Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Zabija więcej osób niż wojny czy kataklizmy. Z roku na rok ofiar przybywa

GongTo/Shutterstock
Udostępnij

Byłem zszokowany, gdy dowiedziałem się, że wśród intencjonalnych powodów śmierci, to wcale nie wojny odbierają życie największej liczbie osób.

Internet daje nieznany dotąd wcześniej dostęp do różnych danych i informacji, choć i tak więcej czasu spędzamy w nim na oglądaniu śmiesznych filmików czy zdjęć kotów. Z jednej z książek, które obecnie czytam („Homo Deus”, Yuval Noah Harari) dowiedziałem się, że wojny, jak i przemoc międzyludzka (napady, bójki, kradzieże itp.) są w wymiarze globalnym znikomym powodem śmierci. Zaintrygowany tą kwestią poszukałem źródła tych rewelacji i trafiłem na stronę Światowej Organizacji Zdrowia, gdzie można znaleźć masę ciekawych informacji. Między innymi również zestawienie przyczyn śmierci.

Po chwili zastanowienia można dojść do wniosku, że niski odsetek osób, które zmarły na skutek wojny, wcale nie dziwi. O wiele więcej ludzi umiera przecież w sposób naturalny lub w wypadkach drogowych. Jak mają się one do wyników statystyk?

Otóż wojny w 2015 roku pogrzebały 156 tys. osób, gdy ogółem na tamten świat udało się 56 mln osób. Żeby nabrać właściwych proporcji dodam, że wskutek klęsk żywiołowych zginęło 14 tys. osób, z powodu wypadków drogowych 1 mln 342 tys., a 1 mln 586 tys. na skutek cukrzycy. Zaczyna się ciekawie, prawda?

Nie twierdzę, że z powodu tych liczb śmierć wskutek wojny lub klęski żywiołowej jest mniej tragiczna, bo nie jest. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną pozycję w tych statystykach. Przyczynę śmierci, która kończy życie 4 razy większej liczby osób niż w przypadku wojny, prawie dwukrotnie częściej niż przemoc międzyludzka (468 tys. w 2015 roku), 55 razy częściej niż klęski żywiołowe. Tak, chodzi o samobójstwo.

Według statystyk w 2015 roku 788 tys. osób odebrało sobie życie. W rankingu najczęstszych przyczyn śmierci samobójstwo znajduje się na 17 miejscu, „wyprzedzając” raka jelita czy żołądka. O ile jednak te choroby są często dla cierpiących na nie wyrokiem, o tyle przed samobójstwem można wiele osób ustrzec. Potrzebna jest jednak, cytując Franciszka, „czułość” względem bliźniego oraz otwartość na niego i jego problemy.

Duża odpowiedzialność leży także po stronie mediów. Informowanie o śmierci samobójczej ma zauważalny wpływ na okresowy wzrost tego rodzaju prób w niedługim czasie – wynika z niemieckich, angielskich i amerykańskich badań. Znamy historię „Cierpień młodego Wertera”, gdy na fali popularności książki, która kończy się własnoręcznie wystrzeloną dziurą w głowie głównego bohatera, setki osób decydowało się na taką samą śmierć. I nie chodzi tu tylko o śmierć fikcyjnych czy prawdziwych bohaterów i gwiazd. Podobnie bywa, gdy media ze zbyt wielką skrupulatnością informują o samobójstwach „zwykłych ludzi”, publikując np. ich przebieg.

W niemieckich mediach wyemitowano kiedyś film o samobójstwie studenta, który rzucił się pod pociąg. Okazało się, że w ciągu kolejnych trzech miesięcy o 86 proc. wzrosła liczba śmierci samobójczych wśród mężczyzn na torach kolejowych.

Okazuje się, że owa „czułość” przyda się zarówno po stronie dziennikarzy, jak i czytelników.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail