Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Winnica, lipy i „Popioły”. Kościół św. Jakuba w Sandomierzu

Jakub Hałun/Wikipedia
Udostępnij

Co łączy świętego Jacka, królową Jadwigę i Andrzeja Wajdę? Miasto Sandomierz, a konkretniej najstarszy ze znajdujących się tam kościołów, którego historia toczy się od ponad 800 lat – dominikański kościół św. Jakuba Apostoła.

Niewątpliwie narastająca od kilku lat popularność Sandomierza związana jest z serialem Ojciec Mateusz. Dlatego zapewne mało kto wie, że to malownicze miasteczko, położone na siedmiu wzgórzach nad Wisłą, miało szansę gościć pierwszego polskiego dominikanina, świętego Jacka, stać się miejscem kultu Męczenników Dominikańskich, gdzie modlili się święta Jadwiga i Kazimierz Wielki, oraz zainspirować Iwaszkiewicza czy Wajdę.

Święty Jacek dotarł tu niedługo po otrzymaniu habitu z rąk samego św. Dominika w Rzymie ok. 1220 roku. Wiadomo, że już w 1226 r. dominikanie osiedlili się przy kościele św. Jakuba w Sandomierzu i rozpoczęli budowę nowej świątyni. Z tym zaś związana jest pewna legenda, która głosi, że w wybranym i poświęconym miejscu św. Jacek postanowił posadzić lipy. I być może nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że rośliny wsadził „do góry nogami” – tak, by zamiast korony, ponad ziemię wystawały korzenie. Wbrew prawom natury, ale dzięki wytrwałej modlitwie duchownych, drzewa urosły, a ich gałęzie osiągnęły zadziwiające kształty.

Inna opowieść wyjaśnia nadzwyczajnie duże rozmiary orzechów rosnących w okolicy Świętojakubskiego wzgórza. Najwyraźniej św. Jacek lubił eksperymenty ogrodnicze i tę nieznaną wcześniej w Polsce odmianę orzecha przywiózł z jednej z podróży do Włoch. O dziwo ziemia sandomierska okazała się dla tej odmiany przyjazna i dlatego większe orzechy określa się zwyczajowo „Jackami”.

Historia samego kościoła św. Jakuba sięga najprawdopodobniej aż XII wieku. I Długosz, i Kadłubek nawiązywali w opisach do księżnej Adelajdy Kazimierzównej, która miała ufundować w tym miejscu pierwszą świątynię (później rozebraną przez zakonników). Oficjalnym potwierdzeniem istnienia „starego kościoła” stało się odkrycie pozostałości pierwotnej budowli w okolicach dzisiejszego prezbiterium, którego dokonano pod koniec XX wieku.

Mimo że klasztor dominikanów w Sandomierzu stał się świadkiem wielu wojen, był rozbierany, a kościół ucierpiał w pożarze w 1905 r., został przebudowany i odrestaurowany – wciąż możemy podziwiać jego średniowieczną architekturę. Dodatkowo czujne oko dostrzeże nadal obecne elementy barokowe czy secesyjne, a uważny widz Popiołów (1965) Andrzeja Wajdy rozpozna wykorzystane w filmie wnętrza i okolice dominikańskiej świątyni.

Podczas wizyty na wzgórzu nie można też zapomnieć o przez wieki wzrastającym kulcie Męczenników Dominikańskich, który ma swój początek w brutalnej rzezi 49 zakonników przez Tatarów w 1260 roku. Przy czym okres Potopu Szwedzkiego dopisał jeszcze jedno nazwisko zadręczonego, ks. Augustyna Rogali. Wśród tłumnie pielgrzymujących do św. Jakuba wiernych znaleźli się nawet król Kazimierz Wielki oraz królowa święta Jadwiga, a dziś przebiega tędy polska Droga Świętego Jakuba.

Obecnie wspinając się na kościelne wzniesienie od strony Zamku Królewskiego, trudno przeoczyć imponującą winnicę, którą duchowni założyli niedawno, bo w 2012 roku. Jednak pomysł produkcji wina w tym miejscu wcale nie jest nowy. Świadczy o tym otrzymanie przez zakonników w 1238 r. certyfikatu handlowego Książąt Piastowskich, zezwalającego na rozprowadzanie wina w Europie. I choć na stałe po 137-letniej nieobecności dominikanie powrócili tu dopiero w 2001 roku, wygląda na to, że zdążyli się już zadomowić.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.