Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jestem wielka, bo jestem mamą

Udostępnij

Dla mojego dziecka przez długi czas (a z pewnością przez kilka pierwszych lat) jestem wszystkim. Całym światem. Świadomość tego pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile.

Ile razy, droga Mamo, zdarzyło Ci się usłyszeć, że robisz coś nie tak? Albo, że powinnaś coś robić inaczej? Ja, odkąd zostałam mamą, a nie było to jakoś specjalnie dawno temu, słyszę to regularnie. Obcym ludziom tak łatwo przychodzi ocenianie naszych wyborów albo metod wychowawczych. Swoje uwagi wypowiadają z taką pewnością, jakby co najmniej znali nasze dzieci od dawna albo mieli kilka lat praktyki lekarskiej za sobą.

Wiem lepiej

Komentujący zwykle wiedzą też lepiej, co jest dobre dla Ciebie i Twojego dziecka. I często są to dokładne przeciwieństwa tego, co Ty wybrałaś.

Karmisz mlekiem modyfikowanym? Jesteś wyrodną mamą! Karmisz jeszcze piersią? O rety, dlaczego tak długo?! Zagłodzisz swoje dziecko! Zrezygnowałaś na dłużej z pracy zawodowej, bo rok urlopu macierzyńskiego to dla Ciebie zdecydowanie za krótko? Jesteś pozbawioną ambicji, leniwą gosposią! Wróciłaś do pracy, może na część etatu, bo budżet domowy się nie spinał, bo dusiłaś się w domu i potrzebowałaś chociaż małej odskoczni albo po prostu tak chciałaś? Jesteś wyrachowaną, zimną karierowiczką.

Podobne przykłady można mnożyć w nieskończoność. A przecież nikt z zewnątrz nie jest w stanie ocenić tego, co jest dobre dla Ciebie i Twojego dziecka. Co więcej, obce osoby w ogóle nie powinny zajmować się komentowaniem Twojego życia. Dlaczego więc tak łatwo jest oceniać wybory innych mam? Dlaczego z taką łatwością przychodzi ferowanie wyroków o tym, że jakaś kobieta jest gorszą matką, bo dokonała takiego, a nie innego wyboru? Albo prognozowanie, że jej dziecko będzie się przez to gorzej rozwijać?

Bezbronna jak matka

Być może dlatego, że w kobietę-matkę tak łatwo jest uderzyć. Tak łatwo jest zasiać w niej ziarnko niepokoju i lęku, że może faktycznie źle wybrała. Matka jest bezbronna. Zależy jej przede wszystkim na dobru dziecka i to jest najważniejsza troska, jaka spędza sen z jej powiek. Nie rachunki do zapłacenia czy wredny, nieempatyczny szef. Dziecko.

W matkę łatwo uderzyć, bo ona się nie obroni. Nie włoży zbroi, nie weźmie szabli i nie poszarżuje z kontratakiem, bo nie ma na to sił i czasu. Trzeba ugotować rosół, wstawić pranie, odrobić lekcje z maluchem, a kiedy on w końcu zaśnie – zrobić kilka zaległych projektów do pracy. Która z nas traciłaby energię na bronienie samych siebie?

W dodatku, czasem „obrywa” nam się jeszcze od tych, dla których to wszystko robimy – od naszych dzieci. Te malutkie robią to całkiem nieświadomie, bo przecież roczne dziecko nie rozumie, że swoim niekontrolowanym napadem histerii, podczas którego kopie mamę w brzuch, sprawia jej ból. Bywa, że te większe robią to z premedytacją, bo bunt nastolatka pozwala wykrzyczeć „nienawidzę Cię” z błahego powodu.

Cały świat

A my przyjmujemy to na „klatę” nie dlatego, że jesteśmy jakimiś cierpiętnicami z masochistycznymi skłonnościami. Nie dlatego, że nie widzimy świata poza swoim macierzyństwem, z którego uczyniłyśmy swoją życiową misję, i której się po-świę-ci-ły-śmy (pisałam już, że bardzo nie lubię, ani tego słowa, ani takiego stawiania sprawy).

Robimy tak, bo kochamy tego małego człowieka najbardziej na świecie. Bo chociaż 1,5 roczny brzdąc potrafi tak „dać do pieca”, że masz ochotę uciekać jak najdalej i zapomnieć, że jesteś matką, to już kilka chwil później dostarcza takich emocji i wzruszeń, że w życiu nie zamieniłabyś się miejscami z nikim. Bo chociaż kochasz inne osoby, męża, rodziców, przyjaciół, to tylko ten jeden, mały człowieczek był w Tobie przez 9 miesięcy – był częścią Ciebie, co wytworzyło między nim a Tobą więź niezwykłą, niepowtarzalną.

To też powoduje, że dla swojego dziecka przez długi czas (a z pewnością przez kilka pierwszych lat jego życia) jesteś wszystkim. Całym światem. I świadomość tego pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile. Daje siły, kiedy właściwie jesteś już całkiem bezsilna, masz dość, żałujesz, że Twoje życie wygląda właśnie tak, a nie inaczej. Wtedy zwykle Twoje dziecko potrafi jednym uśmiechem rozwiać te wszystkie wątpliwości i przywrócić przekonanie, że jesteś w najlepszym miejscu, w jakim mogłaś się znaleźć.

Trudno w to uwierzyć? Sama, choć jestem mamą stosunkowo niedługo, doświadczyłam takich momentów dziesiątki, jeśli nie setki razy. Mój mały synek umie dać „do wiwatu”, wkurzyć do żywego, etc. A chwilę później, jednym uśmiechem, małym gestem, próbą powiedzenia „mama” czy samodzielnymi pierwszymi krokami do reszty wzrusza moje matkowe serce, które w mig zapomina, jaka byłam przed chwilą wkurzona. Bo nagle przypominam sobie, jak ważna jestem dla tego małego brzdąca i jak wielki wpływ mam na jego wybory, dorastanie, jego życie.

Jestem wielka. Bo jestem jego mamą.

*Do napisania tekstu zainspirował mnie ten spot:

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail