Aleteia logoAleteia logoAleteia
czwartek 01/12/2022 |
Św. Karola de Foucauld
Aleteia logo
For Her
separateurCreated with Sketch.

Szymon Majewski: Lany Poniedziałek

web3-szymon-getty-eastnews

East News / Getty Images / Archiwum prywatne

Szymon Majewski - 14.04.17

Czyli czar mokrych wspomnień.

Teraz to nie poszaleję. Cienko u mnie ze śmigusem, moja żona, choć kocha się kąpać to zabaw z polewaniem nie lubi. Kiedyś, na początku, jak dzieci były małe, coś tam jeszcze się „pośmigusowało”, ale i tak trudno było poszaleć, bo tuż za nami biegła moja żona z mopem krzycząc:

„Koniec, stop! Stop! Błagam! Wszystko mokre, podłoga się niszczy!”. I jak tu kultywować tradycję, jak za tobą biegnie estetka.

Za to gdy byłem mały, w naszym mieszkanku na Ochocie w śmigus-dyngus panowała totalna anarchia! Bo jak można nazwać mokry tajfun, po którym raz wstały klepki i odeszła farba ze ścian!? Mama schowana w kuchni była bezpieczna, do głównych porachunków w śmigus-dyngus dochodziło między mną, tatą i dziadkiem. PRL uzbroił wszystkich w plastikowe jajeczka (były w każdym sklepie), ale w domach sięgało się po cięższy sprzęt: dziadek lał z kubka, ojciec nie pamiętam z czego, a ja używałem… pompki do piłki. To był mój patent, zasysałem wodę niczym strzykawką z umywalki i efekt był piorunujący: czasami strumień był na parę metrów – pamiętam, bo zniszczyłem dwie pompki. W wodnym szale, wpadłem na pomysł rzucania po ścianach mokrą piłką tenisową, ciesząc się, że woda cudownie rozbryzguje się po mieszkaniu!




Czytaj także:
Szymon Majewski: „A ja mam szesnaście lat, nie wiem sam, kto serce mi skradł”

Mama ze swojej kryjówki wychodziła jak już było po wszystkim, gdy po śmigusie u Majewskich spadało ciśnienie w warszawskich wodociągach. Wszystko było mokre, kołdry, jaśki, dziadek, tata i ja też. Nawet makatki i obrazy nie wytrzymywały serii z wodnych automatów.

Na tym tle, zawsze staroświecko wypadała babcia Stasia, która odwiedzając nas tego dnia, wyciągała z torebki perfumy i mówiąc:

„Chodźcie kochani, tradycja do tradycja” – wypuszczała  na każdego po dwie krople.

Ja już o tej porze byłem mocno rozwodniony, bo tuż  po porannym domowym dyngusie toczyłem regularne wodne wojny na osiedlu. Walczyliśmy na podwórka, bandami po piętnastu, dwudziestu. W chwilach wolnych od walki, znudzeni, polewaliśmy się między sobą. Pamiętam, że czasami było pięć stopni, a ja przemoczony chodziłem pół dnia po mieście. Nie wiedzieć czemu miałem kalosze, do których spływała cała woda i chlupała cały dzień. „Gumiaki” były jednak argumentem, dla mamy:

– Masz kalosze?

– Mam.

– To idź.

Jednak największą wodną wojnę stoczyłem w schronisku na Turbaczu, parę lat później, będąc w harcerstwie. Byliśmy tam na obozie wędrownym z 16-tką. Pamiętam, że  do godziny 24-tej siedzieliśmy przy kominku, bratając się z jakąś drużyną krakowską, ale już parę minut przed północą, zaczęliśmy się szykować do wielkiej wojny warszawsko- krakowskiej. Napełnione kubły i butelki czekały już w pokojach. Braterstwo braterstwem, ale Mokra Wojna musiała zebrać swoje żniwo.




Czytaj także:
Szymon Majewski: Historia na dwóch kółkach

Punkt dwunasta Szwejk dał rozkaz do ataku i się zaczęło. Żeby oszczędzić potrzebne podczas wędrówki ubrania, biegaliśmy w samych gatkach na boska. Ze schroniska zrobiliśmy basen. Wojna trwała z pół godziny i skończyła ją interwencja dyrektora schroniska, który wpadł na nasze piętro i zabrał nasze legitymacje szkolne i studenckie! Tak oto wodni partyzanci, musieli sprzątać schronisko i odpracowywać własne dowody tożsamości.

Dyrektora najbardziej wkurzył fakt, że oblężonym i zamkniętym „Krakusom” laliśmy wodę pod drzwi…

Dziś o tak niechlubnym śmigusie mogę tylko pomarzyć. Wspomnienia przywołuje lany poniedziałek, a także ból korzonków – efekt młodzieńczych fascynacji H2O.

Wiesz już, na co przeznaczysz adwentową jałmużnę?

Pomóż nam, tak jak inni Czytelnicy, szerzyć dobro i wiarę w Internecie. Wystarczy, że każdy wpłaci tylko 12 złotych, byśmy mogli dalej tworzyć darmowe treści, które podnoszą Cię na duchu.

Złóż adwentową jałmużnę
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...





Tu możesz poprosić zakonników o modlitwę. Wyślij swoją intencję!


Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail