Aleteia

Czym jest czas? Z pytaniem mierzy się kapelan szpitala onkologicznego

Udostępnij
Komentuj

Pamiętam profesora, który teoretycznie rozbijał wszystkie rzeczy na części pierwsze. Zastanawiał się nad tym, czym jest modlitwa, ale się nie modlił. Myślał nad tym, czym jest miłość, ale kochać nie potrafił. Nie miał żony, dzieci. Umierał samotnie...

Ulica była mętnie oświetlona. W oddali spostrzegłem lekko przygarbionego zakonnika, idącego dziarskim krokiem w moim kierunku. Wiatr zacinał wyjątkowo nieuprzejmie, a w dodatku wszystko działo się w zmowie z paskudnym deszczośniegiem. Krajobraz krakowskiej uliczki wydawał się być namalowany impresjonistycznym pędzlem – było niewyraźnie, kontury rozmazane, lecz na swój sposób wszystko łączyło się w specyficznie przyjemną kompozycję. Zakonnik był coraz bliżej, postanowiłem, że zadam mu intrygujące mnie pytanie.

Jesteśmy już metr od siebie. Mówię:

– Dobry wieczór, ojcze. Mam pytanie.

Zakonnik odpowiada:

– Tak, słucham, o co chodzi?

– Proszę je potraktować jako otwarte pytanie – bez ram teologicznych lub filozoficznych. Czym dla księdza jest czas?

Wyraźnie zdumiony duchowny zatrzymuje się, wzdycha głośno i mówi:

– Czas. No, czas to jest coś, co jest nam dane.

Zachęciłem go do rozwinięcia myśli.

Pracuję w szpitalu onkologicznym. Jestem tam kapelanem. Mam na co dzień do czynienia ze śmiercią – z ludźmi, którzy odchodząc z tego świata, nie są z nim pogodzeni. Pamiętam profesora, który teoretycznie rozbijał wszystkie rzeczy na części pierwsze. Zastanawiał się nad tym, czym jest modlitwa, ale się nie modlił. Myślał nad tym, czym jest miłość, ale kochać nie potrafił. Nie miał żony, dzieci. Umierał samotnie.

Zakonnik zamyślił się, spojrzał na mnie i podał rękę:

– Mariusz jestem.

– Cześć, Jerzy – odpowiedziałem.

– Słuchaj, Jerzy – kontynuował Mariusz. – Nie warto się zastanawiać nad czasem i pisać o nim rozpraw filozoficznych.

– No, przepraszam – stanąłem w obronie nauki i tykających wskazówek. – Gdybyśmy nie pamiętali o przeszłości, mogłoby dojść do paskudnych sytuacji. Co byłoby, gdybyśmy zapomnieli o Holokauście, o prawie 6 milionach osób, które tragicznie zakończyły swoje życie? Albo gdybyśmy nie pamiętali o apartheidzie i segregacji rasowej? Albo o wojnach na tle etnicznym, wyprawach krzyżowych i wszelkich podłościach autorstwa gatunku ludzkiego?

Mariusz westchnął raz jeszcze.

– Tak, zgadza się, ale chodzi o punkt ciężkości. Nie możemy żyć samą przeszłością. Musimy myśleć nad tym, co spotyka nas teraz, dzisiaj. Słowa, które wypowiedziałem do ciebie, już zniknęły, rozmyły się.

– Wiesz – mówię do Mariusza, – ale dlaczego w takim razie żyjemy tu i teraz? Przecież było tyle innych możliwości. Mogła być to tybetańska wioska, gdzie od dziecka wypowiadałbyś mantry, aby rozwijać w sobie współczucie do wszystkich żyjących istot i dążyć do stanu nirwany. Mogła to być Medyna i pustynny krajobraz, modliłbyś się wtedy pięć razy dziennie do Allaha.

– Ale po co w ogóle myślisz na ten temat?

– Staram się zrozumieć człowieka.

– Jerzy, to zrozum jedno. Powiem ci, że studiowałem filozofię, czytałem wiele rzeczy, spotkałem się z wieloma ludźmi, ale odpowiedź na twoje pytanie jest prosta. Serio. Spójrz na wielkich mistyków, świętych, ludzi, którzy odnaleźli w swoim życiu odpowiedź na twoje pytanie. Oni rzucili wszystko, przestali dyskutować, tylko zaczęli żyć. Żyć po prostu zaczęli, dla innych, nie dla siebie. Czas jest po to, aby dobrze go wykorzystać, to jest moja odpowiedź – powiedział pewnym i zdecydowanym głosem kapelan szpitala onkologicznego.

Dobrze wykorzystać czas. Brzmiało rozsądnie, pomyślałem. W szczególności, gdy wychodzi to z ust osoby, która na co dzień spotyka się z kwestiami ostatecznymi, śmiercią i nędzą człowieka.

– Czas jest po to, aby go dobrze wykorzystać – powiedział ponownie Mariusz, jak gdyby do siebie.

– Dzięki, Mariusz. Być może jeszcze kiedyś się zobaczymy.

– Cześć.

Odwróciliśmy się i ruszyliśmy w swoich kierunkach. Deszczośnieg wściekle zacinał. Przechodziłem akurat obok szpitala onkologicznego. W niektórych oknach, za żółtymi żaluzjami, świeciło się przyćmione światło. Szpital szykował się do snu.

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
mistycyśmierćświęci
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail