Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jak polubiłam pływanie. To prosty sposób, by poczuć się lepiej

Patrik Giardino/Getty Images
Pływanie czyli sposób na uspokojenie myśli i dobrą formę.
Udostępnij

W zdrowym ciele zdrowy duch mówi słynna łacińska sentencja. Ale nie każdy sport sprawia nam frajdę. Ja postawiłam na pływanie.

Kilka lat temu, kończyłam właśnie czterdzieści lat, postanowiłam zrobić generalny porządek w szafie. Rozpoczynałam nową dekadę, a to trudny moment dla wielu kobiet. Pojawiają się pytania: czy aby na pewno wiem, co lubię nosić, co mi pasuje, w czym dobrze wyglądam i co może sprawić, że będę się również świetnie czuła.

 

Chciałabym móc powiedzieć, że to było udane popołudnie, ale nie mogę. Prawdziwa katastrofa. Nie dość, że dotarło do mnie, że nie mam ubrań, w których bym się dobrze czuła, to odkryłam, że większość z nich rozchodzi się w szwach. Płakać mi się chciało.

Czytaj także: Rusz się i przegoń negatywne emocje!

 

W poszukiwaniu chwilowego pocieszenia mogłam oczywiście zafundować sobie coś słodkiego, ale doszłam do wniosku, że tym razem potrzebuję prawdziwej, długotrwałej zmiany. Powyciągałam ubrania z szuflad, wszelkich pudeł i pudełeczek, w których pieczołowicie je układałam. Kupiłam je zanim na świat przyszły dzieci. Teraz, gdy zdałam sobie wreszcie sprawę z tego, że obwód moich bioder raczej się nie zmniejszy, zaniosłam za małe stroje do najbliższego Punktu Socjalnego Caritas. W wyobraźni widziałam nawet jakąś kobietę w rozmiarze XS śpiącą w moich spodniach. Nie musiała przy tym wciągać brzucha.

 

Nie chodziło o to, że pomyślałam, że już nigdy nie będę szczupła, zgrabna, czy nawet tylko lekko zaokrąglona, ale moje ubrania nie były już dla mnie żadną motywacją.

 

Postanowiłam postawić na zdrowie i formę. Wielu przyjaciół mówiło mi, że gdy wiek średni zacznie mi zaglądać w oczy będę musiała wreszcie o siebie zadbać (odkąd moje dzieci nieustannie powtarzają, że muszę żyć zawsze, czyli co najmniej do 100 lat, uważam, że wiek średni to 50-tka). Więc w bojowej formie postanowiłam, że zacznę uprawiać sport, choć do tej pory miałam alergię na samą myśl o sportowym stylu życia. Dieta nie wchodziła w grę. Życie jest za krótkie, żeby pozbawiać się czekolady. Muszę też po prostu przyznać, że lubię jedzenie.

 

Zdawałam sobie doskonale sprawę, że porywam się na rzecz trudną, zwłaszcza, że daleko mi było do typu sportowca. Nie miałam nawet pary adidasów. Ale jaki sport wybrać? – z tym miałam kłopot.

 

Jaki sport ?

 

Na czasie była joga, którą jak mi się wydawało każdy może polubić, a także pilates i wszystkie rodzaje stretchingu, czyli rozciągania czy uelastyczniania. To ćwiczenia wymagające pracy w grupie. Ostatnio bardzo modne, ale nie dla mnie. Na Instagramie widziałam wiele pięknych zdjęć wygimnastykowanych, gibkich kobiet. Włosy spięte w kucyk, uśmiech na twarzy, bez trudu utrzymywały równowagę ćwicząc gdzieś na zawieszonym między chmurami moście. Im mocniej podziwiałam ich odwagę i opanowanie, tym bardziej zdawałam sobie sprawę z moich ograniczeń: mam lęk wysokości.

 

Ale przyczyną mojej niechęci było też coś innego. Poszłam kiedyś na pilates i to nie był najlepszy pomysł. Za każdym razem, gdy instruktorka obracała się do mnie plecami, z ulgą padałam na brzuch.

 

Jogging też nie wchodził w grę. Po przebiegnięciu 200 metrów bolały mnie kolana. I cierpiała moja duma. Zresztą, mój lekarz powiedział, że bieganie nie jest wskazane dla osób, które maja kłopoty z krążeniem.

Czytaj także: Odpuść – czyli jak zaakceptować swoje ograniczenia i… zaufać

 

To może woda? Przypomniałam sobie Juliette Binoche w „Trzech kolorach. Niebieskim”. Poruszała się w wodzie z taką gracją, szukając w pływaniu siły, spokoju i ukojenia. Jedynym problemem mogło być włożenie kostiumu. To wiązało się z pokazaniem światu trupiobladych nóg, które w dodatku wyglądają jak balerony, dzięki czemu w szkole zyskałam przydomek „Straszydło”. Na szczęście nie tylko ja miałam taki problem. Wiele moich koleżanek, które zresztą wyglądają doskonale, jak tylko założą kostium kąpielowy zaczynają być przewrażliwione na punkcie swojego wyglądu. Zdeterminowana poszłam na basen z mocnym postanowieniem, że nauczę się pływać z głową pod wodą.

 

Pływanie jest dobre na wszystko

 

Zamówiłam lekcje pływania u ratownika, który był tak zbudowany, że David Hasselhoff ze „Słonecznego Patrolu” (nawet w latach swojej świetności) wyglądał przy nim jak chuderlak. Robił na mnie takie wrażenie, że bez mrugnięcia okiem wykonywałam wszystkie polecenia.

 

„Pływanie z głową nad wodą, wcześniej czy później, może skończyć się bólem i kłopotami z szyjnym i lędźwiowym odcinkiem kręgosłupa. Takie ułożenie głowy przez dłuższy czas pogłębia lordozy, a ciągłe napięcie mięśni w zimnej wodzie źle wpływa na krążenie”.

 

Marek Kosiba, trener pływania, instruktor ratownictwa WOPR

 

Teraz chodzę na basen co najmniej dwa razy w tygodniu, zmieniam style, pływając raz szybciej, raz wolniej i czuję się silna. Mam mięśnie, o istnieniu których nie miałam pojęcia, astma dokucza mi zdecydowanie mniej i mogę wbiegać po schodach jednocześnie prowadząc rozmowę. Jest tyle plusów pływania, zarówno jeżeli chodzi o samopoczucie fizyczne, jak i psychiczne, że wcale się nie dziwię, że to coraz bardziej popularny sport. W Stanach Zjednoczonych jest na czwartym miejscu, w Polsce, jak wynika z sondażu CBOS, na drugim. Lekarze podkreślają, że pływanie to także znakomita terapia po różnych operacjach chirurgicznych, również w przypadku raka piersi.

Czytaj także: We Francji sport na receptę, czyli w zdrowym ciele zdrowy duch

 

Moim dzieciom najbardziej spodobało się to, że regularne pływanie może wydłużyć życie, co znaczy, że mogę dożyć nawet tej obiecanej setki. To bardzo rodzinny sport, więc możemy robić sobie grupowe selfies, na których wyglądamy jak zmoknięte kury. I chociaż rozmiar moich sukienek się nie zmienił, czuję że moje ciało stało się bardziej sprężyste i jędrne.

 

Niestety, nogi nadal nie mają brzoskwiniowego koloru i mogłyby mieć kilka dodatkowych centymetrów… długości. Co do mojej szafy. Wszystkie pudła znalazły nowe zastosowanie. Trafiły do nich płetwy, okulary do pływania i przeróżne zabawne ręczniki. Może muszę się czasem trochę zmuszać, żeby pójść na basen, ale kiedy już jestem w wodzie, czuję się świetnie, zdrowo i po raz pierwszy od wielu lat mam wszystko pod kontrolą.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail