Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Janka Lewandowska. Jedyna kobieta zamordowana w Katyniu

Udostępnij

Sterowała samolotami, skakała ze spadochronem, świetnie radziła sobie z radiotelegrafem. Zginęła w lesie katyńskim, dokładnie w 32. urodziny. Wspominamy córkę gen. Dowbor-Muśnickiego.

Janka Lewandowska figlarnie puszcza oko z czarno-białej fotografii. Nie przeszkadza jej wcale, że lotniczy kombinezon wygląda na niej jak ze starszego brata. Zdążyła się już przyzwyczaić. Nawet potem, w obozie w Kozielsku, „ubrana była w polski mundur lotniczy męski, lecz moim zdaniem był wypożyczony, gdyż nie był dopasowany do jej sylwetki. Wzrost jej raczej wysoki, jak na kobietę, szatynka, włosy ucięte” – wspominał kpt. Wacław Mucho, lekarz wojskowy.

 

Lewandowska, córka generała

Ojcem Janiny Lewandowskiej (ur. 1908) był gen. Józef Dowbor-Muśnicki, zasłużony dowódca powstania wielkopolskiego. Po przedwczesnej śmierci żony sam zajął się wychowaniem czworga dzieci – Giedymina, Olgierda, Janki i Agnieszki. Był bardzo surowy, rygorystycznie przestrzegał domowej dyscypliny. Wymagał, żeby córki były tak samo przygotowane do życia, jak synowie, dlatego uczył je pływania, jazdy konnej i narciarstwa. Oprócz sportu Janka uwielbiała muzykę – śpiewała, grała na fortepianie.

Któregoś dnia jej nazwisko znalazło się na plakacie zapowiadającym występ kabaretowy. Gdy generał to zobaczył, wściekł się. Być może pod wpływem tego wydarzenia napisał potem w testamencie: „Moje dzieci winny pamiętać, że są Polakami, pochodzą ze starej rodziny szlacheckiej o pięciowiekowej nieskazitelnej przeszłości i że ojciec ich dołożył wszelkich swych możliwości dla wskrzeszenia Polski w jej byłej chwale i potędze. Ma zatem prawo żądać od swego potomstwa, by nazwiska naszego niczym nie splamiło”.

 

 

W końcu Janka sama zrezygnowała z artystycznej kariery i postanowiła poświęcić się lotnictwu. Bakcyla zaszczepił w niej prawdopodobnie młodszy brat, który zabierał ją na podpoznańską Ławicę.

Nauczyła się szybownictwa, pilotowania samolotów motorowych i skakania ze spadochronem. Wstąpiła do Aeroklubu Poznańskiego, skończyła kurs obserwatorów lotniczych. Była pierwszą kobietą w Europie, która skoczyła ze spadochronem z wysokości 5 km.

 

Podniebna miłość

W 1936 r. Janina wzięła udział w pokazach szybowcowych w Tęgoborzu. Jeden z instruktorów – ppłk. Mieczysław Lewandowski dostrzegł ją w grupie lotników i nie spuszczał z niej oka. Szybko zakochali się w sobie. Ich szczęście przerwała nagła śmierć ojca Janki i jej brata Olgierda (24-letni chłopak popełnił samobójstwo, nieszczęśliwe zakochany w żonie oficera).

Pobrali się w czerwcu 1939 r. Jako małżonkowie spędzili ze sobą raptem 50 dni. Nie zdążyli nawet razem zamieszkać.

Tuż po wybuchu wojny Mieczysław Lewandowski przyjechał do Poznania, żeby zabrać żonę. Gdy wszedł do domu usłyszał, że Janka wyszła na dworzec zaledwie kilka chwil wcześniej. Pojechała do punktu mobilizacyjnego w kierunku Lwowa. Nie zdążył. Już nigdy nie zobaczył żony. Wraz z wojskiem przedostał się do Francji, a potem do Anglii.

 

Rozkaz: rozstrzelać!

Janka znalazła się w transporcie jeńców do obozu w Ostaszkowie. Dokładnie 6 grudnia przeniesiono ją do Kozielska. Aby ją chronić, generałowie przyznali jej fikcyjny stopień podporucznika lotnictwa i wręczyli męski mundur. Jeden z jeńców – Kazimierz Szczekowski pisał: „Jest tu w obozie lotniczka, dzielna kobieta, już czwarty miesiąc znosi z nami wszelkie trudy i niewygody niewoli”. Włodzimierz Wojda twierdził: „To bardzo dzielna kobieta, spokojna, opanowana i rzeczowa”. Janka mieszkała w obozie w osobnym pomieszczeniu. Nocami chodziła na nabożeństwa i przygotowywała komunikanty z chleba.

20 kwietnia 1940 r. została wywieziona – nikt nie wiedział wtedy, dokąd. Być może miała nadzieję, że w końcu zobaczy ukochanego męża i siostrę… Prawdopodobnie 22 kwietnia, dokładnie w dniu swoich 32. urodzin, została zamordowana strzałem w tył głowy. Dwa miesiące później Niemcy rozstrzelali w Palmirach jej młodszą siostrę Agnieszkę.

 

Czaszka

Podczas ekshumacji w katyńskim lesie Niemcy znaleźli zwłoki kobiety, ale postanowili ten fakt zataić. Ciało Janki pochowano w niewiadomym miejscu, a jej czaszkę (wraz z kilkoma innymi) wywiózł do Wrocławia prof. Gerhard Buhtz. Po latach wiedział o tym tylko prof. Bolesław Popielski, ale milczał w obawie przed UB i NKWD. Oficjalnie przez pół wieku Janina uchodziła za zaginioną.

W 1997 r. profesor zdradził tajemnicę swoim asystentom, którzy rozpoczęli drobiazgowe badania. W 2005 r. byli już pewni – czaszka należy do Janiny Lewandowskiej. Złożono ją w urnie i pochowano z honorami wojskowymi w grobie Dowbor-Muśnickich w Lusowie. Janka w końcu wróciła do domu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail