Aleteia

Jak przetrwać wielkie rodzinne spotkanie i nie stracić radości z bycia razem

Photographee.eu/Flickr
Udostępnij
Komentuj

Co zrobić, żeby święta się udały? Można spojrzeć na rodzinę jak na osoby, które dopiero poznajemy.

Świąteczna rodzinna atmosfera. Siostrze usta się nie zamykają. Cały czas wściekle narzeka na szefa, polityków, głośnych sąsiadów. Kuzyn wychwala swoją córkę, że masz wrażenie, że twoje dziecko jest nieudane. Ciotka wymyka się na papierosa i nic jej nie smakuje. Matka co jakiś czas podchodzi – poprawia ci włosy, zwraca uwagę, że może ta sukienka jest za krótka jak na twój pesel. Bratanek wrzeszczy i lata dookoła stołu, a jak próbujesz zwrócić mu uwagę – wszyscy patrzą na ciebie jak na mazurek z zakalcem.

Jak to wszystko przetrwać? I jeszcze odzyskać radość z bycia razem.

Przecież chyba tęsknimy za rodzinną bliskością i jednocześnie nie umiemy jej celebrować.

Przyczyną może być stereotypowe postrzeganie bliskich. Przecież wszystko o nich wiemy.

Dawno wpakowaliśmy każdego w odpowiednią rubryczkę i kategorię: szwagier frustrat, kuzynka chwalipięta, bratanica gwiazdorzy, mama krytykuje, brat kpiąco obserwuje, a ojciec tylko czeka, kiedy już wszyscy sobie pójdą i będzie mógł zdjąć buty i się położyć.

Każdy ma jakąś narzuconą rolę, uproszczoną, ale tak silną, że zakłada nam filtr i nie potrafimy spojrzeć na te osoby w całej złożoności ich osobowości, temperamentu, wyborów, frustracji.

Czujemy z nimi więzi, ale jednocześnie dajemy im mniejsze szanse niż w czasie kontaktów z nieznajomymi. Obcy zazwyczaj uruchamia w nas ciekawość, dyspozycję do nieskrępowanej rozmowy, chęć dowiedzenia się, co lubi, co mu się przytrafiło, a ci ciągle niestety nie.

Gdybyśmy spotkali tych ludzi poza rodziną, pewnie byśmy ich nawet polubili. A przynajmniej dali im większą szansę.

A tak kurczowo trzymamy się klisz podczas rodzinnych spotkań, że ulatnia się nie tylko zainteresowanie, radość z rozmowy, ale już nawet na dwa tygodnie przed świętami – pojawia się ta znana męka: Wiadomo, co będzie!  Zniecierpliwienie, znudzenie, tendencje do powtarzania ciągle tych samych strzępów rozmów i zachowań, powierzchowna wymiany informacji, wymuszone grzeczności.

Świąteczne gesty robią się puste, niszczące, bo spiętrzające stres.

Nie musi tak być.

Może lepiej poznać bliskiego swego, a nie męcząco utwierdzać się w stereotypie. Spróbować wytrącić siebie, a w końcu i rodzinę z tego jałowego schematu.

Zdjąć świąteczne maski i złapać się wzrokiem.

Odkryć, kim jest ten mężczyzna, z którym jako dziecko spędzałam fajne wakacje u babci. Chwali się córką, bo może ma poczucie całkowitej przegranej. Nie awansuje, czuje się pomijany, a z żoną to tylko na zakupy.

Odczytać, co leży za zarozumialstwem bratanicy. Może ta chudzina czuje się za gruba. Zakochała się, a on nie.

Wujek podniesionym głosem wałkuje politykę. Dzielny jest – za nic nie da sobie przerwać. Wujku, a może w scrabble? A co to jest? – pyta, ale z ciekawością. I już sobie siadamy przy słodkim i wujek wychodzi z politycznych okopów, rozbraja się i okazuje się, że to całkiem fajny ktoś.

Siostra narzeka. Ile można tego słuchać? Trzeba było się wymigać grypą żołądkową. A może siostrę potraktować z miłością? Zapytać: Co cię tak boli? Konkretnie. Co się dzieje, że tak cierpisz? Miłym tonem, nie kpiącym.

Nic się nie wydarzy albo rozmowa przejdzie na inny poziom. Bardziej empatyczny, czuły, ważny.

Zanim dotrzemy do świątecznego stołu, musimy przejść po rodzinnym, czerwonym dywanie. Wystawić się na osąd. Na krytykę. Czy ty aby nie przytyłaś? O mężu: – Musisz mu nieźle ciosać kołki na głowie, bo tak wyłysiał. O dzieciach: – Oj, rozpieszczasz, będą z tego tylko kłopoty.

Krytyka jest podyktowana specyficznie wyrażaną troską. A że widzimy się rzadko, to przekaz jest skondensowany. Sprowadzony do jednego, paru mocnych zdań – dlatego może zaboleć. Czasami jest to tylko próba podtrzymania rozmowy.

Matka, stara ciotka – ponieważ pamiętają nas z dzieciństwa, jako bezbronne, roześmiane istoty – mają w sobie rodzaj „współczującego instynktu”, czyli naturalną i spontaniczną  reakcję na naszą krzywdę. Zarejestrują nasze zmęczenie, smuteczek, źle schowaną złość. I to, co wydaje się nam wścibstwem, jest odruchem serca.

Zamiast polemizować, tłumić urazę, warto podejść i przytulić starszyznę. To pomaga. Oni w słowach czują się niezdarni, staroświeccy. Bywa, że mieszkają samotnie i tracą gładkość konwersacji.

Oczywiście, dużo może być też rywalizacyjnych uwag. Ukrytych. Kuzynka jako nastolatka czuła się gorsza. To ciebie zawsze chwalono, teraz może to sobie mniej lub bardziej świadomie zrekompensować. Drobna, kąśliwa uwaga, która ma symbolicznie przywrócić „sprawiedliwość po latach”.

Lepiej nie psuć sobie humoru, nie brać tych spostrzeżeń i aluzji do serca. Zobaczyć w nich jakąś próbę wyrównania, kompensacji czy zadośćuczynienia.

Na niemiłą uwagę można odpowiedzieć komplementem. A ty super wyglądasz?! Zdestabilizowana dobrocią osoba może się rozbroić – i wejdziecie w strefę dobrej szczerości.

Członkowie rodziny mogą mieć kompletnie inny poziom wrażliwości, wykształcenia i kompetencji społecznych. Dajmy im prawo do nietaktownych uwag, do pewnej niezdarności, do wścibstwa, gorszego dnia – bo ten też może wypaść w święta.

Nie znamy swoich bliskich. Święta to dobra okazja, żeby się poznać. W końcu jesteśmy rodziną.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail