Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Niebezpieczne związki, czyli jak nie uległam pokusie

Getty Images
Udostępnij

Wiem, że zdrada nie jest lekarstwem na nudę w małżeństwie. Nigdy, nawet w najgorszym okresie mojego małżeństwa, nie zamierzałam zdradzić męża. Choć muszę przyznać, że byłam bardzo blisko.

Jesteśmy ponad szesnaście lat małżeństwem i zdarzało mi się, że nie mogłam już patrzeć na mojego męża. Jednak sama myśl, że mogłabym go zdradzić jest mi obca i nie jestem w stanie pojąć, jak można zrobić coś takiego. Nieustannie słyszę o ludziach, których znam i szanuję, którzy jednak pogubili się i zdradzili. Trudno mi to zrozumieć, ale opierając się na własnych doświadczeniach mogę się domyślać, jak do tego doszło.

Z Mindy zaprzyjaźniłam się, kiedy przeprowadziła się do naszego miasta, nawet w kościele siadałyśmy obok siebie. Była żywiołowa i wylewna, a że obie miałyśmy dzieci, zaczęłyśmy się częściej spotykać. Często mnie rozśmieszała. Doskonale gotowała i lubiła się dzielić z innymi. Naprawdę dobrze czułyśmy się razem i chcąc nie chcąc, nasza znajomość szybko przerodziła się w przyjaźń.

Z mężem Mindy, Bobem, natychmiast przypadliśmy sobie do gustu. Fizycznie był zupełnym przeciwieństwem mojego własnego męża, łagodnego olbrzyma o posturze rugbysty – niższy, łysy. Pracował w służbach mundurowych. Kochał czytać i zawsze po mszy wymienialiśmy się uwagami o książkach. Cenił sobie moje zdanie i uważnie słuchał, co miałam do powiedzenia. Po dziesięciu latach małżeństwa mój mąż rzadko zamieniał się w słuch, gdy coś mówiłam.

Nie działo się nic niestosownego, nie utrzymywaliśmy nieoficjalnych kontaktów, nic z tych rzeczy. Żadnych maili ani rozmów telefonicznych, żadnych wspólnych planów. Ale kiedy tylko nadarzała się okazja, spędzaliśmy razem wiele czasu na miłych rozmowach.

Pewnego dnia spostrzegłam, że nikt inny nie był związany z Bobem w taki sposób, jak ja. Wyszłam z założenia, że był po prostu jednym z tych wspaniałych facetów, którzy potrafią sprawić, że wszyscy w jego obecności czują się ważni.

Taki, od którego kupisz wszystko, co ci zaoferuje i nawet tego nie zauważysz. A ja, niezbyt szczupła pani w średnim wieku, mama dwójki dzieci, z pewnością nie mogłam się spodziewać, że ktoś zwróci na mnie szczególną uwagę.

Przypomniałam sobie mój ostatni kontakt z Bobem. Nie sądzę, bym z nim flirtowała. Zdecydowanie jednak pociągał mnie. Z jakiegoś powodu nie dostrzegałam tego. To nie był pociąg seksualny, raczej jakaś usilna tęsknota. Trudno to opisać. Najlepszym określeniem, które przychodzi mi do głowy jest pokrewieństwo dusz. Moim pierwszym uczuciem była próżność. To, że nie tylko ja coś czuję widać było jak na dłoni, przystojny mężczyzna był mną zainteresowany. Oczywiście, w całkowicie stosowny sposób, ale jednak. To podniecające uczucie, kiedy uświadamiasz sobie, że ktoś jest tobą zachwycony.

Spędzałam coraz więcej czasu z Mindy i jej rodziną. Bob często wyjeżdżał w delegacje. Wolałam, gdy był blisko.

To, co irytowało moją przyjaciółkę w jej mężu, dla mnie było interesujące. Wreszcie stało się, zaczęłam bronić Boba przed Mindy. Byłam po jego stronie, a nie po jej. Mindy nie widziała w tym nic dziwnego, ale ja tak.

Nie mogłam zasnąć w nocy. Czy zależy mi na tym mężczyźnie? Jak to działa? Moje przemyślenia zaszły zbyt daleko nim je powstrzymałam.

Nie ufałam sobie. Dotarłam zbyt blisko granicy, której nie miałam ochoty przekroczyć.

Nie mogłam dłużej się okłamywać: byłam zainteresowana Bobem. Już wiedziałam, że tak się to właśnie zaczyna. Czujesz chemię, czerpiesz przyjemność ze spotkań i zażyłość się rozwija.

Tak to właśnie się dzieje.

Jednocześnie przypomniałam sobie przysięgę i wiedziałam, co muszę zrobić. Zobowiązałam się spędzić całe życie z jedną osobą – moim mężem. Całe moje „ja” opierało się na przekonaniu, że pewne rzeczy są dobre, a pewne złe. To przyszło samo, moje życie, które przeszłam w wierze i samodoskonaleniu, i moja relacja z Bogiem oznaczały, że jeśli chcę być spokojna i szczęśliwa, to muszę podążać Jego ścieżką. Nawet kiedy to jest naprawdę trudne i o wiele prościej jest sobie odpuścić.

W tych spokojnych, cichych chwilach, kiedy modliłam się i próbowałam Go usłyszeć, czytając przed snem fragment Pisma Świętego i podsumowując dzień, poczułam, że mam wybór: zwrócić uwagę na objawienie, które mówi, że powinnam zakończyć tę znajomość. Albo je zignorować, z pełną świadomością konsekwencji.

Nie będę więcej spędzała czasu z tą rodziną. Ani z samą Mindy, ani z Mindy i Bobem. Nie ufałam sobie. Dotarłam zbyt blisko granicy, której nie miałam ochoty przekroczyć.

Przestałam inicjować działania wykonywane wspólnie z Mindy, zaprzestałam dyskusji z Bobem, odrzucałam ich zaproszenia. Nie chciałam zachowywać się teatralnie i musiałam wyjaśnić Mindy, dlaczego nie możemy już być przyjaciółkami. Przyznając się, bardzo się wstydziłam.

Oddaliłam się z rozmysłem. Pozostałam przyjacielska i grzeczna w kontaktach z nimi. W końcu mieszkaliśmy po sąsiedzku. Ale przestałam być emocjonalnie zaangażowana w znajomość z Mindy i Bobem.

Kilku wspólnych znajomych pytało, czy pokłóciłam się z Mindy. Zaprzeczyłam, powiedziałam coś w rodzaju, że nasze dzieci się nie dogadują. Tylko najlepszemu przyjacielowi wyznałam prawdziwy powód, ponieważ czuł, że coś nie jest w porządku.

Ostatecznie Mindy i Bob wyprowadzili się. Odrzuciłam zaproszenie Mindy na Facebooku, utrzymując dystans w każdy możliwy sposób. Mam nadzieję, że dobrze sobie radzą. Oglądam czasami zdjęcia i trochę mi smutno.

Tęsknię za moimi przyjaciółmi. Brakuje mi bycia atrakcyjną, interesującą i pożądaną, nie tęsknię jednak za myśleniem o możliwości bycia z kimś innym.

Nie żałuję zakończenia przyjaźni z Mindy. Może wszystko byłoby w porządku. Przecież nie zamierzałam uciekać z czyimś mężem. Może przesadziłam ze swoją reakcją.

Może.

To nie ma znaczenia. Przedłożyłam moje małżeństwo nad przyjaźń. Wybrałam wkurzającego męża, który ciągle coś knoci – mogę podać przykłady, jeśli ktoś chce. Dokonałam wyboru – spróbuję raczej nawiązać głębszy kontakt z własnym mężem, niż szukać szczęścia gdzie indziej.

*Imiona bohaterów zostały zmienione

 

Zdaniem psychoterapeuty:

– Zdrada nie jest lekarstwem na nudę w małżeństwie. Za pragnieniem zawsze stoi jakaś potrzeba. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni robią to najczęściej, żeby poradzić sobie z bólem, a nie dla ekscytacji. Bohaterka tej historii poznała to na modlitwie i dzięki modlitwie umiała obiektywnie popatrzeć na swoje pragnienia i potrafiła je właściwie nazwać. Nie poszła na skróty, nie okłamywała się. Miała odwagę nie uciekać przed swoim bólem i uświadomić sobie, że jest kobietą sfrustrowaną, czuje się niedoceniana, żyje w pustym związku… A to jest bardzo bolesne… I wtedy łatwo się zakochać . Pragnienia kierują się logiką nieświadomego, nie pytają, kiedy przyjść, a kiedy odejść. Większość osób decyduje się wyjść z takiego związku dopiero, gdy już coś się wydarzy. Ta kobieta nie wpadła w idealizację, która wiąże się z zakochaniem – bo to przyjemny stan, przynajmniej na początku… Gdy zorientowała się, że to by się wiązało z krzywdą dla niej i jej najbliższych, radykalnie odcięła się od sytuacji dwuznacznych i we właściwej chwili potrafiła zatrzymać się i zawrócić. Kiedyś obiecała przecież sobie i mężowi w inny sposób rozwiązywać swoje frustracje.

ks. Jacek Prusak, dr psychologii, psychoterapeuta, jezuita

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.