Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Depresja – czym tak naprawdę jest i jak ją rozpoznać?

MeganAlter/Shutterstock
Udostępnij

Człowiek z depresją odczuwa ogromne cierpienie, nie czuje się dobrze ani ze sobą, ani z innymi ludźmi, jego możliwości rozwojowe są sparaliżowane, przeżywa ogromny ból, czuje, że jego życie niewarte jest życia.

Terminu depresja używamy w życiu codziennym do nazwania wielu doświadczeń, od przejściowego obniżenia nastroju po pełnoobjawowe zaburzenia nastroju, zagrażające nawet życiu. Czasem mówimy „mam depresję” wtedy, kiedy nie udało nam się coś ważnego, na czym nam bardzo zależało i jesteśmy rozczarowani sobą, okolicznościami, innymi ludźmi. Może to być krótkotrwały stan; mówimy np. „Nie ma się co aż tak przejmować”, „Jutro będzie lepiej”, „Zaraz coś wymyślę” „To nie moja wina, to przez niego” itp.

Może również narastać poczucie bezradności, bierności, smutku, poczucie winy. Jednak nadal czujemy, że wydobędziemy się z niego po jakimś czasie sami lub z pomocą bliskich. Ważne jest to, co myślimy o danej sytuacji, czy wierzymy w swoje możliwości i skuteczność podjętych działań („spróbuję, może się uda”, czy raczej – „nie warto, to beznadziejne, nic mi się nie udaje, to nie ma sensu”). Często bliscy takiej osoby w ogóle nie rozumieją, co się dzieje: obiektywnie sytuacja jest w miarę stabilna, trudności są przejściowe, a jednak bliski ma się coraz gorzej. Czasem taki stan się przedłuża i dochodzi do rozwoju pełnoobjawowej depresji.

Depresja stała się chorobą naszych czasów. Wg Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) depresja jest wiodącą przyczyną niesprawności i niezdolności do pracy na świecie i najczęściej spotykanym zaburzeniem psychicznym. Każdy jest podatny na depresję, ale wg badań amerykańskich są grupy szczególnie zagrożone. W grupie wysokiego ryzyka znajdują się osoby urodzone po 1970 roku, żyjące w dostatnim kraju, kobiety.

Depresja to obniżony nastrój, zaburzenia napędu (wszystko idzie wolniej lub w chorobie afektywnej dwubiegunowej okresy wzmożonej aktywności przeplatają się z okresami wyraźnego spadku aktywności), utrata zainteresowań/radości. Dodatkowo mogą się pojawić pogorszenie koncentracji, utrata poczucia własnej wartości, poczucie winy, zahamowanie lub niepokój, myśli i próby samobójcze, zaburzenia snu (trudności w zasypianiu, wczesne wybudzanie się), utrata łaknienia.

Depresja często zaczyna się bardzo powoli: trudnościami z koncentracją uwagi, potem dochodzą bezsenność, utrata apetytu, ogólny spadek wydolności, które są razem traktowane jako przemęczenie. Często taka osoba podejrzewa u siebie chorobę somatyczną, odwiedza lekarzy wielu specjalności i robi badania.

W zależności od podejścia wyróżniamy różne postaci depresji, np. depresje endogenne i psychogenne, jednobiegunowe, dwubiegunowe (CHAD), dystymię, sezonowe zaburzenia nastroju. Depresja może pojawić się, np. w momencie dużych zmian biologicznych (dojrzewanie, połóg, menopauza), może być też adekwatną acz przedłużoną reakcją na realną utratę (żałoba przechodzi w depresję).

Na ogół na pojawienie się depresji wpływa interakcja wielu czynników jednocześnie, biologicznych (zaburzenia neuroprzekaźnikowe), społecznych i środowiskowych (obecność bliskich, relacje  z nimi) oraz psychologicznych (typ osobowości, sposób radzenia sobie w trudnych  sytuacjach). Depresja pojawia się wówczas, gdy unikalna kombinacja tych czynników przekracza możliwości psychiczne danej osoby.

Depresja rozpoczyna się od utraty. A doświadczenie straty/utraty towarzyszy nam przez całe życie. Właściwie nasze życie rozpoczyna się od doznania straty. Zostajemy „wyrzuceni” z ciała matki na świat – bez mieszkania, bez pracy, auta itd., nawet bez ubrania. Potem następują kolejne straty, nie tylko tych, których kochamy, ale i tracimy swoje romantyczne marzenia, niemożliwe do spełnienia oczekiwania wobec siebie i innych, złudzenia dotyczące własnej wolności i władzy, iluzję bezpieczeństwa, utratę takiego Ja, które myślało, że nie podda się zmianom, nie będzie miało zmarszczek, będzie odporne na ciosy i nieśmiertelne. Jednocześnie, tracąc kolejne rzeczy, zyskujemy inne.

Istnieje nierozerwalny związek pomiędzy tym, że musimy coś porzucać, żeby znajdować miejsce na nowe, by rozwijać się, wzrastać. Natomiast to, w jaki sposób zareagujemy na doznawane w toku życia kolejne straty, realne i wyobrażone, jest na ogół dość stałą wewnętrzną dyspozycją i kształtuje się we wczesnym dzieciństwie; sposób reakcji może też być modyfikowany poprzez późniejsze zmiany rozwojowe (a także psychoterapię). I tak: albo ktoś żyje w relacji z utraconymi rzeczami (marzeniami, możliwościami, pieniędzmi, relacjami, nie może o nich zapomnieć, ciągle wraca do nich myślami, rozważa, przeżywa), albo powoli godzi się z utratą i żyje dalej. Co ważne, sama żałoba, np. po stracie bliskiej osoby, jest normalną i pożądaną reakcją („Żałoba to cena, jaką płacimy za miłość” – powiedziała królowa Elżbieta w trakcie nabożeństwa za brytyjskie ofiary ataku z 11 września). Ale jeśli reakcja żałoby się przedłuża i przechodzi w depresję, nie jest to dobre.

Człowiek z depresją odczuwa ogromne cierpienie, nie czuje się dobrze ani ze sobą, ani z innymi ludźmi, jego możliwości rozwojowe są sparaliżowane, przeżywa ogromny ból, czuje, że jego życie niewarte jest życia, często przeżywa pragnienia samobójcze, w ekstremalnych przypadkach aktywnie je realizuje.

Ale czasami depresja nie jest wyraźnie widoczna, jest to tzw. depresja maskowana. Można np. przeżywać przewlekłe stany depresyjne, maskowane rozdrażnieniem, nasiloną agresywnością wobec samego siebie i wobec innych, niespecyficznymi bólami somatycznymi, lękami. Tutaj i diagnoza, i pomoc jest utrudniona. Czasem jest to młody człowiek, który nie chce zawieść rodziców, pracuje, ale po pracy leży w domu i nie ma siły na nic. Czasem dorosły, który czuje się odpowiedzialny za rodzinę, robi wszystko, co do niego należy, ale prawie nic go nie interesuje, nic mu się nie chce. U dzieci mogą to być częste skargi na zdrowie, u młodzieży rozdrażnienie.

Wg badań amerykańskich jest kilka czynników, które mogą zapobiegać wystąpieniu depresji u kobiet, nawet pomimo widocznych ku niej predyspozycji i niedawno przeżytej straty. Są to: bycie w intymnym związku, praca, mniej niż troje dzieci, które się jeszcze nie usamodzielniły, i – silne zaangażowanie w ruch religijny.

„Większości ludzi, którzy doświadczyli depresji w jej skrajnej postaci, udaje się przeżyć i wieść dalej życie równie szczęśliwe jak życie osób, które nigdy nie doznały tej tragedii. (…) Aczkolwiek jest w tym coś z męki Syzyfowej, ponieważ prawie połowa osób raz dotkniętych tą chorobą, zostanie zaatakowana ponownie – depresja powraca”. (William Styron, „Dotyk ciemności. Kronika obłędu”).

Depresja jest chorobą, którą można i należy leczyć. Wymaga zastosowania metod biologicznych (farmakoterapia) i psychologicznych (psychoedukacja, psychoterapia). Decyzję o rodzaju leczenia warto podjąć wraz z lekarzem, do którego mamy zaufanie.

Ten artykuł jest przyczynkiem do tematu depresji i nie wyczerpuje go. Jeśli podejrzewasz u siebie lub osoby bliskiej depresję, KONIECZNIE skontaktuj się z lekarzem. Może to być nawet lekarz pierwszego kontaktu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail