesu

„Rezygnacja („odangażowanie”) jest spojrzeniem na to, co robimy z innej perspektywy. Musimy się nauczyć, jak dobrze przestawać i rezygnować” – tłumaczy Alan B. Bernstein. On sam wie, o czym mówi. W latach 70. zrezygnował z bardzo obiecującej kariery na jednym z amerykańskich uniwersytetów. Został… pracownikiem socjalnym, ponieważ odkrył w sobie, co sprawia mu radość: słuchanie historii innych ludzi i pomaganie im w odszukiwaniu swojej drogi życiowej.

„Zrezygnowałem w połowie pisania. W latach 70. ta praca socjalna wcale nie była prestiżowa. Zająłem niskie miejsce w hierarchii zawodowej, ale nie żałowałem. Odzyskałem spokój ducha i satysfakcję z tego, co robię” – wspomina Bernstein. Łatwo powiedzieć: odpuść sobie. Jak właściwie to zrobić?

Jak dobrze sobie odpuścić?

Uwaga! Każdy z nas zna osoby, których życie składa się z ciągłego odpuszczania sobie. „Przestawacze” nie lubią się przemęczać, zniechęcają ich najmniejsze porażki, uważają, że żadna praca nie jest dość inspirująca i godna ich talentów i zdolności. Mamy nadzieję, że do nich nie należysz i że twoje odpuszczenie będzie miało twarde i realistyczne podstawy.

W którym momencie umieć się odangażować z obranej drogi? Przypuśćmy, że masz dość swojej pracy (albo niezdrowego trybu życia). Zanim podejmiesz decyzję o zmianie, zastanów się:

  1. Co mnie unieszczęśliwia?
  2. Czy mogę je zmienić?
  3. Co jest dla mnie dostępne?
  4. Czego ja właściwie chcę?
  5. Jaka jest alternatywa?
  6. Kto może mi opowiedzieć o tym, jak będzie w nowym miejscu pracy.
  7. Jakie będą plusy i minusy tej zmiany?
  8. Co zrobię z emocjami, które się pojawią?
  9. Jakie to będą emocje? (wstyd, radość, strach, niepewność, smutek).
  10. Z kim będę mogła o tym porozmawiać, kto mnie wesprze i pomoże mi?

Bagaż emocjonalny

Najtrudniejszy w „odangażowywaniu” się jest bagaż emocjonalny. Niestety, musimy z naszego kroku tłumaczyć się rodzinie, przyjaciołom i samemu sobie.

„Są ludzie szczególnie podatni na emocjonalne rozdarcie: kiedy dzieje się coś trudnego, przygniata ich poczucie winy, rozterki, żal i obsesyjnie myślą o tym, co by było, gdyby” – mówi Alan Bernstein. Jeśli wiemy, że jesteśmy takim typem, warto się na to przygotować, zanim podejmiemy decyzję o zmianie. Możesz wyznaczyć sobie czas na zamartwianie się albo uświadomić sobie swoje lęki, spisać je lub skupić myśli na czymś innym. Pamiętaj, w świetle badań ludzie pod koniec życia najbardziej żałują rzeczy, których nie zrobili.
 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail