Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Na Giewont się patrzy, czyli baśń o prawdziwym życiu

Po lewej: "Na Giewont się patrzy". Wyd. Oficyna Wydawnicza Oryginały 2017 r. Po prawej: Autorki książki Barbara Caillot Dubus i Aleksandra Karkowska.
Udostępnij

Opowieść o zwykłych ludziach, prawdziwym życiu i codzienności. Każdy ma historię, z której można wynieść lekcję.

Dzieci uwielbiają prawdziwe historie – przekonują Barbara Caillot-Dubus i Aleksandra Karkowska, autorki książek i właścicielki Oficyny Wydawniczej Oryginały. Książki, które razem tworzą są lubiane nie tylko przez dzieci. To rodzinne opowieści do rodzinnego czytania.

Czytaj jeden rozdział książki dziennie! Także z babcią

Tworzą bardzo zgrany tandem. Uważnie się słuchają, wpadają sobie w słowo, dopowiadają… Widać, że się lubią, a co najważniejsze rozumieją. Pewnie dlatego w ich książkach jest tyle harmonii. O tej ostatniej, „Na Giewont się patrzy” mówią: baśń o prawdziwym życiu.

Barbara Caillot-Dubus i Aleksandra Karkowska “Na Giewont się patrzy”. Wyd. Oficyna Wydawnicza Oryginały 2017 r.
Barbara Caillot-Dubus i Aleksandra Karkowska “Na Giewont się patrzy”. Wyd. Oficyna Wydawnicza Oryginały 2017 r.

 

Współczesna baśń o prawdziwym życiu, czyli opowieść o zwykłych ludziach… Co ma dać czytelnikom?

A.K.: Dla mnie bardzo ważne jest to, żeby ludzie zaczęli zauważać proste, codzienne historie. Żyjemy w totalnym pędzie: nowa sukienka, nowy samochód, mieszkanie, dom, wakacje… Nie mamy czasu, by żyć tu i teraz. I zastanowić się, kto jest wokół nas. Posłuchać tego drugiego człowieka. A jak już jest trochę starszy, babcia np. nie dosłyszy to w ogóle nikt nie zwraca na nią uwagi.

Wasze książki mają to zmienić?

A.K.: Pokazujemy w nich, że każdy ma za sobą ciekawą historię.

Dlaczego warszawianki postanowiły patrzeć akurat na Giewont?

B.C.D.: Moi dziadkowie, dokładnie w tym samym roku, w którym się urodziłam wybudowali dom w Kościelisku. Typowy tradycyjny, drewniany, na polanie, z pięknym widokiem na Giewont. Przez pierwsze 17 lat mojego życia jeździłam tam na wakacje. Bawiłam się z dziećmi z okolicznych gospodarstw, pasłam z nimi krowy i gadaliśmy po góralsku… Podhale to moje miejsce na ziemi.

Rozkładówka z książki “Na Giewont się patrzy”

Ale wcześniej była jeszcze Warszawa, Indie i teraz Barcelona…

B.C.D.: Zawsze się śmiałam, że jestem paryżanką i góralką. Bo urodziłam się w Paryżu. Ale Podhale mam w sercu. Parę lat temu, po różnych perypetiach udało się nam odkupić rodzinny dom dziadków, który oni wcześniej w 1987 roku roku sprzedali. Swego czasu to było bardzo znane, artystyczne miejsce, bo mieszkali w nim aktorzy Teatru Witkacego, potem było w nim przedszkole, a w końcu gmina Kościelisko wystawiła ten dom na sprzedaż. Odkupiliśmy go i tak historia zatoczyła koło.

A.K.: Ja jestem z Elbląga, ale moim miejscem na ziemi jest warszawska Sadyba. Tatry kocham. Od kilku lat chodzę w góry. Ale teraz trafiłam tu za Basią.

Najlepsze pomysły na książki przynosi samo życie?

B.C.D.: Zdecydowanie tak. Często robimy warsztaty z dziećmi. I pytamy: widziałyście zdjęcie babci czy dziadka jak byli mali? Np. babci w warkoczykach albo dziadka w krótkich spodenkach. Nie – odpowiadają, a oczy im się śmieją. Dlatego powstały zeszyty „Babciu, dziadku opowiedz mi”, do wspólnego rodzinnego wypełniania.

A.K.: Są tam nie tylko oczywiste pytania, np. o rodzeństwo, ale także takie podchwytliwe: czy Ty Dziadku się biłeś, czego się bałeś a czego wstydziłeś…? Jak powiedziała kiedyś ładnie Joanna Olech, dzieci się przecież nie zmieniają, zmieniają się tylko czasy.

B.D.C.: Dzieci uwielbiają prawdziwe historie. Opowiadane przez zwykłych, prawdziwych ludzi.

Barbara Caillot-Dubus i Aleksandra Karkowska “Banany z cukru pudru”. Wyd. Oficyna Wydawnicza Oryginały 2015 r.

A.K.: Pamiętam, jak tworzyłyśmy „Banany z cukru pudru”. Poszłyśmy do jednej z bohaterek, przeuroczej starszej pani mieszkającej na Sadybie. I ona się zdziwiła: Ja? Ojciec był pułkownikiem wojska polskiego przed wojną, zginął w Charkowie, brat zginął w Powstaniu… To są losy, o których warto opowiadać. Mój drugi brat jest architektem, to może z nim porozmawiajcie. Co ja mogę Wam powiedzieć? Wychowałam trójkę dzieci, nic specjalnego nie zrobiłam… Była bardzo wzruszona, że właśnie z nią chcemy rozmawiać. Ale to przecież ona codzienne życie, sukienkę uszytą z firanki czy łowienie rybek durszlakiem w fosie. My szukamy takich właśnie historii.

B.C.D.: Premiera naszej ostatniej książki „Na Giewont się patrzy” odbyła się w Kościelisku w domu ludowym, który został wybudowany w latach 30., co ciekawe budowę sfinansowała siostra Marie Curie-Skłodowskiej, czyli Bronisława Dłuska. Jeden z gości, mężczyzna, którego wcześniej nie znałyśmy powiedział, że chciał nam bardzo podziękować. Bo wszyscy wokół zachwycają się młodymi, bogatymi i gładkimi ludźmi, a my zainteresowałyśmy się tym starymi, wysuszonymi i biednymi, ale za to pełnymi w środku.

Bo my za mało się kontaktujemy z tymi którzy, którzy pełni w środku?

A.K.: My dzisiaj szybko żyjemy. Po łebkach. Po wierzchu.

I tych prawd, które moglibyśmy usłyszeć w domu szukamy w książkach albo w gazetach, albo w internecie?

A.K.: W każdej nieomal rodzinie, nie ma znaczenia czy dziadek był ministrem czy szewcem, są starsi ludzie, którzy dziś mają po 80, 90 lat i dokładnie wiedzą, co jest ważne w życiu. Z wiekiem człowiek nabiera dystansu…

 

Rozkładówka z książki “Na Giewont się patrzy”

A.K.: Oni już wiedzą, że przeżyli to życie, dziękują za każdy dzień i potrafią się nim cieszyć. Liściem, który leci, słońcem które świeci…

B.D.C.: Bardzo przeżywałyśmy opowieści naszych rozmówców. Niby znałam to dawne Podhale ale nie wiedziałam, że życie było tak ciężkie… Że często ludzi stać było kiedyś tylko na sól i naftę. A kilka kilometrów dalej było Zakopane gdzie przed wojną kwitło życie artystyczne i towarzyskie.Na wsi jajka były niezwykle cenne, można je było wymienić na inne produkty. Do Zakopanego nosiły je kobiety, dzieci nie mogły żeby ich nie rozbić. Śmietanę, te kilkanaście kilometrów też nosiły kobiety. Dzieci nie, bo trzeba było uważać, żeby w drodze ze śmietany nie zrobiło się masło… To są prawdzie, piękne historie.

Sadyba opisana, Podhale opisane. Co teraz? Jakie plany?

B.C.K.: Dalej góry. Nie chcemy z nich wyjeżdżać. Wciąż jest wiele historii do spisania i wiele portretów do zrobienia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail