Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Slow seks, czyli powoli śpiesz się z miłością

Viktor Solomin/Stocksy United
Udostępnij

– Miłość, jaką sobie przyrzekamy, wyrasta ponad wszelkie emocje, uczucia czy stan ducha – mówi papież Franciszek. Chyba nie ma pełniejszego fizycznego wyrazu dla małżeńskiego oddania, jak miłość niespieszna, przepełniona wdzięcznością, uważnością i adoracją dla każdego fragmentu ciała.

„Piętnaście lat małżeństwa i dobry seks? Taki pakiet naprawdę istnieje, ale jeszcze niedawno byłam pewna, że monogamia to monotonia – śmieje się Małgosia, 38-letnia lekarka.

– Pewnego dnia coś się jednak zdarzyło. Zaczęło się bardzo źle. Spotkała mnie wielka przykrość na dyżurze w pracy. Byłam rozżalona i potwornie zmęczona. I kiedy tak siedziałam i płakałam sobie przy kuchennym stole, Piotr wrócił z pracy i niespodziewanie mnie objął. Poczułam jakieś intensywne wzruszenie, falę czułości, jakieś miłosne tsunami. Wiem, to patetyczne słowa, ale ta chwila mocno we mnie rezonowała. Chciałam tak stać wiecznie. W jego ramionach. To było jak w filmie. I nawet chciałam być taka smutna, żeby tylko on mnie tulił, głaskał”.

 

Ja i mój mąż. My

Małgosia tak właśnie odkryła dla swojego małżeństwa slow seks, choć jeszcze o tym nie wiedziała. „Dla mnie był to po prostu jakiś moment głębokiej obecności tego, co nazywam: My. Ja i mój mąż. My. Tu i teraz. Dobrze, że syn był na lekcji angielskiego, bo mogliśmy ten czas przedłużyć. Po prostu cieszyliśmy się sobą. Jako anestezjolog wprowadzam ludzi w stan uśpienia. Ten moment mogłabym właśnie do tego porównać. Po prostu przez chwilę byłam kompletnie off. Żadnych zmartwień, spraw, telefonów i listy zakupów” – wspomina Małgosia.

Można jeść w fast foodach, szybko, byle co i byle jak. Tak samo można traktować seks. Ale może zamiast kolejnego galopu po orgazm, wyruszyć na wyprawę w świat zmysłów?

Niespiesznie wspinać się na górę i nagle odkryć, że widoki i doznania po drodze są więcej warte niż umieszczenie chorągiewki na szczycie. Slow seks to nie tyle seks powolny, ile świadomy. Uważny.

A gdy się jest uważną, to odkrywa się nowe, gorące punkty ciała, o których nie miałyśmy pojęcia, że istnieją. Że on lubi dotykanie pod kolanem, w zagłębieniu łokcia. Albo że kiedy pieści mnie lekko pod kolanem, to rozpadam się ze szczęścia na części proste.

Slow seks jak slow food, uwrażliwia nas na smaki, zapachy, kolory. To uczta dla wszystkich zmysłów. Ale takiej celebracji trzeba się nauczyć. Bo żyjemy szybko i kochamy się też niecierpliwie, egoistycznie i zadaniowo, z orgazmem jako priorytetem. Dlatego slow seks lepiej zaplanować.

Trudno się roztapiać w przyjemnościach, kiedy ma się kwadrans po położeniu dziecka spać, bo jeszcze trzeba napisać zaległe służbowe maile. A może noc z soboty na niedzielę? Zamiast iść na kolejną imprezę, można zostać tylko we dwoje, a dzieci wysłać do dziadków.

 

Najpierw po omacku, potem patrząc sobie w oczy

Nie chodzi oczywiście o całą noc seksualnej nudy, podczas której trochę udajemy, że ogarnia nas nieskończona kosmiczna rozkosz. Zamiast odgrywania wyrafinowanych hipsterów, możemy po prostu zacząć się przytulać. Zwyczajnie. Banalnie. Bez tego znanego nacisku, że musimy zaraz wejść na prostą ścieżkę do odlotu. Nic nie musimy. Wreszcie nic nie musimy. Chodzi o wielką zmysłową ucztę. O przystawkę, danie pierwsze, drugie, o deser, o kolejny deser, a o tym, co będzie waszą wisienką na torcie, już zadecydujecie sami.

Slow seks to nie gimnastyka seksualna, ale proste przyjemności. Ponieważ proste rzeczy przychodzą nam z trudem, proponuję terapeutyczne ćwiczenie, które nazwałam „pływaniem w wyobraźni”. Połóżmy się na na plecach obok siebie. Swobodnie. W wygodnej, rozluźnionej pozycji. Trzymajmy się za ręce. Zamknijmy oczy i pozwólmy sobie zdrowo… odpływać.

Wyobraź sobie, że pływasz w pięknej, czystej i spokojnej wodzie. Na przykład w urokliwym jeziorze. Ale możesz też nic sobie nie wyobrażać. Wystarczy, że twoje myśli podryfują, gdzie chcą. Twój umysł zwolni i uwolni się od wewnętrznego spięcia. W takim stanie relaksacji można się zacząć szukać, po omacku, a potem patrząc sobie w oczy.

Slow seks nie daje gotowych receptur, jak celebrować cielesność. I bardzo dobrze. To nie przepis na orgazm, ale popis wyobraźni, czułości, wdzięczności. By być dobrą kochanką, nie musisz zgłębiać technik masażu. Ważne, by ruchy były naturalne, kojące, nie powodowały dyskomfortu, a wprowadzały w stan błogości, rozluźnienia, nawet półsnu. Jesteśmy bardzo blisko. Patrzymy na siebie. Z czułością, uwodząco, na słodko albo na ostro. Tak, jak chcemy.

Podstawą slow seks jest dotyk, a on nazywany jest pierwszym językiem. Potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów. To nasz miłosny alfabet. Powróćmy do tego dobrego, miłosnego dotyku. Do prostoty. Nie musimy przerabiać wszystkich pozycji Kamasutry, żeby było nam dobrze.

Skóra i emocje są bardzo blisko

Seks to radość cielesna, ale w wypadku slow seks ciało to za mało. Skóra i emocje są bardzo blisko. Już sama bliskość ukochanej osoby powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych. Odczuwamy przyjemne ciepło. Naskórek staje się bardziej miękki, gładki. Czasami włos się jeży, ale za to jak! Rozkosznie.

Michael Kraus, psycholog kliniczny, nazwał dotyk maklerem bliskości. W swoich badaniach przedstawił argumenty, że dotykanie się nie tylko wzmacnia więzi, ale też mówi o ich sile. Czujemy się bardziej związani z tym, kto nas dotyka. Fizyczny dotyk buduje psychiczną bliskość. To całkiem konkretna moc.

Czułe głaskanie przez partnera redukuje dolegliwości bólu u kobiet w ciąży oraz łagodzi depresję poporodową. Romantyczna pieszczota działa jak ochronny parasol w sytuacjach zagrożenia. Podwyższa poziom hormonów szczęścia: endorfin i oksytocyny. Mobilizuje i odświeża zmysły. Spowalnia rytm serca, obniża poziom kortyzolu, hormonu stresu, stymuluje funkcjonowanie układu parasympatycznego, który odpowiada za stan relaksacji mięśni i całego organizmu. Miłosny delikatny masaż sprawia, że poprawia się praca serca i układu krwionośnego. Co więcej, badania pokazują, że wszystkie te dobrodziejstwa dotyku dotyczą również tego, kto dotyka!

Slow seks jak slow food. Zdrowo odżywia. Wzmacnia. Uszczęśliwia. Intymne sygnały przekazują nie tylko sygnały cielesnego pożądania. Także miłosnej, małżeńskiej bliskości, bezpieczeństwa, oddania i zaufania. Pieszczoty wyrażają wspólnotę, opiekę i dowartościują.

Pieszczoty zapewniają małżonków, że są dla siebie ważni. Będąc tak blisko można znaleźć nowe, lepsze słowa dla starych problemów czy powracających konfliktów. Można się wreszcie zrozumieć i wybaczyć. A to wszystko sprawia, że jesteśmy zadowolone nie tylko z seksu, ale też z życia.

Wolniej znaczy mądrzej, piękniej, miłośnie. Cierpliwie. Slow seks jak wino, wymaga czasu, by jego aromat był najlepszy. Znajdźmy dla siebie ten czas, a czas się zatrzyma.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail