Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

4 powody, aby wyrzucić telewizor

Creaturart Images/Shutterstock
Udostępnij

Pewnie nawet nie odważyłabym się napisać powyższego zdania, gdyby nie spotkania z żonami, które skarżą się, że mężowie zdradzają je z telewizorem, gdyby nie opowieści mężów, którzy mówią, że żonę bardziej interesuje postać przystojnego aktora niż to, co wydarzyło się u niego w pracy.

Nie mamy telewizora od początku małżeństwa. Pierwsza reakcja gości to zaskoczenie. Potem jest chwila milczenia i nieśmiałe pytanie: „A dlaczego?”. Zaoferowano nam nawet, że dostaniemy telewizor w prezencie, abyśmy tylko nie krzywdzili dzieci brakiem bajek.

Dlaczego nie mamy telewizora? Nasz podstawowy zestaw odpowiedzi:

  1. Przy naszym trybie życia oglądanie telewizji byłoby morderstwem dla naszych relacji. Mamy sporo zajęć i czasu wolnego jak na lekarstwo. I mówię to z ręką na sercu. Jak mogłoby wyglądać nasze życie? Mamy chwilę i nie mamy tematu do rozmowy? Pyk – kciuk w akcji. Dzieci grymaszą? Pyk – kciuk w akcji.
  2. Mielibyśmy wymówkę, że nie mamy czasu się modlić… bo zawsze jest coś ciekawego do obejrzenia.
  3. Kontrolujemy to, co włączamy naszym dzieciom.

Tak naprawdę jednak plusów braku telewizora w naszym domu dostrzegamy więcej. W sumie dopiero teraz zobaczyłam, że brak czegoś daje jakby jaśniejsze myślenie w danej kwestii. Zaskakujące, że Ojcowie Pustyni, nie żyjąc w świecie, doskonale uchwycili problemy świata i podali światu rozwiązania. Z brakiem telewizora jest podobnie… Są cztery podstawowe powody, by nie mieć telewizora (lub korzystać z niego z umiarem):

  1. By mieć władzę nad swoim życiem

Wcześniej nie widziałam, jak telewizor przyciąga. Chętnie włączałam go w czasie odpoczynku. Gdy go nie mamy, pojawiając się „w gościach”, kiedy telewizor jest wyłączony, widzimy, że pierwsze co się dzieje to proponowanie: „włączymy dzieciom bajki”, „w tle” puścimy jakiś film, zobaczymy, jak rozwiązała się arcyważna kłótnia polityków, itd.

Jako Polacy oglądamy telewizję ponad 4 godziny dziennie. Czy naprawdę mamy władzę nad naszym życiem w tym czasie?

  1. By nauczyć się słuchania i trwania w ciszy

Znacie obrazek mamy w kuchni i włączonego telewizora w pokoju „aby tylko coś grało”?

W domu bez telewizora usłyszysz raczej radio, audiobook, gwar rozmowy lub ciszę. Dostrzegam, że bardziej jesteśmy nastawieni na słuchanie – książek, piosenek, konferencji, ale i siebie nawzajem. Nawet cisza nie przeszkadza nikomu, bo jesteśmy do niej przyzwyczajeni.

  1. By mieć więcej czasu (dosłownie) + GRATIS

To moje ulubione. Nie mamy czasu na modlitwę, na rozmowę z mężem po powrocie z pracy, na telefon do koleżanki. Znamy jednak wszystkie wieści z serialowego życia, a treść reklam recytujemy bez zająknięcia. „Nie mamy czasu” – to chyba najgorsza choroba naszego wieku. O. Wiliam Fryderyk Faber w „Postępie duszy” pisze, że w ich wieku to jest taki pośpiech, taka gonitwa…dodam, że on to pisał w połowie XIX wieku. Skoro w XIX wieku ludzie nie mieli czasu, to czy to nie jest po prostu wymówka? Aby wyleczyć się z choroby „nie mamy czasu” wyrzuciliśmy z życia telewizor.

Oczywiście, że oglądamy z mężem filmy. Nazywamy to sobie „domową randką w kinie”. Odpalamy wtedy VOD lub wykupujemy film on-line. Dobieramy film dokładnie taki, na jaki mamy ochotę, który odpowiada naszym gustom, a nie taki, jaki jest teraz na Polsacie czy w TVP. I tu jest ten GRATIS: już sama forma domowej randki zupełnie inaczej nas nastawia, bo przecież dyskutujemy, co obejrzymy, wybieramy odpowiedni dzień, kiedy mamy mniej innych zajęć. Mamy okazję do podzielania się swoimi przemyśleniami. W centrum nie jest „pyk-kciuk w akcji”, a nasza rozmowa.

  1. By być kreatywnym i pełnym energii

W czasie oglądania telewizji ćwiczymy sfery mózgu, które odpowiadają za bierny odbiór. Te, które odpowiadają za kreatywność w tym czasie nie pracują, nie są rozwijane. Stajemy się odbiorcami i pozbawiamy się możliwości rozwijania swojej pomysłowości. Widzę po sobie, że kiedy jestem u rodziców, włączam synowi bajki, aby np. porozmawiać w spokoju z mamą. U nas w domu w to miejsce muszę zorganizować mu jakąś kreatywną zabawę, by zajął się nią przez chwilę. Zawsze jest to największa frajda 🙂 (I wyzwanie).

Czy ci bez telewizora są lepsi?

Absolutnie NIE. Nie powinno być takich kategorii. Można mieć telewizor i kontrolować czas korzystania z niego, wykorzystywać go do odkrywania świata. Można nie mieć telewizora i non stop przeszukiwać YouTube’a, z laptopa ustanowić sobie jedynego „rozmówcę”. Dzielę się tylko swoim doświadczeniem życia BEZ i nie ukrywam, dobrze mi z tym „bez”. Mam wrażenie, że tym małym wyrzeczeniem pozbyliśmy się z domu kilku potencjalnych problemów.

Mój mąż nie siądzie przed telewizorem po powrocie z pracy. Bawi się wtedy z dziećmi. Ja nie „zakocham się” w serialowym życiu i nie będę narzekać na brak wrażeń 😉 Pewnie czekają na nas inne zagrożenia, ale tego nigdy się ustrzeżemy.

Moda czy już rewolucja?

Ponad 700 tysięcy domostw w Polsce nie ma już telewizora, ale liczba ta rośnie. Głównie to młodzi ludzie rezygnują z telewizora. Przemawia za tym ich biegłość posługiwania się Internetem, ale też chęć lokowania wolnego czasu w aktywności i relacje.

Nasi przyjaciele po pierwszej wizycie u nas wysłali nam wiadomość, że oni też tak spróbują. Kiedy ich odwiedziliśmy w salonie była kanapa i fotele, było tradycyjne miejsce na telewizor. My siedzieliśmy na tych kanapach, ale w miejscu telewizora leżało już Pismo Święte, stał krzyż i figura Matki Bożej. Było głośno, ale to na skutek naszych rozmów. 🙂 Telewizor znalazł innego właściciela, a po nim zostały tylko dziury po śrubach.

Wspólnie: obok siebie czy razem?

Mieszkając w jednym domu, nie rozmawiamy, nie szukamy tego, co nas łączy, a to, co robimy wspólnie ogranicza się często do… wspólnego oglądania telewizji.

Pewnie nawet nie odważyłabym się napisać powyższego zdania, gdyby nie spotkania z żonami, które skarżą się, że mężowie zdradzają je z telewizorem, gdyby nie opowieści mężów, którzy mówią, że żonę bardziej interesuje postać przystojnego aktora niż to, co wydarzyło się u niego w pracy. I tak oto te małżeństwa zasypiają wieczorem, nakrywają się jedną kołdrą, mieszkają w jednym domu, ale mijają się, przechodzą obok i tyle z ich „wspólnego bycia razem”.

Przykre jest to, że kiedy odwiedza nas rodzina, my robimy im miejsce na kanapie i zapraszamy do wspólnego obejrzenia serialu, „bo dzisiaj ma się okazać, kto okradł, zdradził, wygrał”. Potem wspominamy, że Jolka i Piotrek faktycznie u nas byli, ale co u nich słychać…?

Widzę, że z telewizorem za dużo mogłabym stracić. Nie chcę zdradzać męża czy synów z serialowym panem z ekranu. Wolę żyć swoim życiem. Czasami może przewidywalnym i cichym, ale własnym, niepowtarzalnym i z jedynym w swoim rodzaju scenariuszem.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail