Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kolory mogą poprawić nastrój. Jaki jest najlepszy dla Ciebie?

Łososiowe odcienie ożywiają, są radosne i energetyczne. Fot. Tetra Images | Getty Images
Udostępnij

Kiedy uświadomiłam sobie, że moja szafa to morze ciemności i monotonia bezpiecznych kolorów, pomyślałam: czas na zmiany. Nieoczekiwanie poczułam się także szczęśliwsza i bardziej pewna siebie.

Nie chodzi o to, aby ubierać się krzykliwie i zwracać na siebie uwagę za wszelką cenę. Są jednak kolory, które od razu wprowadzają w dobry humor i takie, które ładnie rozświetlają twarz lub wydobywają odcień oczu. Dlatego może warto spróbować czegoś nowego na wiosnę?

Postanowiłam ostatnio posprzątać swoją szafę metodą Marie Kondo. To bezwzględny sposób, ale wart zachodu: jeśli twoje ubrania nie iskrzą radością, po prostu się ich pozbądź. Moje za bardzo nie promieniowały radością, ale uporządkowałam je na tyle, żeby się przekonać, co ja w ogóle w tej szafie mam.

Zadowolona z siebie wysłałam zdjęcie siostrze. Odpowiedziała natychmiast: „Czy ty serio nosisz wyłącznie niebieski?”. Faktycznie większość schludnie poskładanych i wiszących na wieszakach ubrań jest niebieska (nic dziwnego, że zawsze wyglądam jak w mundurku). Różne odcienie – błękit paryski, chabrowy, kobaltowy, modry, lazurowy, siny, ultramaryna, indygo i duże ilości granatowego.

To mnie zastanowiło. Czy moja szafa to dorosła wersja szkolnych ubrań dawnej uczennicy?

Czemu uciekam od bardziej żywych, odważnych kolorów i wzorów? Przecież kolor jest dla mnie synonimem pewności siebie.

Moje uwielbienie dla całej palety niebieskości jest chyba pozostałością po okresie dojrzewania, kiedy nie chciałam wyróżniać się z tłumu. Postanowiłam jednak sprawdzić dlaczego wszystkie ciemnoniebieskie, dyskretne odcienie, są wciąż moją ulubioną opcją w wyborze garderoby.

 

Tak jest szybciej, a ja jestem leniwa

Kiedy piąty raz przestawiam budzik, a potem nie mam na nic czasu, przynajmniej nie muszę kombinować, w co się ubrać. Kolekcja niebieskości to łatwy i wygodny wybór. Nie zastanawiam się nad doborem butów, akcesoriów albo koloru lakieru do paznokci (tego to akurat używam od wielkiego święta). Tak ubrana mogę z czystym sercem codziennie odprowadzać dzieci do szkoły, nie wprawiając ich w zażenowanie (to ostatnio mój główny priorytet!)

 

Uwolnienie się od nudnych kolorów bywa ryzykowne

Eksperymentowanie z całym kalejdoskopem kolorów obudziło we mnie kpiące nastroje: a co jeśli łososiowy róż będzie pasował do moich rumianych policzków aż za dobrze? Z drugiej strony, całkiem możliwe, że lekkie podkoloryzowanie mojego życia przyniesie nowe możliwości i perspektywy.

Kolor może odgrywać ogromną rolę w tym, jak postrzegają cię inni, bywa też ważnym narzędziem rynku biznesowego – niebieski budzi zaufanie, ale jednocześnie jest bardzo konserwatywny, czerwony może komunikować pewność siebie i stanowczość, ale także wywoływać lęk.

Nie jest to tylko kwestia wyboru poprawnego koloru, akceptowanego przez otoczenie, przede wszystkim musisz się dowiedzieć, paleta barw której z pór roku jest najbardziej odpowiednia do twojej urody. Podczas internetowych poszukiwań znalazłam wiele darmowych próbników kolorów określających, jakie odcienie pasują do kolejnych fototypów. Jeśli na przykład jesteś jasną blondynką o miodowym odcieniu skóry, chłodne kolory palety zimowej mogą być dla ciebie najlepsze. Zasady te jednak nie zawsze są konkretne. Kiedy zrozumiałam, że nie jestem się w stanie dopasować do żadnej z sezonowych kategorii, postanowiłam stworzyć własną, zupełnie nową porę roku.

 

Nie mogę nosić ulubionych odcieni, więc o co tyle hałasu?

Od zawsze wiem, jakich kolorów absolutnie nie mogę na siebie włożyć. Odcienie mojej cery i włosów (blada i przezroczysta plus mysi blond) nie pozwalają mi nosić tych wszystkich super modnych kolorów – szarości, wielbłądzich brązów (mój ulubiony płaszcz Max Mara…), kremowych i beżów. Podjęłam więc misję znalezienia swojego idealnego koloru, poza niebieskim oczywiście. Niektórzy ludzie decydują się na pomoc wizażysty, ale doszłam do wniosku, że nie należy popadać w skrajności, albo rzucać się na soczyste czerwienie i żółcie, które na pewno nie będą do mnie pasować. Odkryłam, że kluczem do sukcesu jest stopniowe rozszerzanie ulubionej palety barw, dodawanie kolejnych odcieni i kolorów. I w ten sposób stałam się bardziej otwarta i wymagająca. Oto, w jaki sposób stworzyłam pełną kolorów szafę, której zawartość nie tylko emanuje radością, ale także często spotyka się z komplementami.

 

Popytaj „kolorowe” przyjaciółki

Nawet więcej – zrób nalot na ich szafy. Ja z zaskoczeniem znalazłam tam takie kolory, jak chociażby morska zieleń, która od razu wprowadziła mnie w dobry nastrój. Czasami taki nalot wiąże się ze zniszczeniem idealnego porządku w szafie przyjaciółki, ale o wiele częściej stwarza jej okazję do gruntownego posprzątania i przeorganizowania garderoby.

 

Poszukaj inspiracji u celebrytek

Przeglądając moje ulubione magazyny zauważyłam, że wszystkie celebrytki noszą ubrania w podobnych odcieniach. To odkrycie otworzyło mi trochę umysł – przecież one są właśnie po to, by pokazać, że ich, a także nasze wybory mogą być odważne i śmiałe. Byle tylko nie wpaść w pułapkę kopiowania wszystkich supermodnych kolorów sezonu. Może się okazać, że chłodny koralowy czy musztardowy zupełnie nie będą do ciebie pasować.

 

Zasięgnij darmowej porady

Za każdym razem, gdy wchodzę do sklepu z ubraniami automatycznie kieruję się w stronę wieszaków z „moimi kolorami” (niebieskie). Ostatnio więc, żeby wyrwać się z tej rutyny, podeszłam w sklepie prosto do gotowej pomóc każdemu klientowi sprzedawczyni (która moim zdaniem wyglądała świetnie) i zapytałam w jakich kolorach wyglądałabym według niej najlepiej. Jasne, zdarza się, że czasami doradzą źle (nie, nigdy nie zdejmę tego wspomnianego wcześniej płaszcza Max Mara, nawet nie próbujcie mnie przekonywać), ale zazwyczaj te bardzo uprzejme i cierpliwe sprzedawczynie bywają niezwykle pomocne. Mnie otworzyły oczy na zupełnie nowe barwy, jak ten delikatny jasnoróżowy, który tak ładnie rozświetla mi twarz, czy różne odcienie zieleni, wydobywające odcień moich oczu.

 

A teraz, gdy mam wreszcie szafę pełną kolorów…

Wciąż trochę za długo marudzę każdego poranka, stojąc przed moją dobrze zorganizowaną szafą. Wciąż dużo tu niebieskości (podstawa jest najważniejsza), ale są stosy różowego, od jasnych odcieni po sprany róż i imponująca kolekcja zieleni, które świetnie pasują do pozostałych kolorów. Co jednak bardziej dla mnie szokujące – zdecydowałam się na różne dziwne wzory. Nie mam pojęcia jak to się stało, bo do tej pory zawsze uważałam, że wzorzyste tkaniny gryzą się z moimi piegami.

 Te wszystkie róże i zielenie dały mi nową energię, sprawiły, że czuję się bardziej kobieco, więcej we mnie szczęścia.

I wierzcie mi, to więcej niż samo uczucie – socjolog i konsultant innowacyjny Anna Akbari tłumaczyła ostatnio w Daily Worth: „Jednym z najprostszych sposobów zmiany nastroju i nastawienia do rzeczywistości jest zmiana kolorów, które na co dzień nosisz”.

Moja radość sięgnęła zenitu, gdy mój ośmioletni syn powiedział: „Mamusiu, wyglądasz tak pięknie w różowym, że po prostu cię kocham taką!”. Jeśli to nie jest wystarczającą nagrodą za wyłamanie się z niebieskiego schematu, nie wiem co mogłoby nią być.

 

 

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail