Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?

Udostępnij

„Chrześcijaństwo to coś lepszego niż Android i iOS – to uniwersalna nakładka, która pasuje na każdy system pracujący w każdym z ludzi”.

A co wy robicie, kiedy zimą niedźwiedzie schodzą z gór? – usłyszeć takie pytanie w wieku 14 lat podczas wakacji po drugiej stronie Atlantyku – bezcenne. Pytanie nie było bezzasadne. Dla Anny Marie Podkarpacie, skąd pochodzę, oznaczało góry. A góry oznaczają niedźwiedzie. Tak jak u niej, w Montanie. No tak, w Górach Skalistych to może i norma, ale po pierwsze z Rzeszowa w Bieszczady to jakieś 150 km, a poza tym populację naszych miśków brunatnych skutecznie przetrzebiły dewizowe polowania (rozmowa miała miejsce na początku lat 90., ale i teraz jest ich szacunkowo 50-60 osobników). Tak oto próba opisania miejsca, skąd jestem już na zawsze będzie mi się kojarzyć z niedźwiedziami grizzly.

Myśląc o swoim „skądś”, przywołuję bodaj najsłynniejszy obraz Paula Gauguina. Namalowany 120 lat temu na Tahiti. Tysiące kilometrów od „swojego” Paryża miłośnik egzotycznych podróży doświadcza egzystencjalnych wątpliwości, pyta: skąd, dokąd, kim jestem? Te różne etapy i swoiste kryzysy tożsamości przeżywa każdy z nas. Dlatego już przed lekturą spodziewałam się, że spodoba mi się to, co zebrał Szymon Hołownia w swojej najnowszej książce: przegląd losów naszych praprzodków, którzy też zmagali się z identycznymi pytaniami jak my, żyjący w 2017 roku.

„Ludzie w czasach Jezusa” to próba spojrzenia na świat około roku 30, czyli wtedy, kiedy żył/umierał Jezus Chrystus. Mniejsza o historyczną dokładność. Nie daty są tu najważniejsze a myśl, że każdy z nas współcześnie żyjących jest skądś.

Ktoś komuś kiedyś przekazał Dobrą Nowinę i dlatego ja, Ty, Twoi bliscy, znajomi jesteśmy w takim a nie innym miejscu, wiemy, kim był Jezus, możemy – tak jak biskupi cieszący się sukcesją apostolską – znaleźć nić łączącą nas z pierwszymi chrześcijanami! Takie podejście stwarza okazję do zweryfikowania własnych mechanizmów i poglądów, często takich, które wydają się być oczywiste i ugruntowane.

Z nowym Hołownią staję np. przed pytaniem dlaczego wybieram Barabaszów, dlaczego tak trudno jest czasem wybrać brak działania w miejsce aktywności? Z pewnym otrzeźwieniem odkrywam, że przecież ja też, przez swoich praprapraprzodków, mogłam być obecna pośród tłumu wołającego „precz!”…

Proszę się nie obawiać, to nie jest lektura, która ma na celu emocjonalnie rozłożyć na łopatki. Ale do myślenia daje na pewno. Bo prędzej czy później okazuje się, że potrzebujemy być przynależni.

Czasem wbrew temu, co mówimy głośno: że jesteśmy Europejczykami, obywatelami świata, że mówimy: nam właściwie dobrze z kimkolwiek i gdziekolwiek (a potem zżymamy się na drugim końcu świata, że ktoś może nie wiedzieć, że po Podkarpaciu zimą NIE grasują grizzly).

Dzięki „Ludziom…” poszerzamy swoją świadomość bycia „skądś”. Bardzo poszerzamy, bo message jest tu taki: chrześcijaństwo to coś lepszego niż Android i iOS – to uniwersalna nakładka, która pasuje na każdy system pracujący w każdym z ludzi”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail