Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Islam przechodzi kryzys, jest osłabiony intelektualnie i moralnie

Polaris/EAST NEWS
Udostępnij

„To z radykalnej i fundamentalistycznej wizji islamu biorą początek wszystkie problemy Bliskiego Wschodu” – mówi o. Samir Khalil Samir, jezuita, islamolog z Papieskiego Instytutu Wschodniego tuż przed wizytą Franciszka w Egipcie.

Dorota Abdelmoula (KAI): Za kilka dni papież Franciszek rozpocznie wizytę apostolską w Egipcie. Jakie nadzieje wiąże Ojciec z tą pielgrzymką?

O. Samir Khalil Samir SJ: To ważna wizyta, która przyniesie trwałe owoce zarówno chrześcijanom, muzułmanom, jak też ich wzajemnym relacjom i relacjom politycznym wewnątrz kraju i względem innych krajów muzułmańskich Bliskiego Wschodu.

To wizyta ważna jedynie dla przywódców religijnych i politycznych?

To wizyta ważna dla wielu osób. Na papieża czekają zwłaszcza mieszkańcy Kairu i Aleksandrii, choć dzięki transmisjom w jego wizytę włączy się wiele osób. Egipcjanie mają w sobie wrodzony szacunek dla religii. Wiedząc, że przyjeżdża zwierzchnik największej wspólnoty chrześcijańskiej na świecie, potraktują go z szacunkiem i uwagą.

Hasło tej wizyty, to „Papież pokoju w Egipcie pokoju”.

Egipt to nie jest wzór pokoju. Skądinąd nie wiem, czy w całym regionie znalazłby się kraj, który by nim był. W Egipcie wciąż rządzi prawo szariatu, wprowadzone na początku lat 70., które nie ułatwia relacji chrześcijańsko-muzułmańskich. Ale to spotkanie może pomóc w umocnieniu pokoju.

Radykalni muzułmanie, którzy są dziś coraz liczniejsi, m.in. jako salafici, wahabici, bracia muzułmańscy, próbują sprowokować chrześcijan, wygnać ich lub zamknąć w więzieniach. Prezydent as-Sisi – choć daleko mu do doskonałości, jak wszystkim przywódcom Bliskiego Wschodu – jest świadom, że chrześcijan trzeba chronić. Papieska wizyta może na to wpłynąć.

Jan Paweł II mówił w Kairze, że różnice między religiami nie powinny prowokować napięć, ale wzbogacać dialog międzyreligijny. Czy te słowa wciąż są aktualne?

W teorii tak. Choć także w czasach Jana Pawła II nie były one zawsze wprowadzane w czyn. Jednak najgroźniejsze jest to, co dzieje się w życiu codziennym. Np. kiedy chrześcijanin chce się ożenić z muzułmanką. Muzułmanie się wzburzają, bo prawo tego zabrania: jeśli mąż muzułmanki będzie chrześcijaninem, także dzieci zostaną chrześcijanami. Skądinąd muzułmanie zachęcają do poślubiania chrześcijanek, bo dzięki temu powiększy się wspólnota muzułmanów.

W Egipcie były czasy zupełnego pokoju, aż do lat 50. Ten pokój zaczął słabnąć po rewolucji 1952 r., a od lat 60. zaczęła rządzić linia fundamentalistyczna. To z radykalnej i fundamentalistycznej wizji islamu biorą początek wszystkie problemy Bliskiego Wschodu. I mam nadzieję, że małymi krokami uda nam się to oddalić, ale wymaga to także deklaracji ze strony uniwersytetu Al-Azhar, który powie, że pewne przepisy szariatu są sprzeczne z prawami człowieka.

Ta teologiczna uczelnia nie reprezentuje jednak wszystkich środowisk islamskich.

Al-Azhar jest uznawany za wykładnię dla sunnitów, którzy stanowią 80 proc. wszystkich muzułmanów. Mam nadzieję, że ta wizyta pozwoli coś zmienić, o czym świadczą także pewne gesty prezydenta, np. nakaz natychmiastowego odbudowania katedry koptyjskiej, zniszczonej w czasie Bożego Narodzenia i decyzja, aby w zupełnie nowym mieście, budowanym na pustyni ok. 10 km od Kairu dla ok. 6 mln Egipcjan wznieść największy meczet i największą katedrę koptyjską.

To poprawność polityczna czy rzeczywista wola dialogu?

To postawa prezydenta, który jest przekonany, że chrześcijanom należy się sprawiedliwość. W teorii podobnie naucza Al-zhar, choć osobiście mam więcej zaufania do prezydenta, niż wielkiego muftiego Al-Azhar, który żongluje słowami. Np. w Europie mówił o tym, że islam, to znaczy „salam”, czyli pokój. To kłamstwo. Islam oznacza poddanie. Poddanie się Bogu, ale w przypadku chrześcijan niestety poddanie islamowi. To jest mentalność, która musi się zmienić.

Islam przechodzi kryzys, jest osłabiony intelektualnie i moralnie. Chce literalnie rozumieć tekst Koranu i praktykę Mahometa. Na tym polega dramat. Weźmy przykład rozwiązłej kobiety. Prawo islamskie, podobnie jak żydowskie nakazuje ją ukamienować. I to się praktykuje, np. w Arabii Saudyjskiej.

Widziałem okropne filmy, np. z nastolatkiem, który dopuścił się kradzieży. Został unieruchomiony na ziemi, a wielka ciężarówka z 12 kołami miażdżyła mu ręce. To kary sprzed wieków, które upowszechniło teraz Państwo Islamskie. Ten krok wstecz jest tym bardziej niebezpieczny, że mówi się o nim: to jest prawdziwy islam.

KAI/ks

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail