Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Chcesz się regularnie modlić? Wynajmij modlitewne biuro co-workingowe

palidachan/Shutterstock
Udostępnij

Bóg jeden wie, jak dobrze mogłoby z nami być, gdybyśmy – robiąc źle, czy dobrze, ufając bardziej lub mniej – po prostu z Nim o tym gadali.

Może się zdawać rozczarowujące, że do modlitwy – czyli czegoś tak dobrowolnego i szczerego – jest niezbędna dyscyplina. Jeśli jednak mój mąż zadzwoni do mnie, że zgubił klucze i nie może wejść do domu, nie będę czekać z odsieczą, aż poczuję, że wielbię go tak, jak w dniu pierwszego pocałunku.

Zastanawiałam się ostatnio, jak szczęśliwe miałabym życie, gdybym zawsze była tak gorliwa, jak wtedy, gdy wydaje mi się, że wali mi się świat. Kiedy coś idzie nie tak, od razu przystępuję do modlitewnej walki. Gdy jest dobrze – błyskawicznie przyzwyczajam się do takiego stanu rzeczy, dopóki znowu coś nie runie.

Tymczasem kto wie, ile moich spektakularnych wyjść z tarapatów zawdzięczam swoim samozwańczym orędownikom.

Mojej sympatycznej babci, która widząc na ulicy zakonnicę, zamiast pluć przez prawe ramię dwa i przez lewe cztery razy (w czym specjalizowały się jej koleżanki), pruła do niej na wskroś przez ulicę, chwytała za rękę i błagała: „módl się za moją wnuczkę”, ile wznoszącej za mnie gorące modły znajomej bezdomnej z dworca, a ile uroczemu wstawiennictwu koleżanki ze studiów, która gdy tylko usłyszy, że u mnie cokolwiek nie tak, biegnie do kościoła ofiarować za mnie te swoje duchowe krucjaty, o których nikt nie wie nic, oprócz tego, że są szalenie skuteczne.

Bóg jeden wie, jak dobrze mogłoby z nami być, gdybyśmy – robiąc źle, czy dobrze, ufając bardziej lub mniej – po prostu z Nim o tym gadali.

Podobnie zresztą rzecz ma się do pracy.

Długo żyłam w złudzeniu, że pracuję bez przerwy i nie mam czasu na więcej, dopóki nie uświadomiłam sobie, jak wiele zleceń odkładam na potem, bo ciągle albo nie mam natchnienia, albo czasu, albo coś rozprasza mnie w domu.

Poprawa nastąpiła dopiero, kiedy postanowiłam zainwestować w… wynajem biurka w biurze co-workingowym.

Mimo że jestem freelancerem i wszystkie swoje teksty czy tłumaczenia mogę realizować w domu, codziennie na kilka godzin udaję się do biura, gdzie obowiązkowo spędzam czas na pracy zawodowej. Niezależnie od tego, czy jestem aktualnie w okresie poetyckiego wzlotu, czy cały świat wkurza mnie tak, że pisanie o nim to ostatnia rzecz, na którą mam ochotę – wyrabiam swoją dzienną normę, a potem co najwyżej mogę ją tylko poprawić.

Modlitwa to też taka praca na zlecenie i żeby jej podołać – musisz zapewnić sobie dobre warunki.

Po pierwsze – wyznaczyć miejsce (a może nawet i czas?), w którym będziesz się jej oddawać.

Po drugie – uznać, że to ważna dla Ciebie aktywność (tak samo jak praca – przecież bez niej nie przeżyjesz) i choćby nie wiem co, musisz znaleźć na nią czas w swoim grafiku.

Po trzecie – nie czekać na przypływ emocji. Nawet jeśli w danym momencie nie czujesz natchnienia, podejdź do tematu rzemieślniczo i pamiętając, dlaczego to robisz (patrz: punkt drugi) przystąp do działania.

Oczywiście, nie chodzi o to, że modlitwa spontaniczna jest zła! Przeciwnie. Każdy moment i choćby błahy powód do pogaduszek ze Stwórcą jest dobry, żeby po prostu to zrobić. Chodzi tylko o to, żeby mieć plan B na wypadek, gdyby ten powiew motywacji nie nadszedł.

Po czwarte – już nieobowiązkowe, ale może się przydać – robić to z innymi. W biurze co-workingowym, jak i w modlitwie dużo radości daje świadomość, że są z nami inni, którzy robią to samo z zupełnie tych samych powodów, co my.

Po piąte – nauczyć się zaczynać. Żeby nie dopuścić do prokrastynacji, tak samo w pracy jak i w modlitwie trzeba po prostu stanowczo zacząć. A potem jakoś już pójdzie.

Może się zdawać rozczarowujące, że do modlitwy – czyli czegoś tak dobrowolnego i szczerego – jest niezbędna dyscyplina. Ale tak samo jest przecież chociażby w miłości. Kiedy jesteś zakochany, sprawianie radości drugiej osobie czy spędzanie z nią czasu przychodzi tak łatwo jak jedzenie lub oddychanie.

Gdy jednak w związek wkrada się rutyna, trzeba się nieźle pilnować, żeby przy braku czasu czy codziennej frustracji okazywać sobie miłość.

Każda relacja, czy to z człowiekiem czy z Bogiem, o ile jest żywa, będzie się wznosić i upadać, a dbać o nią trzeba zawsze – niezależnie, w którym miejscu sinusoidy aktualnie tkwimy. Jeśli mój mąż zadzwoni do mnie, że zgubił klucze i nie może wejść do domu, nie będę czekać z odsieczą, aż poczuję, że wielbię go tak jak w dniu pierwszego pocałunku.

Modlić się z dyscypliną to przedstawienie Bogu aktu woli i zaufania: będę się do Ciebie modlić każdego dnia, o konkretnej godzinie, przez określony czas niezależnie od moich emocji, nastrojów, czy tego, że być może dziś czuję Twoją obecność mniej, niż wtedy, kiedy to sobie postanawiałem.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.