Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Michał Górecki: Jestem romantykiem. Nie umiem żyć bez żony i dzieci

Udostępnij

Nie żałuję w życiu źle podjętych decyzji. Trudno, tak bywa. Żałuję tych, których nie podjąłem. Za dwa tygodnie kończę 40 lat i coraz bardziej dostrzegam, że czas jest walutą.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Karolina Sarniewicz: Michał, ustalmy na samym początku: czy jeśli napiszę w tym tekście, że jesteś dojrzałym mężczyzną, Twoja żona zechce nam to potem potwierdzić?  

Michał Górecki*: Ja sam miewam problemy, żeby tak o sobie mówić. Ale mam troje dzieci, dom, pracuję… Trochę więc chyba jestem dojrzały. Z drugiej strony, to trochę śmieszne, że skierowałaś to pytanie do mnie, bo moim życiowym mottem jest #nevergrowup, czyli „nigdy nie dorastaj”. Część osób pewnie uzna to za sprzeczność, ale cały trick polega na tym, by dojrzeć tam, gdzie trzeba, a tam, gdzie nie trzeba – pozostać dzieckiem.

Co to oznacza w praktyce?

Chcę zachować w sobie dziecięcą ciekawość świata czy umiejętność przeżywania wspaniałych chwil i cieszenia się nimi. Z kolei dorosłe życie wymaga odpowiedzialności i odwagi. Ciężko jest odwołać decyzję o ślubie, szczególnie już po nim, a z posiadania dzieci nie da się już wycofać zupełnie. W życiu nie ma opcji RESTORE GAME. I to chyba właśnie ta dojrzałość. Podejmujemy decyzje i liczymy się z ich konsekwencjami.

I pisząc na blogu, że współcześni mężczyźni nie mają jaj, miałeś na myśli odwlekanie decyzji o założeniu rodziny?

To była pewna figura retoryczna. Nie chcę tak bardzo generalizować w kwestii „co oznacza bycie prawdziwym mężczyzną”, bo to temat pełen stereotypów. Chodziło mi tylko o jedną rzecz – trzeba mieć odwagę, żeby poprosić o rękę. Po prostu. To pewnego rodzaju odpowiedzialność, podczas gdy łatwiej jest żyć w poczuciu, że w każdej chwili można zrezygnować.

Czyli Twoim zdaniem to już współczesna norma: mężczyźni, którzy boją się odpowiedzialnych decyzji?

Trudno wyrokować, nie będąc socjologiem, ale mimo wszystko mam wrażenie, że tak jest. Żyjemy dłużej, dłużej mieszkamy z rodzicami. Zmieniły się nieco priorytety – gdy brałem ślub w wieku 30 lat, byłem ostatnim z kumpli. Dzisiaj mam mnóstwo znajomych w tym wieku, którzy są singlami.

Może po prostu czują, że mają tak duży wybór, że szkoda ostatecznie ożenić się z jedną kobietą, bo parę lat później może się okazać, że pojawi się fajniejsza?

Tak było chyba zawsze. Ja na to mówię – jeśli nawet znalazłbyś tę kobietę idealną, dlaczego miałaby ona być akurat z tobą? (śmiech) Z drugiej strony kobiety czasem też myślą podobnie, więc nie zrzucajmy całej winy na facetów. W książkach science fiction często pojawiają się motywy związków przyszłości – bez wiązania się na stale, jak u zwierząt. Czyżby już nadeszły te czasy?

O rany, brzmi strasznie.

Wiesz, a może po prostu to kwestia tego, że żyjemy w czasach dużo mniejszej presji otoczenia, zwłaszcza rodziców? Jesteśmy coraz bardziej świadomi i spora cześć z nas chce wybrać inną drogę, niż ta, którą ludzkość zawsze szła. W dodatku jest nam dość wygodnie – mamy ciepłą wodę, gry, seriale, jedzenie na odległość aplikacji w telefonie. I może rodzina i dzieciaki kojarzą się z bardziej niewygodnym trybem życia? Po upadku komuny rzuciliśmy się w wir liberalnej pogoni za mamoną i chyba trochę nie wiemy, czym jest szczęście. A ono nie polega koniecznie na tym, by trwać w wiecznym hedonizmie…

A na czym ono polega? Dlaczego właściwie warto założyć rodzinę?

Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, dlaczego warto. Po prostu wydawało mi się to naturalne. Chciałem mieć żonę, chciałem mieć dzieci. A co mi to dało – o tym szerzej piszę na blogu. I widzę, że to działa na ludzi. Kilka osób napisało mi, że namówiłem ich na dzieci. Bardzo mnie to cieszy.

Podpowiesz mi, gdzie szukać takich dojrzałych facetów?

Nie mam pojęcia, wypadłem z rynku dekadę temu (śmiech).

To powiedz chociaż, po czym rozpoznać dojrzałego faceta? Można go w jakiś prosty sposób sprawdzić?

Nie. Po pierwsze: to dość skomplikowane, po drugie: każda kobieta ma inne oczekiwania. Mam jedną radę – stawiać sprawę dość szybko na ostrzu noża. Kobiety czekają w związku po 10 czy 20 lat i potem nagle niespodzianka: on nie chce się ustatkować. Ludzie nie zmieniają się nagle. Owszem, mogą dojrzeć, ale jeśli 29-latek mówi, że nigdy nie będzie chciał mieć dzieci, jeśli nie ma ambicji czy planów – nie zmieni się nagle, sorry.

Co więc powiesz mężczyznom, którzy założenie rodziny odkładają na moment, kiedy będą mieli więcej pieniędzy lub czasu?

Fajnie móc pograć z synem w piłkę bez bólów reumatycznych (śmiech). A odkładanie na później, to w ogóle jeden z większych życiowych błędów. Nie żałuję w życiu źle podjętych decyzji. Trudno, tak bywa. Żałuję tych, których nie podjąłem w ogóle, żałuję rzeczy, które przespałem. Za dwa tygodnie kończę 40 lat i coraz bardziej dostrzegam to, że czas jest walutą. Że jest ograniczony. Dziś mamy czasy nadmiaru. Możemy robić w życiu mnóstwo rzeczy. Pytanie, co wybierzemy i z czego będziemy później zadowoleni.

Poza tym piszesz, że żeby się oświadczyć, nie trzeba być całkowicie pewnym, że to ta kobieta. Czy są zatem jakieś czynniki, które dla takiej decyzji są absolutnie obowiązkowe?

Mój drużynowy harcerski nazwał mnie kiedyś „pieprzonym romantykiem” i coś w tym chyba jest (śmiech). Ja nie robiłem tabelki ZA i PRZECIW, byłem po prostu zakochany. Ale z drugiej strony podświadomie czułem chyba, że to dobry wybór. Najprościej jak się da – w sprawach zasadniczych musicie być podobni, a tam gdzie się uda – uzupełniać się. Ja i Mary mamy podobny system wartości i to jest chyba najważniejsze. Nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Owszem, spieramy się czasem nawet na tematy polityczne, ale potrafimy się przekonać, a na pewno nie mamy tu zupełnie innych zdań. To bardzo ważne, wartości są podstawą życia. Natomiast w innych kwestiach się uzupełniamy. Mary jest zorganizowana i pragmatyczna, ja chaotyczny i kreatywny. Ważne, by to akceptować i dobrze wykorzystywać.

Czy wiara jest dla Ciebie jedną z tych elementarnych wartości? Czy pojęcie „zaufania Bogu”, że to właśnie jest Twoja droga, miało jakieś znaczenie przy podejmowaniu decyzji o małżeństwie?

Generalnie, kiedy patrzę na swoje życie, myślę sobie, że muszę mieć jakieś chody u Boga, bo żyje mi się bardzo dobrze i często zastanawiam się, czy na to zasłużyłem. Ale rzeczywiście zaufanie Bogu jest akurat jednym z forteli, które wykonuję w trudnych chwilach. Można to nazwać wygodnickim postępowaniem, ale skoro w Niego wierzę, to czemu mam tego nie robić? Nie piszę zbyt często na takie tematy, bo wiara jest dla mnie sprawą mocno osobistą, ale lubię w chwilach trudnych decyzji myśleć o tym, że siedzi koło mnie anioł wyglądający jak Nicholas Cage w Mieście Aniołów i wszystko jakoś się ułoży. I kurcze, na razie się układa.

*Michał Górecki – mąż Marysi, tata siedmioletniego Franka, pięcioletniej Lili i dwuletniej Heli oraz opiekun psa Denisa. Na swoim blogu mikemary.pl w barwny sposób opisuje cały wachlarz uroków rodzinnego życia. Zachęca też mężczyzn do podejmowania dojrzałej decyzji o założeniu rodziny 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail