Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Moje lepsze życie. 5 rzeczy, których nauczyłam się od mistyków

Helen Rushbrooke/Stocksy United
Udostępnij

Lektury o św. Franciszku, Katarzynie ze Sieny i innych mistykach pomogły mi żyć prościej, pozbyć się niepewności i stać się lepszym człowiekiem.

Kiedy cierpiałam na depresję poporodową, szukałam u chrześcijańskich mistyków pocieszenia i sposobu na wyrażenie uczuć, które mną targały. Żyję z wyboru we wspólnocie w wiejskim gospodarstwie – to styl życia, który może wydawać się niełatwy. Mistycy chrześcijańscy często żyli w odosobnieniu, z dala od społeczeństwa, czasem borykając się z poważnymi problemami psychicznymi. Ta świadomość pozwoliła mi zyskać pewien dystans do moich doświadczeń. Oto pięć rzeczy, których nauczyłam się od najbardziej wyjątkowych mistyków. I odniosłam do… macierzyństwa, a także życia w rodzinie i wspólnocie.

1. Ważna jest prostota życia

Po niezwykłym spotkaniu z trędowatym św. Franciszek z Asyżu – który dorastał w zamożnej rodzinie – oddał biednym wszystko, co posiadał. Tak jak on, mistycy chrześcijańscy dążyli do surowej prostoty. Zaczęłam szukać sposobów, jak żyć jeszcze prościej. Pozbywanie się rzeczy, które wydają się ważne w codziennym życiu może być trudne, ale – o ironio – im mniej mam, tym łatwiej mnie zadowolić.

Wiele osób odkrywa dziś, że prostsze życie jest lepsze dla środowiska naturalnego, ich własnego zdrowia emocjonalnego, i – w konsekwencji – dla tych, którzy żyją w biedzie. Nie chodzi przecież o to, by zamieszkać w domu bez prądu. Jest wiele sposobów na uproszczenie życia.

Pierwszy z nich to ograniczenie korzystania z komputera i smartfona. Zauważyłam, że np. śledzenie mediów społecznościowych powoduje, że omijają mnie ważne, choć pozornie nieznaczące interakcje z dziećmi. Mój mąż i ja mamy zasadę, że nigdy nie korzystamy z komórki przy stole, a ja – chyba, że pracuję nad czymś pilnym – staram się ograniczać używanie telefonu i komputera, kiedy dzieci wracają do domu ze szkoły.

Tyle jest do zrobienia: praca w ogrodzie w prosty, ciekawy sposób pomaga mnie i dzieciom zrozumieć i docenić, skąd pochodzi jedzenie. Porządkowanie domu, oddawanie niepotrzebnych przedmiotów i ubrań, niekupowanie rzeczy, których nie będziemy używać, zakupy w second-handach, to pierwsze kroki ku prostocie. Ale przede wszystkim prostota oznacza zmianę poglądów: mogę zadowolić się mniejszą ilością rzeczy i skupić na sprawach niematerialnych, które nadają mojemu życiu sens.

2. Cierpienie pozwala wzrastać współczuciu

Wiele mistyczek, np. Margery Kempe i Julianna z Norwich, doświadczało cierpienia emocjonalnego. Nawet najpobożniejsze z nich dotykała duchowa udręka, mroczne dni, ból duszy i ciała.

Kiedy walczyłam z własną depresją i lękiem, czytanie o ich bólu pomogło mi zaakceptować mój własny. Gdy sobie uświadomiłam, że te kobiety radykalnej wiary cierpiały z powodu problemów emocjonalnych, poczułam się mniej osamotniona. Takie przeżycia są wpisane w macierzyństwo, ale jeśli nie możemy sobie poradzić z depresją i lękiem, trzeba się skonsultować z lekarzem i podjąć leczenie. Doświadczenie takiego cierpienia nauczyło mnie, że powinniśmy bardziej wsłuchiwać się w siebie, w nasze ciała i serca. Wyznanie „potrzebuję pomocy” wymaga odwagi, a ból może uczyć pokory i współczucia dla bliźnich.

3. Pochwała gościnności

Wielu mistyków praktykowało ekstremalną gościnność – jak ujął to mój przyjaciel i pisarz David Janzen: gościnność ofiarowaną komuś, kto nie może się odwzajemnić tym samym. Przyjmując gości do domów i klasztorów lub ofiarując swoją pracę i usługi bliźnim w potrzebie, z dala od domu, mistycy wiedli żywot gościnny.

Kiedy zostałam żoną i matką, nie umiałam gotować. Wkrótce po przeprowadzce na farmę wpadłam w radosny wir wyzwań, związanych z przyjmowaniem wielu gości w moim małym domu; gościnność oznaczała wtedy podawanie najlepszych dań i pewność, że dom jest doskonale wysprzątany. Ale im dłużej jestem gospodynią, tym bardziej uświadamiam sobie, że gościnność to nie eleganckie meble, ładnie podane dania, wykwintny gust czy nawet czysty dom.

Czasem możemy ofiarować gościnność bardziej autentyczną, gdy goście zastają nasz dom w typowym stanie, nie zaś nieskazitelnie wysprzątany. Gdy jeszcze zajmowałam się najmłodszym, kilkumiesięcznym dzieckiem zaprosiłam przyjaciółkę. Pomyliłam jednak daty. Przyszła, kiedy jej się nie spodziewałam i zawstydziłam się, że w kuchni nie jest czysto, w salonie bałagan, a ja nieuczesana. Kiedy przepraszałam, przyjaciółka powiedziała, że cieszy się, że jestem taka prawdziwa. Chodziło jej pewnie o to, że mogła się jakoś do mojego bałaganu odnieść i że nasza relacja mogła się dzięki szczerości tego spotkania trochę pogłębić.

Gościnność to coś więcej niż zaproszenie na kolację; chodzi o autentyczne obdarowanie bliźnich dobrem, które mamy.

4. Bądź hojna

Tak jak św. Franciszek, wielu mistyków oddało wszystko, co posiadali. Katarzyna ze Sieny z własnej woli wstąpiła do świeckiego zakonu w wieku szesnastu lat. Jako jedna z pierwszych kobiet pozbyła się wszystkich swoich własności i wiodła życie ascetki. Jak wielu przed nią i po niej, Katarzyna poświęciła życie służbie innym.

Dla wielu z nas wymagania życia rodzinnego i pracy zawodowej są wyzwaniem. Ale poświęcenie czasu i pieniędzy dla bliźnich niekoniecznie musi oznaczać dramatyczny zwrot w życiu. Czasami hojność może przejawiać się w zwykły, codzienny sposób w służbie i opiece nad bliskimi. Zauważyłam, że mnie najtrudniej przychodzi poświęcić swój czas.

5. Znajdź czas na samotność

Wspólną cechą większości mistyków jest ich głębokie życie modlitewne. Wielu z nich pędziło żywot w skupieniu na codziennych, czasem nawet cogodzinnych modłach i w ciszy. Thomas Merton, mnich i mistyk XXI wieku, wiele pisał o samotności i kontemplacji. Wierzył, że dzięki modlitwie możemy zobaczyć siebie samych na nowo: „Modlitwa nie zamyka nam oczu na świat, ale zmienia nasze widzenie świata, sprawia, że możemy ujrzeć go i wszystkich ludzi, całą historię rodzaju ludzkiego, w bożym świetle”.

Również dla tych mistyków, którzy mieli rodziny, modlitwa była najważniejszym sposobem doświadczenia i relacji z Bogiem.

Rodzice małych dzieci pewnie wyśmieją pomysł, że mogliby wygospodarować czas dla siebie. Bo jak tu znaleźć wolną chwilę przy tylu zobowiązaniach i ludziach, którzy na tobie polegają. Ale bycie samemu może pomóc zestresowanym rodzicom poradzić sobie z codziennością w zdrowszy i pełniejszy sposób. Spędzenie 20 minut na oglądaniu czegoś albo czytaniu może odprężać, ale prawdziwa samotność o jaką mi chodzi, to czas spędzony na modlitwie albo medytacji. Wiele badań potwierdza, że modlitwa i medytacja mają zasadnicze znaczenie dla poprawy zdrowia psychicznego i fizycznego, a zabierają tylko 10-20 minut dziennie.

Skąd więc wziąć czas na samotność? Przede wszystkim można go uszczknąć – krócej pospać, nie przesiadywać tyle przed komputerem. Dla wielu z nas znalezienie opieki dla dzieci jest prawdziwym wyzwaniem. Ale od kiedy te 20 minut samotności dziennie potraktowałam jako priorytet (a nie robię tego co dzień), mam mniej lęków, za to więcej miłości i cierpliwości dla rodziny. To jeszcze jedna lekcja, którą z wdzięcznością przyjęłam od chrześcijańskich mistyków.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail