Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia
Dawid Gospodarek i Katolicka Agencja Informacyjna
Homoseksualista chce zostać księdzem. Co na to Kościół? [WYWIAD]

Nie pytaj ludzi: czy wierzysz w Boga? Tylko: czy wierzysz Bogu?

Udostępnij

Romulald Kłos - kiedyś przedsiębiorca, potem bezdomny, a po nawróceniu aktor, który zagrał w filmie „Pasja”. Dziś wie, że nie ma w życiu przypadków i odkrył to, co daje szczęście.

Katarzyna Matusz: Nic nie dzieje się przypadkowo, takie ma Pan doświadczenie. Od czego się zaczęło?

Romuald Kłos*: Zaczęło się od tego, że przypadkowo się urodziłem. Moja mama była na studiach na AWF-ie. Była świetnie zapowiadającą się mistrzynią sportu. Wokół niej był cały wianuszek pomocników. Trener, mąż, działacze, wszyscy mówili: usuń. I dopiero w ostatniej chwili, kiedy już nie wiedziała, co myśleć, jej koleżanka, osoba pobożna powiedziała: Baśka, co ty robisz, przecież to twoje dziecko. I tak się urodziłem.

To była łaska. Jakie jest Pana doświadczenie Boga? 

Przez czterdzieści lat Bóg był ukryty w moim życiu. Działał, ale ja o tym nie wiedziałem. Byłem niewierzący, niepraktykujący. Żyłem sam, według własnego planu. Zresztą, świetnie mi to wychodziło (śmiech). Miałem dużo talentów, energii i chęci. Za co się wziąłem, odnosiłem sukces. Dostałem się na elitarne studia, architekturę jako jeden z najlepszych, potem znalazłem piękną żonę, pobraliśmy się i urodziła się cudowna córeczka, Marysia, dobrze zarabiałem. Wszystko działo się dobrze, do czasu. Wkrótce żona mnie zostawiła, wyjechała z córką do Kanady i zażądała rozwodu. Wszelkimi sposobami starałem się ją odzyskać, nie udało się.

Mieszkał Pan w Rzymie i próbował na nowo układać sobie życie?

W Rzymie dobrze mi się powodziło, miałem pieniądze, samochód, poznałem Włoszkę z książęcej rodziny, można powiedzieć księżniczkę (śmiech), ale była we mnie pustka. Nie miałem żadnych pragnień, celów w życiu. Zacząłem tę pustkę wypełniać alkoholem, już to robiłem wcześniej w Polsce. Wskutek tego picia straciłem pracę, tę kobietę, dom, znalazłem się na ulicy jako bezdomny, bezrobotny alkoholik.

Jak wyglądało Pana życie?

Spałem, gdzie popadnie, jadłem byle co albo nic, dużo piłem. Był deszcz, zimno, bród, zacząłem poważnie chorować. Wszyscy o mnie zapomnieli, niewiele brakowało żebym umarł. I zdarzył się cud. Była w Rzymie Odnowa w Duchu świętym, Polacy. Gdzieś mnie wypatrzyli i zaczęli się za mnie modlić. Od jednej pani usłyszałem: „Jezus Cię kocha” i to zmieniło wszystko. Świat wydał mi się tak piękny, że płakałem z zachwytu. Równocześnie miałem świadomość, że Bóg mnie kocha, że stworzył to piękno dla mnie. Dostałem wiele różnych darów i Bóg uleczył mnie ze wszystkich chorób, łącznie z nieuleczalną chorobą alkoholizmu.

Dostał Pan siłę, żeby zawalczyć o siebie, pracę, dom, ale i o innych, posługując wśród bezdomnych. Jednocześnie czuł Pan, że ma wydarzyć się coś ważnego? 

Bóg mi dawał wskazówki, rady. Wyczytałem w Biblii, że Bóg spełni każde nasze pragnienie, które jest zgodne z Jego wolą. Zrozumiałem, że to On daje nam te wszystkie dobre pragnienia. A ja miałem takie, żeby zagrać w filmie o Jezusie. I zacząłem się o to modlić. Nie wiedziałem, jak ma się to stać. Pół roku później okazało się, że chodziło o film „Pasja”.

Przypadkowo dostał się Pan do obsady, mimo że nie zgłosił się Pan dużo wcześniej, jak tego oczekiwano od aktorów. Jak udział w takim przedsięwzięciu zmienia serce człowieka?

Traktowałem to, jak udział w Misterium Paschalnym, jakby przede mną odbywała się ta Pasja Jezusa służąca naszemu zbawieniu. W zachwycie siedziałem, patrzyłem i modliłem się.

Byłem uczestnikiem sytuacji, w której jeden z aktorów się nawrócił. Giovanni Capalbo grał Longinusa, tego, który przebija włócznią Pana Jezusa. Był niewierzący, niepraktykujący. Któregoś dnia, gdy zostaliśmy sami na planie, zaczął się żalić. Mówił, że będąc małym chłopcem uwielbiał się modlić, przedkładał to ponad inne zajęcia, ale dorastając wskutek swego niedbalstwa, zainteresowania światowym życiem stracił to. Przyszło mi przynaglenie, żeby go zapytać, czy chce przyjąć Pana Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela i przez czysty przypadek miałem tego dnia w kieszeni kartkę z tekstem zawierzenia Jezusowi. Chciał, upadł na kolana i szlochając przyjął Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela.

Z perspektywy Pana doświadczeń życiowych, co jest dla Pana ważne?

To, czego ciągle uczy mnie Bóg. Zaufania do Niego. Nie trzeba się ludzi pytać – czy wierzysz w Boga, tylko czy wierzysz Bogu? To jest ważne.

*Romuald Kłos, polski aktor, z zawodu architekt. W jego bogatej filmografii znajduje się m.in. film „Pasja” Mela Gibsona, w którym zagrał rzymskiego żołnierza.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail