Aleteia

Zamek w Czersku – tajemnicza twierdza w zakolu Wisły

Stefan Czerniecki
Udostępnij
Komentuj

Wtajemniczeni mówią, że po dziś dzień zdarza się zobaczyć w czasie pełni księżyca na murach zamku pojawiającą się białą postać. Zjawa zbiera rozsypane niegdyś na zamkowym dziedzińcu perły. Widują ją ponoć co poniektórzy śmiałkowie, decydujący się na nocleg w jednej z zamkowych baszt.

Cóż poradzić? Czasem tak mam. Po prostu. Zresztą, prawdopodobnie jak większość z nas. Potrzebuję wówczas jakiegoś bodźca, aby się ocknąć. Aby sobie uświadomić. Zrozumieć. I dopiero wtedy dalsze zwiedzanie może nabrać jakiegokolwiek sensu. Mam wrażenie, że tak samo jest w tej chwili.

Od kilkunastu już minut spaceruję po zrekonstruowanej twierdzy zamku w Czersku. Malownicza forteca, nie powiem. Z czasem jednak zaczynam odnosić wrażenie, że łażę tu i łażę, ale jakby bez celu. Bez jakiegoś  realnego zysku dla mnie samego. Bez rozwoju. Słowem: bez sensu.

Przecież ja z tego nic nie rozumiem. Owszem, robię jakieś tam zdjęcia. Ale te fotografie nie mają tak naprawdę żadnego wyrazu. Nie rozumiem ich. Słabo… Nie zrezygnuję jednak. Spaceruję dalej. W nadziej, że może wreszcie… I nagle! Bah! Przychodzi natchnienie. Rozwiązanie. Krótka informacja. Dziś już nie pamiętam czy mignęła mi ona na bilecie wstępu, czy za szybą punktu kontroli wejściówek, czy może ktoś mi to powiedział. To jednak najmniej istotne. Ważne, że wreszcie przyszło olśnienie. Huk. Jak grom z jasnego nieba. Uwielbiam takie momenty.

O co chodzi? Już tłumaczę… Czy ja w ogóle mam świadomość, że w miejsce, po którym teraz bezmyślnie spaceruję, pierwsi osadnicy sprowadzili się już ponad 2 tys. lat temu? Czy jestem świadom, że tutejsza okolica to ziemie pamiętające oddech prawiecza? Jakby nie patrzeć, depczę w tej chwili zgliszcza grodu wzniesionego przez Bolesława Szczodrego (niektórzy archeolodzy są zdania, że twierdza w Czersku to pomysł Władysława Hermana)! Niezwykłe, jak spowszedniały nam tego typu ciekawostki. Podążając usilnie za tym, co odległe i egzotyczne, zapominamy o tym, co naprawdę bliskie. O tym, co tuż pod nosem. Choćby o takim właśnie zamku w Czersku. I sam pierwszy uderzam się teraz w pierś.

Ktoś zaraz doda: „Ale, zaraz zaraz. Przecież to tylko rekonstrukcja. Budowla pozbawiona prehistorycznego budulca.” Pełna zgoda. Dziś się jednak zastanawiam, czy dla mnie musi to być aż tak bardzo istotne? Zamek nad Loarą też zrekonstruowano. A turyści walą jak w dym. A tutaj? Czerska rekonstrukcja to wszak niezwykle udane dziełko. Z trzema wieżami. Każdą wysoką na sześć metrów. Z murami kurtyny północnej oraz wschodniej. Z XVIII-wiecznym, ceglanym mostem. Dla mnie bomba.

Czersk. Piękne, późno-sierpniowe popołudnie. Za czerwonymi murami słychać chichot dzieciaków. Podejrzewam, że przebywają tutaj, kiedy tylko mogą. Znajdują przecież wszystko, czego potrzebują młodociani odkrywcy poszukujący „zaginionej krainy baśni”. Iluzję samodzielności. Naturę. Polot dzikości. Oddalenie od cywilizacji. Rodzicom też w to graj. Pięć minut stąd znajduje się malowniczy ryneczek, a wokół niego ich własne gospodarstwa domowe.

Teraz, po uświadomieniu sobie kilku spraw, zwiedzanie zaczyna smakować inaczej. Przekraczam zamkową bramę raz jeszcze. Jest inaczej niż za pierwszym razem. Momentalnie pojawia się w głowie ekscytujące pytanie: kto wie, być może tą samą, w której podły Konrad Mazowiecki więził w 1229 roku więził Henryka Brodatego? A dziesięć lat później młodocianego Bolesława Wstydliwego. Obu groźnych konkurentów do panowania na ziemi krakowskiej. Świadomość kontekstu historycznego zmienia wszystko. Po chwili zaczynam wspinaczkę na jedną z dwóch dostępnych wież. Warto. Wokół zamkowego wzgórza rozciąga się kapitalny widok na malownicze bagna. To pozostałość po korytach Wisły, która swego czasu przepływała pod samą skarpą zamku, tworząc z niego niezwykle trudną do zdobycia twierdzę. Przyznam, że podoba mi się tu coraz bardziej.

Zamykam oczy. Wystarczy odrobina wyobraźni, by przenieść się w czasy XVI wieku. Barczysty brodaty mężczyzna opuszcza zwodzony most. Delikatnie pojękuje z wysiłku podczas kręcenia wielkim kołem, ale ostatecznie most opada. Do grodu wchodzą zmęczeni myśliwi z dzisiejszą zdobyczą. Wiozą upolowaną w nocy sarnę. Po obwarowaniach biegają w zdenerwowaniu paziowie królowej Bony. Poruszenie na zamku. Królowa przybywa, by wywieść z zamku swoje skarby. Nie chcąc nikomu ufać, samodzielnie znosi co mniejsze szkatułki do podstawionego na dole powozu.

Jak głosi czerska legenda w pewnej chwili spod wieka jednej ze szkatułek wysuwa się długi sznur pereł. Bona zahacza nim o występek w murze. Sznur rozrywa się, a perły rozsypują po zamkowym dziedzińcu. Królowa rozkazuje jednak nikomu ich nie ruszać. Zaczyna zbierać sama. Podobno czyni to po dziś dzień. A gdy tylko kończy swą pracę, perły rozsypują się na nowo. I tak już od setek lat. Tutaj, w Czersku. W zakolu Wisły.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail