Aleteia

Włoski episkopat uruchomił korytarz humanitarny. To działa!

AP/FOTOLINK
Udostępnij
Komentuj

Koszty pokrywa Kościół. Uchodźcami opiekują się diecezje, stowarzyszenia i rodziny, które dbają także o ich integrację w społeczeństwie.

Od początku kryzysu migracyjnego Włochy są na pierwszej linii pomocy. W ubiegłym roku przybyła tam rekordowa liczba 181 tys. nielegalnych uchodźców. W tym samym czasie morze stało się cmentarzem dla 5 tys. ludzi.

Pomoc potrzebującym jest dla Włochów wielkim wyzwaniem i niebagatelnym obciążeniem, nie stawiają jednak na plażach zasieków i nie rezygnują z udzielania wsparcia wymawiając się względami bezpieczeństwa. Rząd promuje program „Nie zamykamy drzwi” i lansuje ideę korytarzy humanitarnych, które są odpowiedzią na dwie potrzeby: solidarności i bezpieczeństwa.

Pierwszą grupę uchodźców, którzy przed rokiem wyrwali się z piekła wojny w sposób legalny i bezpieczny witał na lotnisku w Rzymie ówczesny minister spraw zagranicznych, a dziś premier Paolo Gentiloni. Wskazał, że korytarze humanitarne ratują życie gwarantując zarazem bezpieczeństwo przyjmujących. Drobiazgowe kontrole poprzedzają bowiem wydanie wizy humanitarnej. Dzięki wspieranej przez władze inicjatywie Wspólnoty Sant’Egidio i Federacji Kościołów Ewangelickich do Włoch dotarło prawie 700 osób, a drugie tyle jest przygotowywanych.

Swój korytarz otworzył właśnie włoski episkopat realizując go z Caritas i Fundacją Migrantes. Skorzysta z niego 41 Syryjczyków, a następnie 500 osób, które schroniły się w Etiopii. Jest to kraj, który przyjął najwięcej afrykańskich uchodźców – ponad 670 tysięcy.

„Zbyt często jedynie opłakujemy migrantów, którzy tracą życie podczas przeprawy przez morze, a sami nie mamy odwagi, by zmienić zaistniałą sytuację” – podkreśla bp Nunzio Galantio, sekretarz generalny włoskiego episkopatu. Zaznacza, że cała operacja nie obciąża państwa, ponieważ wszelkie koszty pokrywa Kościół (ze środków pochodzących z funduszu „8 promili”, czyli dobrowolnego odpisu podatkowego przez wiernych).

Uchodźcami opiekują się diecezje, stowarzyszenia i rodziny, które dbają także o ich integrację w społeczeństwie. I to jest mocna strona korytarzy. Gdy uchodźcy wysiądą z samolotu opieka nad nimi się nie kończy, tylko nabiera innego wymiaru. W praktyce oznacza to przedszkole i szkołę dla dzieci, kursy językowe dla dorosłych, a z czasem znalezienie pracy. Przede wszystkim mają przy boku ludzi gotowych pospieszyć im z pomocą.

To działanie idzie w parze z nowym modelem włoskiej polityki przewidującym stopniowe zamykanie wielkich ośrodków dla migrantów i zastępowanie ich mniejszymi centrami, zdającymi się sprzyjać lepszemu poznaniu z lokalną społecznością, a co za tym idzie stawiającymi tamę pokusie izolowania się i tworzenia niebezpiecznych gett. To przekuwanie w codzienność wołania Franciszka o zastąpienie kultury odrzucenia, tak konieczną kulturą spotkania.

Z korytarzy korzystają rodziny z dziećmi, osoby starsze, chore, samotne matki. Ci, których losy w tej i tak trudnej dla każdego sytuacji ucieczki przed wojną są najgorsze. Dwie pierwsze syryjskie rodziny, które dzięki episkopatowi przybyły z obozów w Jordanii znalazły schronienie w San Giovanni Rotondo. Husam i Intisar mają czterech synów. Jeden z nich jest dializowany w oczekiwaniu na przeszczep nerki, którą ofiaruje mu matka. Walled i Nahdieh mają siedmioro dzieci. Osiemnastoletnia córka jest mocno upośledzona z powodu raka przysadki mózgowej. Otrzymali specjalistyczną pomoc w założonym przez św. Ojca Pio szpitalu „Dom Ulgi w Cierpieniu”. Rodziny zamieszkały w „Domu papieża Franciszka”, czyli ośrodku dla potrzebujących, który jest odpowiedzią kapucynów na wezwanie do wychodzenia na peryferie. Mają do swojej dyspozycji po dwa pokoje z łazienką i wspólną kuchnię.

W integracji pomagają im inni Syryjczycy przyjęci już wcześniej w tym miasteczku w ramach projektu „Chroniony – uchodźca w moim domu”. „Wszyscy intensywnie uczą się włoskiego” – mówi koordynująca pomoc Angela Cosenza. I dodaje: „Nigdy nie zapomnę zdziwionych min dzieci, gdy zobaczyły pełną lodówkę i ich pytania: mamo, naprawdę będziemy mogli to jeść”.

„Na Lesbos dotarłem przepełnionym ludźmi pontonem. Ci, którzy wypłynęli po nas nigdy nie dotarli na wyspę” – mówi 30-letni Quatiba. Jest inżynierem, pracował w rafinerii. Przez kilka miesięcy był torturowany przez dżihadystów z Państwa Islamskiego, którzy schwytali go na polach naftowych. Gdy był w niewoli jego żona z dwojgiem małych dzieci uciekła z Syrii. Odnaleźli się na Lesbos. Stamtąd wraz z grupą innych uchodźców zabrał ich papież Franciszek. Dzieci chodzą do przedszkola, mężczyzna pomaga w sklepie, kobieta w restauracji. Mieszkają w parafialnym mieszkaniu i choć są muzułmanami wrośli w tamtejszą wspólnotę.

Papież wyrwał nas z piekła obozu, ale przede wszystkim wydarł z rąk handlarzy ludźmi – mówi mężczyzna. – Przed wojną żyliśmy w Syrii wszyscy razem. Mamy przyjaciół wśród chrześcijan. Dla nikogo nie jesteśmy zagrożeniem”. Noura Zahida jest mikrobiologiem. Wraz z mężem i synkiem uciekła z Damaszku. Dwa dni po przylocie do Rzymu byli już w szkole językowej. Mieli własny kąt i ludzi, którzy pomogli im się zaaklimatyzować. Kobieta pracuje w watykańskim szpitalu Dzieciątka Jezus i jednocześnie uczęszcza na uniwersytet, by nostryfikować syryjski dyplom. Jej mąż pomaga w zakładzie samochodowym. Usamodzielnili się. Jak tylko nastanie pokój chcą jednak wrócić do Syrii.

„Rządzący powinni suwerennie kierować się chrześcijańską roztropnością i przyjmować tylu uchodźców, ilu są wstanie” – mówił Franciszek. Podkreślił, że nie można przyjmować, kiedy nie ma możliwości integracji. „Korytarze humanitarne są tego najlepszą gwarancją, a ich ideę powinny przejmować wszystkie kraje Europy, bo jest to naszym ludzkim obowiązkiem” – mówi ks. Francesco Soddu, dyrektor Caritas Italia.

W ślady Włoch poszła właśnie Francja. Korytarze chce organizować episkopat Hiszpanii. Deklaruje się też Polska. „W migrantach nie możemy widzieć tylko zagrożenia. Oni są dla nas szansą” – mówi bp Galantino. Szef włoskiego MSZ podkreśla, że pomoc to wyzwanie cywilizacyjne, a bezpieczeństwo obywateli nie może być łatwą wymówką do zamykania granic. Sondaże pokazują, że Włosi coraz mocniej popierają ideę korytarzy humanitarnych.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail