Aleteia

Wszystko mi jedno… Chrześcijanin walczy z depresją duchową

Udostępnij
Komentuj

Acedia to choroba duszy. Jak ją leczyć? Oto praktyczne porady mnicha i pustelnika z IV wieku.

Prowadząc na ogół życie szybkie i intensywne, poszukujemy usprawnień w codziennych zajęciach. Czy to źle? Bynajmniej! Jednak nie każdą sytuację możemy porzucić lub uprościć. Jak poradzić sobie ze znużeniem w pracy, podczas modlitwy i przy sprzątaniu? A jeśli monotonia odbiera nam chęć do angażowania się w życie? Sięgnijmy po sprawdzone rady mnicha, który pomaga walczyć ze stanem duszy zwanym acedią.

Pustynny mnich

Mnich, o którym mowa to Ewagriusz z Pontu, żyjący w IV wieku na Pustyni Egipskiej, znany ze swojej mądrości i wytrwałości w walce z pokusami. Był cenionym przewodnikiem duchowym nie tylko dla mnichów żyjących w odosobnieniu czy mieszkających w klasztorach, ale dla wszystkich, pragnących odnaleźć szczęście chrześcijańskiego życia. Ponoć każdego dnia przyjmował kilku gości w swojej pustelni. Zapytać można jak odnaleźć szczęście na pustyni u „zasuszonego” ascety. Ewagriusz, który wystawił się na walkę z pokusami w tak trudnych warunkach, doskonale poznał ludzkie słabości i chęć ucieczki od niewygody i nudy. Jego rady są dla nas, współczesnych, wciąż nieocenionym źródłem mądrości.

Kryzys wieku średniego

Podjęcie tematu acedii w Wielkim Poście łączy się z obserwowanym w tym czasie okresem pogorszenia stanu psychicznego. Wyniki analizy Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że najwięcej samobójstw jest dokonywanych późnią wiosną. Istotny wzrost obserwuje się między marcem a kwietniem. Najliczniejszą grupę stanowią mężczyźni między 40 a 44 rokiem życia. Dane statystyczne potwierdzają zatem istnienie kryzysu wieku średniego. Ewagriusz wskazuje, że najtrudniejszą walkę przechodzi się w połowie dnia, w samo południe, które rozumieć możemy także jako połowę naszego życia.

Depresja a acedia

Ewagriusz definiuje acedię jako obojętność oraz brak troski o własny byt i istnienie. Takie objawy znajdują się także w definicji zaburzeń depresyjnych, wśród poczucia stałego zmęczenia, niechęci do pracy i życia. Nie wolno nam umniejszać wagi choroby, która nieleczona może prowadzić do śmierci. Tutaj chcemy spojrzeć bliżej na temat przygnębienia, które psychiatria różnicuje od depresji, charakteryzując ten stan jako trwający krótko, niepowodujący dezorganizacji codziennych zajęć, objawiający się tzw. „chandrą”.

Choroba duszy

O. Gabriel Bunge w swojej książce poświęconej acedii (Acedia. Duchowa depresja) wymienia za Janem Kasjanem takie jej objawy jak „uśpienie dynamizmu duszy, uczucie pustki, (…) niezdolność do skoncentrowania na jednej czynności, wyczerpanie i niepokój serca”. Wskazuje też na trafne określenie „uprzykrzenie”. Wydaje się, że te cechy są plagą współczesnych ludzi. Acedia jest chorobą duszy, ponieważ „zaciemnia naszą relację do Boga”, cytując pontyjskiego Mnicha.

Nienawidzi tego, co jest, pożąda zaś tego, czego nie ma

Kiedy przychodzi atak acedii Ewagriusz przestrzega przede wszystkim przed ucieczką od siebie i swoich obowiązków. Mnichom nakazuje pozostanie w swojej celi. Nam powiedziałby zapewne o pozostaniu na modlitwie, czy pozostaniu przy wykonywanej pracy. Oddajmy głos Ewagriuszowi: „Acedię leczy wytrwałość i czynienie wszystkiego z wielkim staraniem i bojaźnią Bożą. Wyznacz sobie miarę w każdym dziele i wcześniej nie odstępuj, póki jej nie wypełnisz. I módl się uważnie i żarliwie, a duch acedii ucieknie od ciebie”.

Źródło cytatów: Gabriel Bunge, Acedia. Duchowa depresja. wydawnictwo TYNIEC.

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
acediadepresjakryzys
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail