Aleteia

Czego z historii Odyseusza dowiedzieliśmy się o rodzinie?

Wikipedia
Udostępnij
Komentuj

Dzięki tym chwilom oddanym córce, dał jej sygnał „jestem”. Obecny, dostępny i gotowy do pomocy, mimo że kłopoty w pracy mogłyby go akurat wysłać na dziesięcioletnią wojnę trojańską.

Penelopa:

Odyseuszu! To ja żonka twoja miła.

Czytałam dziś w gazecie: wojna się skończyła!

Dawno cię nie widziałam, dziesięć lat już mija…

Ja już naprawdę nie wiem, czy ja jestem czyjaś?

Telemach:

(macha telefonem w kierunku matki, wyraźnie poirytowany)

Mamo, zasil konto, kasa się skończyła!

To fragment tekstu, nad którym pracował mój Mąż z naszą 13-letnią córką w czasie rodzinnego wyjazdu na narty w deszczowych Czechach. Mieli stworzyć humorystyczne przedstawienie o przygodach Odyseusza w ramach projektu szkolnego. Dało nam to możliwość wspólnej burzy mózgów i spędzenia razem dobrych chwil, co skutecznie odwracało uwagę od katastrofalnej pogody. Przy okazji doprecyzowaliśmy także naszą wiedzę na temat wydarzeń opisanych w Odysei, osadzając je w ramach czasowych. Odyseusz spędził na wojnie dziesięć lat, a drugie tyle zajęła mu podróż powrotna.

Mimo woli nasuwały mi się skojarzenia z życiem tradycyjnej rodziny, w której tata wyjeżdża na kontrakt albo pracuje w rozjazdach, albo wraca do domu w porach, gdy dzieci już śpią. I że Odyseusz dla tak wielu był bohaterem, który robi niesamowite rzeczy („dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze”, jak pisał o nim Mickiewicz w „Odzie do młodości”) i wzbudza najwyższy podziw, a we własnym domu zapisał się jako luka, nieobecność nie do nadrobienia i ktoś, na kim absolutnie nie można polegać – bo go nie ma.

Wychowana na powieściach Bachdaja, wiedziałam, że Telemach – to ikona syna poszukującego ojca. Co jednak ciekawe, w życiu Telemacha istniał zastępca taty imieniem Mentor; przyjaciel Odyseusza. To od niego wywodzi się pojęcie dziś oznaczające „mistrza” i „nauczyciela”. Nie tego akademickiego i nie tego, który świetnie coś robi i dlatego można go naśladować. Mentor, to ktoś, kto uczy nowych umiejętności, a często generalnie nowego spojrzenia na rzeczywistość, poprzez budowanie relacji ze swoim uczniem. I tylko dzięki tej relacji możliwy jest proces wzrostu. Niezwykły, bo dotyczy tak samo ucznia, jak i nauczyciela. Uczeń podejmuje kolejne wyzwania, a mistrz – także rośnie poprzez wzięcie odpowiedzialności za drugiego i towarzyszenie mu. Jednocześnie zresztą poznaje granice swojego wpływu, wyznaczane szacunkiem dla wolności ucznia.

Penelopa:

Twój synek niecnota nie chce się uczyć

Miast siedzieć w książkach ciągle się włóczy…

Albo gra na kompie, albo siedzi w necie.

A ty się łobuzie wciąż włóczysz po świecie!

Państwo jest w rozsypce, synek sobie hula;

Rodzina nie ma ojca, a królestwo króla.

„Mentor” wchodzi w miejsce, które w naturalny sposób powinna wypełniać obecność ojca, a jednocześnie pokazuje, jak potencjalnie mogłoby wyglądać najpiękniejsze spełnienie ojcostwa. Jak ktoś powiedział, zrodzić kogoś, to dać mu poczucie własnej wartości. Ojciec sprawia to w synu, mówiąc „jestem z ciebie dumny”. Nie oznacza to braku wymagań, ale sprawiedliwość: ojciec to ten, który tworzy przestrzeń zmierzenia się z trudem i umożliwia zaangażowanie talentów, ale mówi jednocześnie „potrafisz”, „kibicuję ci” i docenia każdy wysiłek i każdą wygraną. Pomaga także wyciągnąć wnioski z porażki.

Dzisiejsze zapotrzebowanie na mentorów na pewno powiązane jest także z faktem, że wielu ojców nie umiało pomóc swoim dzieciom zbudować silnej tożsamości. Może na skutek „braku czasu”, braku umiejętności, wzorca z własnego domu czy z powodu niezrozumienia, na czym ojcostwo polega. Bo często „mentorstwo” rozumiane jest w najgorszej odsłonie – prawienia morałów, wytykania błędów. Ojcowie przyjmują wówczas postawy, przy których nawiązanie relacji nie jest możliwe, bo dziecko-uczeń stoi na pozycji przegranej (jak gdyby w ojcostwie chodziło o to, kto wygra). Gdy przegrywa ojciec, przegrani są oboje. Echo słów ojca buduje w dorosłym synu jego wewnętrzną melodię. Dobrze, jeśli refrenem jest „potrafisz” i „dasz radę”.

Przedstawienie o Odyseuszu odbędzie się niebawem. Mam w sobie wiele wdzięczności dla Andrzeja, że obiecując córce pomoc, nie zawiódł jej – mimo też trudności i napięć, jakie obopólna współpraca przynosiła (jak na przykład momenty zwątpienia czy różnice wizji).

Dzięki tym chwilom oddanym córce, dał jej sygnał „jestem”. Obecny, dostępny i gotowy do pomocy, mimo że kłopoty w pracy mogłyby go akurat wysłać na dziesięcioletnią wojnę trojańską.

Odyseusz:

Co tam słychać w mym królestwie?

Czy ma Penelopa kocha mnie jeszcze?

(…)

(Penelopa piłuje paznokcie)

Penelopa:

A z całej tej historii morał jest taki:

Jak nie masz dobrej mapy –  nie ruszaj się z chaty.

 (wszyscy wychodzą na środek i kłaniają się)

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail