Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Co zburzy ci Bóg? Dowiedz się tego od góry, nad którą płakał Jezus

Udostępnij

Ostatnia góra na naszym wielkopostnym szlaku to jerozolimski Syjon. Jest taki poruszający moment w Ewangelii, gdy Jezus zbliżając się do miasta, płacze na jej widok. Opłakuje Syjon, który nie rozpoznał w Nim spełniającej się obietnicy Boga.

Święta góra

Początkowo nazywano tak jedynie zdobytą przez Dawida twierdzę na wzgórzu Ofel, gdzie następnie założył swoją królewską siedzibę. Kiedy jego syn, Salomon, na sąsiadującym z Ofelem od północy wzgórzu Moria zbudował świątynię, nazwą Syjon zaczęto określać oba wzgórza. Z czasem rozciągnięto ją na całe miasto, którego sercem była oczywiście świątynia.

Kiedy autorzy biblijni mówią o Syjonie, mają na myśli przede wszystkim dzisiejsze Wzgórze Świątynne stanowiące centralny punkt życia religijnego każdego Izraelity. Jezus patrzy na nie zjeżdżając na osiołku ze stoków Góry Oliwnej. Według starej żydowskiej tradycji częścią Syjonu jest Moria, a więc ta sama góra, na której wieki wcześniej Abraham miał złożyć ofiarę z Izaaka.

Teraz wznosi się na niej świątynia – jedyne miejsce składania ofiar, także tych przebłagalnych za grzechy. Sercem świątyni jest Przybytek, a w nim Miejsce Najświętsze, w którym niegdyś przechowywano Arkę Przymierza – symbol obecności Boga wśród swojego ludu. Arki od dawna już tam nie ma, a bogato tkana zasłona okrywa świętą pustkę, która wraz ze świątynią, wzgórzem syjońskim i uosabianym przez nie Izraelem oczekuje na ostateczne spełnienie Bożych obietnic danych Abrahamowi i jego potomkom.

Miejsce przeklęte

Gdy Jezus odda na krzyżu ostatnie tchnienie, zasłona Przybytku rozedrze się na dwoje, ukazując puste serce świątyni. To rozdarcie i ta pustka wiele znaczą. Oto Ofiara, na którą od wieków czekał Syjon dokonała się kilkaset metrów dalej. Nie na Wzgórzu Świątynnym, ale na skalistej Golgocie.

Tam Bóg jest naprawdę, najbardziej osobiście obecny. Jezus nie składa swojej ofiary w świątyni ludu wybranego, ale w miejscu przeklętym poza miastem. Miejsce należących do kapłańskiego rodu ofiarników zajmują pogańscy żołnierze. Spełnienie największych i najświętszych Izraela dokonuje się zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażano.

Płacz Jezusa

Jest taki poruszający moment w Ewangelii, gdy Jezus zbliżając się do Jerozolimy, płacze na jej widok. Opłakuje Syjon, który nie rozpoznał w Nim spełniającej się obietnicy Boga. Zgodnie z zapowiedzią Jezusa miasto i świątynia za niespełna czterdzieści lat zostaną zrównane z ziemią przez rzymskie legiony Tytusa.

Zagłada świątyni to jedna z największych tragedii w historii Izraela. Wraz z jej zburzeniem kończy się kult i składanie ofiar, którego naród wybrany mógł dokonywać tylko w tym jednym miejscu. Spełniają się w ten sposób słowa Jezusa wypowiedziane do Samarytanki: Nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze [Garizim w Samarii], ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca.

Bezużyteczna świętość?

Godzina nadeszła. Rozdarta zasłona ukazuje pustkę i bezużyteczność świątyni. Losem bezużytecznej świątyni jest lec w gruzach. Od tej chwili świątynia i ołtarz znajdują się kilkaset metrów dalej. Już nie na poświęconym wzgórzu, na które wstęp mają jedynie nieliczni, ale przy rozstajnych drogach górze poza miastem. W miejscu przeklętym i przeznaczonym dla przeklętych.

Golgota staje się Nowym Syjonem. Miejsce przeklęte staje się miejscem błogosławieństwa. Ze wzgórza śmierci wypływa Strumień Życia.

Wielki Burzyciel

U progu Wielkiego Tygodnia z jego piękną, bogatą liturgią i szczególną atmosferą góra Syjon mówi nam coś bardzo ważnego: Być może masz sobie swoje własne Wzgórze Świątynne – taki wyizolowany od reszty życia kawałek serca, który przeznaczasz na spotkania z Bogiem. Nieraz budujemy i skrycie podziwiamy w sobie świątynię swojej osobistej pobożności – zwanej modnie „duchowością”. Zdarza się, że latami z mozołem wznosimy ją na wzgórzu naszych starań i szczególnych zasług.

Syjon uprzedza: Bóg ci to zburzy. I to tak zburzy, że nie zostanie z tego kamień na kamieniu. Bóg rozwali ci tę twoją prywatną świątynię, bo ona jest pusta w środku. Boleśnie pokaże, że nie ma Go tam, gdzie chcesz go odizolować od reszty swoich spraw.

Ołtarz codzienności

On spełnia swoje obietnice. Dokonuje zbawienia. Ale robi to w środku twojego życia. Liturgia, którą zamykamy w kościele nie przenosząc jej do swojego domu, pracy, biura, fabryki czy szkoły pozostaje bezużyteczna. Pobożność czy duchowość wyizolowana z codzienności jest martwa. Zamiast być spotkaniem z Obecnym, staje się kręceniem wokół własnej pustki.

Eucharystia nie kończy się poleceniem: Idźcie w pobłogosławionym, więc świętym spokoju. Słowa rozesłania „starej mszy” brzmiały: Ite Missa est – Idźcie, msza jest. msza trwa. Ma trwać. Na ołtarzu świata, na ołtarzu twoich codziennych spraw i zajęć Chrystus chce bezustannie oddawać swoje życie wraz z twoim. Oddawać je Ojcu i od Ojca na nowo je otrzymywać.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail