Aleteia

Nie możemy „obdarowywać” ubogich naszymi śmieciami!

Oleksandr Rybitskiy/Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Gdyby Jezus poprosił nas o ubranie, co zdecydowalibyśmy się Mu oddać?

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25, 40).

Często myślimy o potrzebach innych ludzi. Rodzi się wówczas w nas pragnienie zaoferowania im tego, czego najbardziej potrzebują. Czy jednak faktycznie dajemy z tego, czego nam nie zbywa, czy może przekazujemy innym to, czego ochoczo pozbywamy się z naszych domów? Może warto jest zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o tym, czym obdarowujemy potrzebujących.

Czy przekazywane przez nas dary są autentycznym wyrazem poszanowania innych ludzi? Czy może wmawiamy sobie dobroczynność, podczas gdy tak naprawdę pod jej pozorem pozbywamy się z domu śmieci?

Łatwo jest o dobre samopoczucie, kiedy uważamy siebie za dobroczyńców ubogich, gdy tak naprawdę znajdujemy wymówkę dla pozbycia się z domu rzeczy niepotrzebnych, czy nawet śmieci. Dary oferowane innym ludziom muszą pokazywać, że nam na nich zależy.

Kilka lat temu pozbywałam się niepotrzebnych rzeczy z szafy, wrzucając do worka dla organizacji dobroczynnej jakieś wysłużone dżinsy i poplamione koszule. Wówczas wszedł do pokoju mój mąż i kazał mi przestać: „Te rzeczy trzeba wyrzucić do śmieci. Nie wolno ich nikomu dawać”.

Pomysł wyrzucenia znoszonych ciuchów do śmieci nie podobał mi się, ale ta cała sytuacja dała mi do myślenia. No tak – dlaczego wciskam potrzebującym ubrania, których ani sama bym już na siebie nie włożyła, ani nie pozwoliłabym ich nosić członkom mojej rodziny? Czy osoby potrzebujące ubrań naprawdę mają nosić szmaty?

Absolutnie nie – one zasługują na coś lepszego. Nie chodzi tu przecież o przekazywanie im designerskich ciuchów od Ralpha Laurena czy Calvina Kleina, ale o traktowanie naszych braci i sióstr z szacunkiem, o poszanowanie ich godności. Dlatego powinniśmy ofiarowywać im to, co i dla nas ma jakąś wartość. Ubodzy doznają poniżenia, więc przekazując im rzeczy dobrej jakości okazujemy im szacunek i traktujemy dokładnie tak samo, jak potraktowalibyśmy Jezusa.

Choć ubrania, buty czy biżuteria mogą wydawać się w ogólnym rozrachunku zupełnie nieistotne, mają one przecież swoje znaczenie, być może nawet większe dla osób ubogich, aniżeli dla kogokolwiek innego. Przecież to, w co się ubieramy i jak wyglądamy jest odzwierciedleniem poczucia własnej wartości, poszanowania samego siebie i związku z innymi ludźmi.

Kiedy byłam w Etiopii, jednym z najbiedniejszych państw świata, zaskoczyło mnie piękno i godność mieszkańców tego kraju, szczególnie kobiet. Jakże wiele z nich nie ma dostępu do bieżącej wody czy prądu. Głodują, mieszkają w lepiankach, muszą wyżywić swoje rodziny, w tym małe dzieci, a mimo to ubierają się w kolorowe chusty i noszą biżuterię, a czasem nawet malują paznokcie. Przykładają wagę do czystości ubioru, a kiedy uczestniczą w liturgii, ich tradycyjne stroje są po prostu nieskazitelnie białe.

Jak wszyscy ludzie, osoby ubogie na całym świecie pragną wyglądać dobrze i czuć się komfortowo. Także ze względów praktycznych – żeby móc godnie zaprezentować się na rozmowie kwalifikacyjnej, w kościele czy po prostu w życiu codziennym.

Kiedy „odgruzowujemy” swoje szafy robiąc w nich miejsce na nowe zakupy, pomyślmy, że moglibyśmy też przekazać potrzebującym mniej znoszone buty, garnitury czy kostiumy. Warto oddać taką sukienkę, która wywoła uśmiech na twarzy ubogiej kobiety w Ghanie. Warto oddać dobrej jakości, nieznoszony sweter, który pozwoli mieszkającemu w tym samym mieście bezdomnemu zastąpić ten, który nosi od lat.

Naturalnie nie mam nic przeciwko używanym ciuchom. Wielu z nas uwielbia je i zawsze wpada do lumpeksów w dniu nowej dostawy. Jest jednak różnica pomiędzy rzeczami używanymi i kompletnie znoszonymi, poplamionymi czy rozdartymi. Te ostatnie na pewno nie powinny znaleźć się w koszu Caritasu. To samo odnosi się do sprzętów AGD, RTV, zabawek czy nawet żywności.

Ciągle mamy dylemat, co zrobić z tymi wszystkimi zgromadzonymi przez nas rzeczami, których już nie potrzebujemy? Na pewno niektóre z nich można spokojnie wyrzucić do kosza, choć dobrze byłoby też uruchomić wyobraźnię i pomyśleć, jak można by wykorzystać je powtórnie: może coś udałoby się jeszcze naprawić? A może da się znaleźć dla wyrzucanych przez nas przedmiotów inne przeznaczenie lub po prostu poddać je recyklingowi?

Kilka lat temu kupiłam moim malutkim córeczkom sweterki w małej firmie sprzedającej ubranka dziecięce w internecie. Te niemowlęce swetry były zrobione ze starych swetrów dla dorosłych, które miały być wyrzucone na składowisko, a które zostały uratowane i z których powstały znakomite sweterki dla maluchów.

Sama nie umiałabym czegoś takiego zrobić, ale przykład ten pokazuje, że musimy wykazać się większą uważnością nawet w momencie dokonywania zakupów. I pamiętajmy, żeby nie obdarowywać innych starociami z naszych pawlaczy, lecz tym, co nam samym się podoba i co nosimy. W ten właśnie sposób możemy okazać miłosierdzie najmniejszym spośród nas. A o to przecież chodzi w dobroczynności.

Tekst pochodzi z angielskiej edycji portalu Aleteia

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail