Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Coś Cię boli? Przyjrzyj się swojej duszy

Gabrielle Lutze/Stocksy United
Udostępnij

Jeżeli czegoś nie potrafimy przeboleć, ciało zrobi to za nas. Ból ciała ostrzega, że trzeba zająć się duszą.

Ból duszy

Anka podniosła córeczkę i wtedy to się stało. Silny ból barku. Promieniował aż do szczęki. Musiała się położyć. Środki przeciwbólowe trochę pomogły, ale za kilka dni bolało bardziej. Rezonans magnetyczny nic nie wykazał. Zaczęła się wędrówka od lekarza do lekarza. Kolejne wyniki badań niby uspokajały, ale ból nie ustępował. Fizjoterapia. Oszczędzający tryb życia. Nic. Pojawiło się przerażenie. I nowy problem: czteroletni synek Anki zaczął mieć tiki i trafił do gabinetu mojej koleżanki, psycholożki dziecięcej.

Wywiad rodzinny ujawnił więcej niż tomograf komputerowy.

Ból barku nie był pierwszym i jedynym. Poprzedziło go wielkie, ale dobrze ukryte cierpienie psychiczne.

Anka nie chciała do siebie dopuścić myśli, że jest rozczarowana małżeństwem.

„A przecież założenie rodziny to był mój priorytet – tłumaczyła. – Zawsze chciałam mieć męża i być mamą. A teraz, kiedy marzenia się spełniły, to wcale nie jest fajnie. Chodzę zła. Niewyspana. Piotr to dobry mąż i ojciec, ale myślałam, że będzie bardziej mi pomagał. Dzieci są kochane, ale trudno mi nad nimi zapanować. Są dni, że ich nie lubię. Taka jestem wredna. I niewdzięczna. Ale może szukam igły w stogu siana? Jęczę w duchu, a niejedna koleżanka mi zazdrości. Nie rozumiem, dlaczego jestem nieszczęśliwa. Przecież wszystko mam. A teraz jeszcze ten bark!”.

 

Pokonaj problemy, poczujesz się lepiej

Dobre samopoczucie nie jest zagwarantowane brakiem problemów, bardziej gotowością do ich pokonywania.

Tu tego zabrakło. Anka chyba myślała, że będzie jak w bajce: „I żyli długo i szczęśliwie”.

Ale co to ma właściwie oznaczać? Wiadomo: sam fakt założenia rodziny nie gwarantuje nieustannej euforii. Ciągle pojawiają się nowe potrzeby i pragnienia. Wciąż czegoś od życia chcemy. A coś, co miało być piękne, okazuje się do korekty.

Rozczarowanie towarzyszy nam przez całe życie. To normalne uczucie. Pomaga, a nie osłabia. Oznacza, że się zmieniamy i rozwijamy.

Nie ma się czego wstydzić.

Reagujmy. Poprawiajmy. Podejmujmy działania.

Anka natomiast ewidentnie zabrania sobie pewnych uczuć. Wmawia sobie, że jest tak wspaniale!

A przecież psychika i soma, czyli ciało tworzą jedność. I to skumulowane, zafałszowane, wreszcie: narzucone sobie siłą dobre samopoczucie znalazło ujście – eksplodowało bólem barku.

 

Uczucia i mózg – to się łączy!

To, jak radzisz sobie z uczuciami ma wpływ na to, w jakiej kondycji jest twój organizm.

Prawie osiemdziesiąt procent ludzi przynajmniej raz na tydzień odczuwa dolegliwości psychosomatyczne. Wędrujące bóle mięśni, nieuzasadnione bóle brzucha, biegunki, zaparcia, wysypki, szumy uszne, migreny.

Niechciane uczucia sprzyjają łuszczycy, zapaleniu zatok przynosowych oraz pewnym postaciom niepłodności. Powodują chorobę wrzodową żołądka i dwunastnicy, nadciśnienie, zapalenie jelita grubego, nadciśnienie tętnicze, łysienie plackowate, nadczynność tarczycy, atopowe zapalenie skóry, stany spastyczne dróg żółciowych oraz cały szereg chorób autoimmunologicznych. I jeszcze ten stres! Częsta przyczyna niewydolności krążenia, bo nieodreagowany zaburza metabolizm tłuszczu i przyspiesza formowanie się blaszek miażdżycowych. A pojawienie się bólu to kolejny powód do stresu! Ale nie tylko.

Ból to wiadomość. Zaszyfrowana informacja, którą dobrze by było rozkodować, kiedy kolejny lekarz nie potrafi postawić diagnozy.

Warto połączyć swoje skargi zdrowotne z sytuacjami, które stresują. Przywrócić pamięć złych wspomnień. Odświeżyć nierozwiązane konflikty, o których nauczyłyśmy się nie zahaczać myślami. Ale po co? Przecież to było dawno i już mnie to nie obchodzi. Było, ale często nie minęło.

Istotne jest to, co przeżywamy, ale również to, jakich emocji sobie zabraniamy.

Od jakich myśli ze strachem się odganiamy. Czego się tak wstydzimy? Zaprzeczanie to nie recepta, ale sposób na uruchomienie psychosomatycznych powiązań.

Tłumienie nie tylko pochłania energię, którą można by było wydatkować na robienie fajniejszych rzeczy, ale jeżeli jest ono silne i długotrwałe, zaczyna negatywnie oddziaływać na ciało i w znaczący sposób zaburza funkcjonowanie układów i narządów.

Pytanie: Gdzie cię boli? Warto zamienić na: Co cię boli?

Dolegliwości psychosomatyczne nie pojawiają się, bo przeżywamy trudności, ale dlatego, że nie chcemy się z nimi zmagać. Zaprzeczamy. Bagatelizujemy. Odbieramy rangę konfliktom. Myślimy, że jakoś to będzie. A to „jakoś” ma negatywny wpływ na jakość naszego życia.

 

Co może rezonować cierpieniem ciała?

Wszystko, o co boimy się zapytać: Pana Boga, samej siebie, matkę, ojca, męża, pracodawcę, lekarza.

Można tak wyliczać bez końca. Lista chorób psychosomatycznych też jest ciągle otwarta.

Nieustannie pojawiają się nowe teorie mówiące o wpływie tego, co i jak przeżywamy na pojawienie się konkretnych dolegliwości somatycznych. Na przykład zespół jelita drażliwego może być konsekwencją skupiania się tylko na tym, co złego ci się przydarza. Taka uproszczona, negatywna wizja świata kumuluje niewyrażony gniew, irytację, a kurczowe trzymanie się niepokoju powoduje… skurcze.

Egzema bywa opisywana jako forma autoagresji. Atopowe zapalenie skóry atakuje, kiedy nie możemy sobie czegoś przebaczyć.

Natomiast astma to nic innego jak symboliczne duszenie się… w sobie. Samoograniczanie się. Nadmierne kontrolowanie się.

Oczywiście, nie ma żadnych reguł. Kiedy grasz kobietę silną i nie pozwalasz sobie na bezradność, mogą się ujawnić różne postacie alergii, ale również możesz zachorować na zapalenie cewki moczowej, które nie ustępuje po podaniu kolejnego antybiotyku.

 

Jak żyć, żeby nie bolało?

Świadomie. W bezpośrednim kontakcie z tym, co czujesz i myślisz. Bez uciekania się do pomocy wewnętrznego krytyka czy cenzora. Nie bój się pragnień.

Zrozum się. Miej dla siebie więcej miłości niż sprawiedliwości. 

Warto rozpocząć proces pracy nad sobą. To daje nadzieję na ulgę po bólu, ale jest również szansa, że natychmiast zaobserwujemy u siebie cały szereg objawów… dobrego samopoczucia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail