Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Już nie musisz dłużej walczyć, synku. Pożegnanie z 4-letnim Nolanem

NolanStrong/Facebook
Udostępnij

Nolan zmarł dwa miesiące temu na rzadki nowotwór. Jego mama postanowiła podzielić się opowieścią o ostatnich chwilach spędzonych z chłopcem.

4-letni Nolan marzył, żeby zostać policjantem albo strażakiem, jak tata. Lubił też oglądać Świnkę Peppę i przytulać się do mamy. Bał się, że jeśli przestanie walczyć, będzie jej przykro. Ale nowotwór nie dał za wygraną – stopniowo zajmował jego mięśnie, nerwy, narządy… Na początku lutego chłopiec zmarł. Z uśmiechem na twarzy.

Jego mama, Ruth Scully postanowiła podzielić się z internautami opowieścią o czułym pożegnaniu z synkiem.

„Od długiego czasu chciałam napisać kilka słów o ostatnich dniach Nolana. To one pokazały mi, jaki był niesamowity. Jaki piękny. Stworzony z czystej miłości” – napisała.

Kiedy po raz ostatni zabierała Nolana do szpitala, wiedziała, że coś jest nie tak. Była pewna, że jej syn też coś przeczuwał – od kilku dni nie chciał jeść i pić, bez przerwy wymiotował.

„Podczas rozmowy z onkologiem widziałam czysty ból w jej oczach. Lekarka zawsze była z nami szczera, o wszystkim nam mówiła”. Stan Nolana był bardzo ciężki. Rozprzestrzeniającego się nowotworu nie dało się już usunąć. Kiedy po rozmowie z lekarką Ruth weszła do pokoju Nolana, chłopiec oglądał bajki na tablecie.

Usiadłam obok niego i zaczęłam rozmowę:

Ja: Pewnie bardzo cię boli, kiedy oddychasz?

Nolan: Hmmm… Tak.

Ja: Wszystko cię boli, tak, kochanie?

Nolan: Tak.

Ja: To wszystko przez nowotwór. Już nie musisz dłużej walczyć.

Nolan: Nie? Ale będę, dla ciebie, mamusiu!

Ja: Przez ten cały czas robiłeś to wszystko dla mnie?

Nolan: Cóż, no tak.

Ja: Nolanie, jakie jest zadanie mamusi?

Nolan: Musisz robić wszystko, żebym czuł się bezpieczny.

Ja: Kochanie, nie mogę już nic zrobić. Jedynym miejscem, gdzie będziesz bezpieczny, jest niebo.

Nolan: Więc pójdę do nieba i będę bawił się, dopóki do mnie nie przyjdziesz. Bo przyjdziesz, prawda?

Ja: Oczywiście! Nie pozbędziesz się mamusi tak łatwo!

Nolan: Dziękuję, mamusiu!”.

Przez następne dni Nolan odpoczywał, głównie śpiąc. „Kiedy się obudził, nasz van czekał już zapakowany, a ja trzymałam w ręce buty Nolana. Chcieliśmy zabrać go do domu choć na jeden wieczór. Chcieliśmy tylko jeszcze JEDNEJ wspólnej nocy. Ale kiedy się obudził, delikatnie położył rękę na mojej i powiedział: „Mamusiu, jest w porządku. Po prostu tutaj zostańmy, dobrze?”.

Przez następne 36 godzin Nolan oglądał z mamą bajki, bawił się i dużo uśmiechał. Opowiedział też o tym, jak powinien wyglądać jego pogrzeb i wyjaśnił, co zostawia po sobie członkom rodziny. Podkreślił, że chciałby zostać zapamiętany jako policjant.

„Około 21 oglądaliśmy w łóżku Świnkę Peppę i zapytałam Nolana, czy mogę wziąć prysznic. Nie miałam pozwolenia, żeby go zostawiać – mamusia miała dotykać go przez cały czas. Powiedział: „Ummmm. Dobrze, mamusiu. Ja odwrócę się w tę stronę, żebym mógł cię widzieć”. Stałam w drzwiach od łazienki, odwróciłam się do niego i powiedziałam „Patrz tutaj. Wyjdę za dwie sekundy”. Uśmiechnął się do mnie. Zamknęłam drzwi do łazienki. Powiedziano mi, że w tym samym momencie Nolan zamknął oczy i zapadł w głęboki sen, rozpoczynając swoje odchodzenie.

Kiedy otworzyłam drzwi od łazienki, usłyszałam: „Ruth, jest w śpiączce. Nic nie czuje”. Jego prawe płuco się zapadło. Podbiegłam i wskoczyłam na jego łóżko. Położyłam rękę przy jego twarzy. Wtedy zdarzył się cud, którego nie zapomnę. Mój aniołek wziął oddech, uśmiechnął się do mnie i powiedział: „Kocham cię mamusiu”, odwrócił głowę w moją stronę i o 23.54 odszedł. Śpiewałam mu do ucha You are my Sunshine”.

Nolan był małym bohaterem. Potrafił jednoczyć bardzo różnych ludzi. Naprawdę zmieniał ich życie. Jego historia opisana przez mamę została udostępniona na Facebooku już ponad 600 tys. razy. Pod postem pojawiło się prawie 150 tys. komentarzy ze słowami otuchy dla rodziny.

Opowieści towarzyszy zdjęcie z wyjaśnieniem Ruth: „Teraz jestem osobą, która boi się brać prysznic. Tu, gdzie kiedyś, czekając na swoją mamusię, leżał piękny, idealny chłopiec, teraz jest tylko pusty dywanik”.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail