Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Jak sowieccy inżynierowie odnaleźli „Wrota do piekła” w Turkmenistanie

Udostępnij

Byli przekonani, że trafili na złoża ropy naftowej. Kiedy rozpoczęli odwierty, ziemia się zapadła.

Kiedy w 1971 r. sowieccy inżynierowie odkryli (przynajmniej tak im się wydawało) w Turkmenistanie złoża ropy naftowej na pustyni Karakum, natychmiast sprowadzili sprzęt i zaczęli odwierty. Niestety, okazało się, że trafili nie na ropę, ale na złoża gazu, i zaraz po rozpoczęciu prac odwiertowych ziemia zapadła się, tworząc wielki krater, do dziś nazywany „Wrotami do piekła”.

Żeby zapobiec ulatnianiu się metanu zagrażającego okolicznym mieszkańcom, inżynierowie postanowili podpalić krater, przekonani, że gaz wypali się w ciągu kilku tygodni. Jakże się mylili! Krater płonie bowiem do dziś, czyli już ponad czterdzieści lat!

„Wrota do piekła” mają 69 m szerokości i 30 m głębokości. Kilka lat temu to przyciągające turystów miejsce odwiedził także prezydent Gurbanguly Berdimuhamedow, który zapowiedział, że trzeba albo jakoś „zasypać” krater, albo ograniczyć spalanie gazu, ponieważ, jak podaje „The Vintage News”, to utrudnia rozwój tego przemysłu w regionie.

Jeśli chcesz zobaczyć, w jaki sposób znany kanadyjski podróżnik George Kourounis schodzi do „piekieł”, kliknij TUTAJ. Niektórzy okrzyknęli go wtedy najodważniejszym człowiekiem na ziemi.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!