Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

5 wybitnych naukowców, o których mogłeś nie wiedzieć, że byli katolikami

Jerome Lejeune, Alexander Fleming, Gregor Mendel / fot. Wikipedia
Udostępnij

Ciekawe ilu z nich już znałeś i czy któreś z nazwisk cię zaskoczy?

Ileż to razy w różnych dyskusjach na temat religii słyszy się argument, że ludzie wierzący ignorują osiągnięcia nauki i z tego właśnie powodu nie wyzbyli się swojego przekonania, że Bóg jednak istnieje. Prawda jest jednak taka, że wielu z gorliwych wyznawców chrześcijaństwa nie tyle nie ignorowało osiągnięć naukowych, co je tworzyło! W kolejnej dyskusji warto więc pamiętać o tych 5 nazwiskach wybitnych uczonych, którzy byli praktykującymi katolikami.

 

1. Ludwik Pasteur

Tego uczonego znają chyba wszyscy, w końcu dziś nie sposób wyobrazić sobie konserwacji żywności bez metody, której nazwa pochodzi od jego nazwiska – pasteryzacji. Powstała ona w wyniku badań nad fermentacją i rozpadem, które zostały ogłoszone przez 35-letniego Ludwika w 1857 roku. Nie rozpisując się zbytnio nad szczegółami jego zainteresowań badawczych (i takimi osiągnięciami, jak odkrycie optycznie czynnych izomerów kwasu winowego – niby wszystko po polsku, a człowiek i tak niewiele rozumie), trzeba wspomnieć o jego drugim, rewolucyjnym wynalazku, a mianowicie szczepionce na choroby zakaźne. Początkowo Pasteur opracował je dla chorującego bydła, lecz później, przez zainteresowanie problemem wścieklizny, która wówczas zbierała niezwykle krwawe żniwo, przygotował także lek dla ludzi.

Będąc jednym z najbardziej znanych naukowców swoich czasów, Ludwik nie krępował się przyznawać do swojej wiary, która w tym okresie była, jak to się mówi z francuska, passé. Istnieje pewna znana anegdota, która opowiada o podróży pociągiem do Paryża pewnego starszego pana, który siedząc sam w przedziale odmawiał różaniec.

W pewnym momencie do przedziału wszedł młody student, który widząc rozmodlonego mężczyznę, zaczął go przekonywać, że obecne osiągnięcia naukowe, szczególnie w biologii, ostatecznie dowodzą, że człowiek jest niezależny od Boga, a zatem On nie może istnieć. Starszy pan jednak nie dawał się przekonać, więc student, na pożegnanie, poprosił o imię i nazwisko swojego towarzysza podróży, by wysłać mu książki, które mogą go do tej tezy przekonać. Jakże wielkie musiało być jego zdziwienie, gdy otrzymał kartkę z napisem: „Ludwik Pasteur, Instytut Pasteura w Paryżu”.

Ks. dr Maciej Sieniatycki w „Dogmatyce katolickiej” pisał o nim tak: „Największa chluba Francji, Ludwik Pasteur, jest gorliwym katolikiem. W ostatnich latach życia przyjmuje często Sakramenta św. Umarł, trzymając krzyżyk na rękach, z aktami wiary, nadziei i miłości na ustach. Znane jest jego powiedzenie, iż dlatego, że wiele naukowo rozmyślał, ma wiarę wieśniaka bretońskiego, gdyby był jeszcze więcej myślał, miałby wiarę bretońskiej wieśniaczki” (Bretończycy słynęli we Francji ze swojej wielkiej pobożności – przyp. red).

 

2. Gregor Mendel

Kto nie robił krzyżówek genetycznych na lekcjach biologii? Choć w zasadzie powinienem napisać Gregor Johann Mendel OSA i wcale nie dlatego, że był strasznie cięty (taki tam, sucharek), lecz gdyż akronim za jego nazwiskiem wskazuje na to, że był augustianinem. Badania nad krzyżowaniem różnych odmian grochu, których wyniki legły u podstaw dzisiejszej genetyki, odbywały się w klasztornym ogrodzie. Choć Mendel ogłosił je w 1865 roku, to jednak nie odbiły się szerokim echem w świecie naukowym. Dopiero w 1900 roku, gdy trzech innych naukowców niezależnie potwierdziło wyniki jego badań, okazało się, że augustianin dokonał przełomowego odkrycia, które dziś znane jest jako pierwsze i drugie prawo Mendla. Niestety, duchowny nie doczekał się chwały i splendoru, gdyż zmarł w 1884 roku w Brnie, jako opat tamtejszego zgromadzenia.

 

3. Jérôme Lejeune

Zostając w temacie genetyki, przejdźmy do kolejnego nazwiska, które być może nie jest dla wielu z was zbyt znane. Jednak to właśnie ten doktor medycyny i absolwent paryskiej Sorbony w 1958 roku ogłosił odkrycie przyczyny zespołu Downa – trisomii chromosomu 21. Mówiąc o swoim zespole badawczym, podkreślał: „Jedno zdanie kierowało naszym postępowaniem – słowa samego Jezusa: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Jego niezwykła pobożność i oddanie kwestii obrony życia została zauważona przez papieża Jana Pawła II, z którym, za pośrednictwem Wandy Półtawskiej, miał okazję się poznać i zaprzyjaźnić. To właśnie z Jérômem i jego żoną polski papież zjadł wspólnie obiad 13 maja 1981 roku, tuż przed zamachem na placu świętego Piotra.

Lejeune nie spoczął na laurach i w ciągu dalszych lat swojej pracy badawczej odkrył jeszcze m.in. etiologię zespołu cri du chat, zwanego także zespołem kociego krzyku lub zespołem Lejeune’a. Zmarł w 1994 roku, niedługo po tym, jak Jan Paweł II mianował go przewodniczącym Papieskiej Akademii Życia. Trzy lata po jego śmierci papież odwiedził jego grób podczas Światowych Dni Młodzieży w Paryżu, dając wyraz przywiązania do swojego przyjaciela. W 2012 roku zakończył się diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego Jérôme’a Lejeune’a.

 

4. Aleksander Fleming

Nie mylić z Ianem Flemingiem, autorem serii książek o Jamesie Bondzie. Aleksander, szkocki bakteriolog i lekarz, był laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. Urodzony w 1881 roku na farmie, dokładnie pośrodku niczego – od jego rodzinnego domu do najbliższych sąsiadów było kilka mil. To jednak nie przeszkodziło Aleksandrowi zostać wybitnym naukowcem, który został doceniony za odkrycie penicyliny G, działającej silnie bakteriobójczo, lecz zarazem łagodnie dla człowieka. Zwykł podkreślać: „To natura wyprodukowała penicylinę, ja ją tylko odkryłem”.

 

5. Gerty Cori

Tu nazwisko może wam niewiele powiedzieć, tak samo jak zjawisko glikogenolizy (procesu rozkładu glikogenu w wątrobie i mięśniach szkieletowych – przyp. red.), za którego odkrycie wraz z mężem otrzymała w 1947 roku Nagrodę Nobla. Niemniej jednak historia tej czesko-amerykańskiej biochemiczki jest niezwykle intrygująca. Urodzona w 1896 roku w Pradze Gerta była córką żydowskiego małżeństwa, Otto i Marty Radnitz. Ojciec był chemikiem i zarządcą rafinerii cukru. Matka zaś miała duszę bardziej artystyczną – przyjaźniła się m.in. z Franzem Kafką. Podczas studiów medycznych młoda Gerta poznała Carla Cori, w którym zakochała się od pierwszego wejrzenia. To właśnie za jego namową przeszła na katolicyzm, a niedługo później poślubiła czeskiego naukowca o włoskich korzeniach. W latach 20. XX wieku małżeństwo wyemigrowało wspólnie do USA, by tam rozwijać swoją karierę naukową.

Intrygujące w jej historii jest nie tylko to, że była pierwszą Amerykanką i trzecią kobietą na świecie, która otrzymała Nagrodę Nobla, lecz także to, że przez większą część swojej pracy naukowej, zmagała się z odmiennym traktowaniem jej przez środowisko, ze względu na jej płeć. W jej przypadku było to niezwykle widoczne, ze względu na męża, który mając identyczne wykształcenie zarabiał 10 (słownie: dziesięć) razy więcej niż jego żona. Przez 25 lat zajmowała stanowisko szeregowego pracownika naukowego i na domiar złego wielokrotnie zarzucano jej, że przez swoje ambicje może pogrzebać karierę męża, z którym pracowała na jednym uniwersytecie. Tak się jednak nie stało, a ich małżeństwo przetrwało aż do śmierci Gerty w 1957 roku.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail