Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Łańcuszki modlitewne? Tak, modlę się i posyłam dalej

Udostępnij

Grupa osób rozpisała „modlitwa-plan”, tak jak rozpisuje się warty na obozie harcerskim. Dobę rozbito na warty modlitewne po pół godziny. Znalazło się 48 osób, które obrały sobie wybrane pół godziny. I tak przez siedem dni trwała nieustająca modlitwa: 24h/7.

„Mój kolega Robert ma mieć w najbliższych godzinach przeszczep wątroby. Proszę o modlitwę…”. Takiego SMS-a wysłałem kilka tygodni temu do znajomych z kursu Alpha: dwóch księży, których numery miałem w komórce i jeszcze paru bliskich mi osób.

Proście a będzie wam dane, szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą wam” (Mt 7,7) – takimi słowami Chrystus zachęcał, aby modlić się do Ojca i prosić go o potrzebne nam rzeczy. Nie zawsze są to SMS-y, czasem informacja idzie tradycyjną drogą pantoflową. Czasami dochodzi do tego Facebook.

Na stronach zatytułowanych przykładowo „Msza Święta z modlitwą o uzdrowienie” piszą sympatycy tej strony, których jest nawet po kilkanaście tysięcy. Wpisują doraźne intencje, w jakich potrzebna jest modlitwa. W komentarzach pojawiają się plusiki, czy może krzyżyki „+”,  które świadczą o modlitwie w danej intencji. Czasem po jakimś czasie pojawiają się komentarze ze świadectwami o wysłuchanych modlitwach.

To takie jakby łańcuszki modlitewne. Samo słowo „łańcuszki” nie kojarzy się zbyt dobrze. „Dziś Czeka na Ciebie wielka Miłość – wyślij to do pięciu osób, a te słowa się spełnią”. Każdy chyba kiedyś dostał wiadomość w tym stylu. To raczej nadaje się do spamu.

Sprawa ma się jednak inaczej, gdy chodzi o łańcuszki modlitewne. Czasem na końcu SMS-a widnieje dopisek – prześlij dalej – ale wydźwięk takich słów jest diametralnie odmienny od tych ze świeckiego łańcuszka. Co prawda, idea jest ta sama – aby wiadomość dotarła do jak największej liczby osób.

W przypadku łańcuszka świeckiego konsekwencje tego działania są nijakie. Praktycznie ich nie ma. Cała afera kończy się z odczytaniem tudzież przesłaniem SMS-a dalej. W łańcuszku modlitewnym samo odczytanie czy przesłanie wiadomości to jeszcze nie koniec. Następuje chwila zastanowienia, dłuższa lub krótsza, i podjęcie konkretnego działania – modlitwy.

W tym momencie do doraźnie powołanej grupy modlitewnej dołącza kolejny jej członek. Niech takich osób zbierze się dziesięć. O ileż bardziej Bóg będzie skory wysłuchać takiej modlitwy, jeśli w danej intencji prosi Go o wsparcie nie jedna, lecz kilkanaście lub kilkadziesiąt osób.

Wszystko to pokazał nam przecież Jezus w przypowieści o nieuczciwym sędzi i wdowie. „A czy Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie” (ŁK 18,7). Czasem tak ta modlitwa właśnie wygląda, że naraz modli się kilka osób lub modlą się o różnych porach dnia i nocy, cały czas „przypominając się” Panu Bogu.

Jakiś czas temu spotkałem się też z bardziej zaawansowanym i zorganizowanym modelem doraźnego łańcuszka modlitewnego. Gdy pojawiła się konkretna intencja, grupa osób, które dobrze się znały rozpisała taki jakby modlitwa-plan, tak jak rozpisuje się warty na obozie harcerskim. Dobę rozbito na warty modlitewne po pół godziny. Znalazło się 48 osób, które obrały sobie wybrane pół godziny w ciągu dnia i nocy. I tak przez siedem dni trwała nieustająca modlitwa: 24h/7. Gdy dochodziły jakieś osoby, to nocne godziny rozbijano na 15-minutówki.

Pan Bóg widzi wiarę tych ludzi i wysłuchuje modlitw. A ludzie chętnie biorą udział w takim rodzaju „omadlania” jakiejś osoby czy intencji. Motywy na pewno są różne.

Ja się modlę, bo chcę.
Ty się modlisz, bo tak należy.
On się modli, bo zna wspomnianego Roberta.
Ona się modli, bo nie wiadomo, kiedy ona sama będzie potrzebowała modlitwy.
Ono się modli z rodzicami.
My się modlimy, bo chcemy spełnić dobry uczynek.
Wy się modlicie, bo my się modlimy.
Oni się modlą, bo chcą poczuć się jak we wspólnocie…
Itd…

Można by wymieniać kolejne motory modlitwy. Ale nie są one najważniejsze. Najważniejsze jest to, że ludzie naprawdę chcą się modlić i chętnie podejmują modlitwę. Żywo się interesują, jak sprawy przebiegają. Jest empatia. Ludzie chcą pomagać. To jest budujące.

Nie pytam nigdy o motywy, ale dziękuję za obecność i wsparcie. Takie idee w pewien sposób budują naszą wiarę, ale również budują wspólnotę wierzących. Nasza wiara dostaje skrzydeł, gdy słyszymy, że operacja się udała, że wątroba pracuje, że Robert się wybudził, że stawia pierwsze kroki, że już go wypisują. Korzenie wspólnoty wierzących stają się silniejsze i zaczynają sięgać coraz głębiej.