Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Siła dobrego myślenia, czyli jak przestać się zamartwiać

Udostępnij

Kobieta z niczego potrafi zrobić sałatkę i problem, powiadają Francuzi. Podpowiadamy, jak radzić sobie z lękiem przed niepewnym jutrem.

Rozmawiając z kobietami widzę, jak rzadko są zadowolone z tego, co robią. Nie potrafią się docenić, nagrodzić. Odetchnąć. Dać sobie trochę luzu, radości, spontaniczności. Nie potrafią odmłodnieć. Tak trudno się zatrzymać. Być uważną na to, co tu i teraz. Na to, co nowe i fajne. O, tu dziś coś kwitnie, ładnie sterczy z brzydkiej ziemi.

 

W ciągłym galopie 

Kobiety są często zabiegane, wciąż godzinę do przodu, w następnym dniu, tygodniu, gdzie coś się złego wydarzy, a najpewniej będzie to jakaś klapa, niedociągnięcie, kompromitacja. Z czymś nie zdążą, czegoś nie dopilnują, coś się wymknie spod kontroli, jakaś mała porażka, która tylko czekać, jak stanie się katastrofą. Tym pierwszym klockiem walącego się domina.

Co z tego, że jest ładnie? Mamy lato, a dziadkowie mówili, że wezmą chłopców, ale tylko na tydzień. I co ja zrobię z dzieciakami w sierpniu? Ale po co tak wybiegać myślą? Przecież jutro też jest dzień. I jutro te trzy krosty od wczoraj na plecach dziecka rozwiną się w jakąś poważną alergię pokarmową.

Dziś też wcale nie jest lepiej – to złe spojrzenie męża to nic innego jak wstęp do kłótni i cichych dni, podczas których wszystko będzie na moich barkach. A jak szef dzwoni, to zaprasza na dywanik. A tu koleżanka coś szybko czy niechlujnie powiedziała, a my doszukujemy się ukrytych znaczeń, zawoalowanej krytyki i przeżuwamy te wątpliwości bez końca i na każdy możliwy sposób.

Oczywiście, ta samoudręka ma również swój całkiem przyjemny aspekt, bo kiedy brakuje tematów do rozmowy, to powód do narzekania zawsze się znajdzie. Można też narzekać na to, że ciągle na coś narzekamy. Martwią się perfekcjonistki, bo muszą kontrolować cały świat. Kobiety niepewne mają w sobie ten nieustanny dygot, że sobie nie poradzą. I już na pewno wszyscy to zobaczą i źle sobie o nich pomyślą. Zamartwiają się matki i ten ich naturalny lęk o dziecko, nie wiadomo kiedy staje się nadmiarowy, paraliżujący i odbierający radość macierzyństwu.

Kobiety tworzą sobie w głowie mapy idealnego życia, miłości, małżeństwa, partnerstwa, prowadzenia domu i żyją w ciągłej niepewności, że zabłądzą w tym labiryncie.

 

Wysoko ustawiona poprzeczka

Powodem takiego chronicznego, wyniszczającego zamartwiania się może być podwyższony poziom lęku. Czujemy się spięte i szukamy dla tego dyskomfortu usprawiedliwienia. Chcemy ten nieokreślony niepokój powiązać z jakimś konkretnym zagrożeniem. A kiedy nie ma realnych powodów do zmartwień, to od czego mamy wyobraźnię?! Z niczego robimy wielkie coś  i dręczymy się tym równie skutecznie, co długo.

Często odnosimy mylne wrażenie, że zamartwianie się to rodzaj asekuracji. Kiedy będę przezorna, nawet przeczulona, zminimalizuję niebezpieczeństwo.

Jednak wybieganie myślami do przodu robi nam więcej krzywdy niż pożytku. Skupiamy się na zagrożeniu, którego jeszcze nie ma i być może nigdy nie będzie. Marnujemy energię, zwiększamy poziom stresu. I dlatego tracimy z oczu to, co jest. To, co dobre. I to, co złe, ale jakby bardziej oswojone, a to nie znaczy, że mniej zagrażające. Nadopiekuńcza matka może nie widzieć, że mąż czuje się pomijany i nieszczęśliwy w związku. I tu być może powstaje realne zagrożenie, z jakim trzeba będzie się skonfrontować.

Lękowe interpretowanie przyszłości nie tylko uprzykrza życie, ale jest realnym zagrożeniem dla zdrowia. Podnosi tętno, ciśnienie krwi, przyśpiesza oddech i osłabia system odpornościowy. Sprzyja powstawaniu psychosomatycznych dolegliwości: zespołu jelita drażliwego, bólom mięśni, głowy czy chronicznemu zmęczeniu.

 

Lęk przed niepewnym jutrem

Trudno się go pozbyć całkowicie, ale można się nim jakoś zaopiekować. Podpowiadamy jak:

1. Spróbuj martwić się zdrowo.

2. Uznaj, że żyjemy w niepewnym świecie, ale ta towarzysząca nam niepewność nie musi odbierać urody życiu.

3. Żyj uważnie, ale uważaj na to, co dobre.

4. Nie uruchamiaj z byle powodu tej wewnętrznej syreny alarmowej, bo ona w umyśle „tak głośno wyje”, że zdrowy rozsądek się nie przebije.

5. Trzymaj kontakt z rzeczywistością. Rozróżniaj fakty od katastroficznych wizji. Większość spraw nie wymaga nieustannej troski, bo i tak nasz wpływ na ich bieg jest ograniczony.

6. Ważne jest nie to, co się nam wydarza, ale jak na to reagujemy.

7. Jeżeli nie potrafię żyć bez udręki, to postanawiam, że martwię się codziennie przez pół godziny. A potem zajmuję się tym, co tu i teraz.

8. Martwię się w konkretnej sprawie, a nie wyobrażam sobie jakąś czyhającą za rogiem sytuację bez wyjścia. Dlatego, że niezależnie od tego, co pisze dla nas los – wyjście jest jedno: Lepiej rozwiązywać problemy, zamiast je tworzyć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail