Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

5 sposobów na spotkanie Bożego Miłosierdzia. Bez wychodzenia z domu

Udostępnij

Czy ktoś, kto w wolnych chwilach lajkuje memy na Facebooku, może liczyć na jakieś szczególne, duchowe względy samego Jezusa?

Z powodu Święta Miłosierdzia Bożego grozi nam kilka poważnych niebezpieczeństw. Po pierwsze, możemy się przestraszyć. Ton dyskusji i tytułów, odnoszących się do Bożej Miłości, bywa przerażająco patetyczny. I niedostępny.

Po drugie, możemy stwierdzić, że to nie dla nas. Może Miłosierdzie zadziałało u św. s. Faustyny, która prosiła Boga o kolejne cierpienia i umarła na gruźlicę, ale czy ktoś, kto w wolnych chwilach lajkuje memy na Facebooku, może liczyć na jakieś szczególne, duchowe względy samego Jezusa?

Po trzecie, grozi nam obojętność. I gdyby można było ją porównać do przespanego Sylwestra, przemilczanych urodzin czy ślubu bez wesela, nie byłoby wcale źle. Niestety, przy dzisiejszej okazji możemy stracić nie tylko miłe wspomnienia, ale też szansę na kompletnie darmowe, duchowe (i nie tylko!) SPA. Z takiego „Groupona” grzech nie skorzystać.

Bony na wieczność

No, dobrze. Wygodnie tak sobie opowiadać o obchodzeniu Święta Miłosierdzia. Na czym to niby ma polegać? Mam przepychać się w tłumie ludzi przez Łagiewniki? Oglądać w telewizji relację z Mszy w Bazylice Miłosierdzia? Iść do kościoła na jakieś specjalne nabożeństwo? A może w ramach umartwienia przeczytać jakąś teologiczną księgę? Otóż, nie.

Jeżeli chcesz doświadczyć Bożego Miłosierdzia, pomogą ci proste decyzje.

1. Spowiedź

Jakkolwiek banalnie to brzmi, dzięki jednemu małemu spacerowi do konfesjonału, wszelkie brudy życia znikają. Cokolwiek zrobiłeś, już tego nie ma. Bo nie ma grzechu, którego nie odpuściłby miłosierny Bóg. Jeżeli szczerze żałujesz i postanawiasz poprawę, niebo masz jak w banku.

2. Ciasto

Miłosierdzie nie kończy się, a często nawet nie zaczyna, na czytaniu mądrych książek. Doświadcza się go w konkrecie. A jak wiadomo, w docenianiu tego, co mamy, pomaga dawanie. Zanim pomyślisz o wszelkich nieszczęściach tego świata i stwierdzisz, że i tak nie wszystkim uda ci się pomóc, upiecz komuś ciasto. Zaproś go do kina. Bezinteresownie podaruj kawałek swojej uwagi i serdeczności.

3. Deal z duszami

Można też zrobić coś dla osób, które nie żyją i nie trafiły do nieba. Dla ciebie kilka „wiecznych odpoczynków” to pryszcz, a dla nich mogą być dużą ulgą. Z własnego doświadczenia zdradzę jeszcze, że dusze, którym się pomaga, potrafią się odwdzięczyć. Zawdzięczam im conajmniej kilka niezdawalnych egzaminów.

4. Rozmowa z Faustyną

Wielu z nas lektura Dzienniczka kojarzy się z traumą i grozą. Jeżeli tak masz, zamiast czytania, zapytaj św. Faustyny, czy jest się czego bać. Porozmawiaj z nią, poproś o opiekę i wstawiennictwo. Warto. Jezus mówił otwarcie, że ma dla niej szczególne względy.

5. Wdzięczność

A skoro jesteśmy już przy Dzienniczku, bardzo zaskoczyła mnie w nim wdzięczność s. Faustyny nie tylko za dobre, ale też za trudne doświadczenia. Ufała, że zdając się na wolę Boga i Jego Miłosierdzie, idzie najlepszą możliwą drogą. Co więcej, bardzo odważnie i chętnie doświadczała bólu (duchowego i tego lżejszego, fizycznego), ofiarowując je za winy innych ludzi. Sama dziwię się, że zamiast uzdrowienia można wybrać cierpienie, ale ostatecznie… Jezus też tak zrobił.

To nie znaczy, że mamy cierpieć. To znaczy, że cierpienie, które nigdy nie pochodzi od Boga, możemy Mu oddać. I zamienić zło w miłość jedną, małą decyzją: Jezu, ufam Tobie.

Domowy kurs dawania

Święto Miłosierdzia to nie kolejna nudna uroczystość a sygnał, że Bogu bardzo zależy na każdym z nas. Ale nie będzie się narzucał bez naszej zgody. Dlatego, kiedy się gubię i zapominam o Tym, Który jest Żywą Wodą, muszę zawrócić na sam początek. Jeszcze raz zrobić sobie domowy kurs dawania, dziękowania i proszenia.

A potem – ułomnie, ale konsekwentnie – kochać. I wierzyć, że miłość to nie tylko moja fantazja.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail