Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Zostawiam swoje dziecko i randkuję z mężem. Polecam!

ESB Professional/Shutterstock
Udostępnij

Oczywiście, nie zostawiam samego, ale pod troskliwą opieką. I nie na długo, dzień, dwa. I choć wiem, że za chwilę zyskam etykietkę „wyrodnej matki”, to polecam wypady BEZ dziecka.

Będąc jeszcze w ciąży zarzekałam się, że kiedy tylko dzieciorex podrośnie, będę go regularnie zostawiać z babcią i ruszać na weekendy z mężem. Nie wyobrażałam sobie rezygnacji z włóczenia się do rana po Florencji czy innym, pięknym mieście, kolacji przy winie (przegadywanych zwykle też do rana) i innych atrakcji, jakich zażywaliśmy jako młode małżeństwo. I co?

 

Urwani ze smyczy

I minęło półtora roku, a my z mężem na najdłuższe samotne wypady wybraliśmy się do… Carrefour’a. No dobra, zaliczyliśmy też kilka wyjść do kina (nocą późną, kiedy młody i tak słodko chrapał, więc wystarczyło, że ktoś zaufany posiedział w mieszkaniu) czy parę kolacji tylko we dwoje.

Za każdym razem czuliśmy się jak psy urwane ze smyczy. Z jednej strony – rozsadzające czaszkę, choć ulotne, poczucie wolności, darowanej na kilka godzin, z drugiej – wyrzuty sumienia i poczucie winy, że… zostawiasz swoje dziecko.

To przede wszystkim mnie, matce Polce urzeczonej bobasem, trudno było wyobrazić sobie, że mogę go zostawić pod czyjąś opieką na dłużej, niż kilka godzin. Dlatego inicjatywę przejął mój rozsądny mąż, który upomniał się o czas tylko dla nas i przypomniał mi prostą prawdę, że musimy zadbać o naszą relację nie tylko dla samych siebie, ale również dla dziecka.

 

Nie jesteśmy egoistami

Zacznę od tego, że myśl o wyjściu z domu bez dziecka, pojechaniu na urlop we dwoje, choć pojawia się kilka (u mnie kilkanaście) razy w tygodniu, to nie nerwica natręctw, psychoza maniakalna, ani tym bardziej oznaka tego, jak wielkimi egoistami jesteście.

To normalna potrzeba dwójki dorosłych, kochających się osób, które do tej pory gospodarowały swoim czasem dość swobodnie, uwzględniając takie zmienne, jak liczba dni urlopowych czy zasoby na koncie. Dzieciorex, zwłaszcza malutki, nie jest taki chętny do kompromisów w kwestii zarządzania wolnym czasem rodziców.

Nie demonizuję, bo oczywiście, jeśli się postarać, to da się wykroić czas dla siebie. Najczęściej nocą, kiedy dziatwa smacznie śpi. Ale to jednocześnie jedyna okazja, by wstawić pranie, sprawdzić pocztę, odpisać na maile, przygotować obiad. Na romantyczne kolacje, rozmowy przy świecach i winie nie bardzo starcza już czasu, ale i sił, bo rano znowu bobas zacznie śpiewać zdecydowanie za wcześnie. Czasem łapaliśmy się z mężem na tym, że wiele naszych rozmów sprowadza się do sporządzenia listy zakupów i ustalenia, kto, gdzie i kiedy z młodym.

 

Prosta matematyka

Małżeństwo, niczym ryba wody, ptak powietrza i coca cola kostek lodu potrzebuje czasu wyłącznie dla siebie. Spaceru bez wybuchów histerii co pięć minut, kolacji bez nieustannego podnoszenia z podłogi rozrzucanego jedzenia, rozmowy bez tracenia wątku co parę zdań. Po to, żeby karmić związek, budować relację, uzupełniać spowodowane upływającym czasem uszczerbki w fundamentach. Niby proste, ale jak to zrealizować, będąc rodzicem?

Jeśli macie rozkochanych we wnukach dziadków (najlepiej po obu stronach) to już możecie odśpiewać „Alleluja” z oratorium „Mesjasz” Haendla. A jeśli nie, to nie traćcie nadziei! Poszukajcie sprawdzonej niani, a najlepiej wejdźcie w deal z zaprzyjaźnionymi dzieciatymi – raz Wy im, innym razem oni Wam. Przy kilku dzieciorexach jedno w tą, czy tamtą, nie robi większej różnicy.

Jeśli jeszcze nie czujecie się przekonani do idei „porzucenia” dziecka na weekend i zyskania etykiety „wyrodnych rodziców” albo boicie się kontroli MOPS-u, to na koniec przedstawiam litanię korzyści, z których zdałam sobie sprawę zostawiając dziecko na 48 h pod opieką babci.

  1. Siła i cierpliwość

Zmęczony rodzic to niefajny rodzic, który szybko traci cierpliwość, łatwiej mu wybuchnąć z byle powodu. Marzący jedynie o tym, by wreszcie uśpić dziecko i „mieć je z głowy”. Samotny wypad, choć zaledwie weekendowy, sprawił, że złapałam wiatr w żagle i zyskałam siły do codziennych, żmudnych obowiązków, a przede wszystkim zrobiłam zapasy cierpliwości.

  1. Ładowanie akumulatorów związku

Rodzice małych dzieci często czują, że ich życie kręci się wyłącznie wokół dziatwy. To frustrujące. Krótkie chwile tylko we dwoje pozwalają znowu spojrzeć na siebie pełnymi zakochania oczami i przypomnieć sobie, że to my jesteśmy fundamentem rodziny. Nie da się całe życie patrzeć wyłącznie na dzieci, odmawiać sobie wszystkiego dla nich, poświęcać się z myślą, że przecież one kiedyś urosną, wyjdą z domu, a my znowu będziemy wiedli słodkie singlowskie życie. O to, żeby później było fajnie, trzeba dbać już teraz, żeby nie okazało się, że kiedy dzieci wyfruną z gniazda, obudzimy się obok obcego gościa.

  1. Świeżość spojrzenia i dystans

Siedząc po uszy w pieluszkach, obiadkach i bajeczkach, można mieć wrażenie, że tak już będzie zawsze, że problemy nas przerastają, a całe to macierzyństwo to jedna wielka orka na ugorze. Zostawienie wszystkiego, choćby na chwilę, pozwala nabrać dystansu, spojrzeć nawet na to, co trudne, z zupełnie innej, bardziej optymistycznej perspektywy.

  1. Lekcja dla dzieciorexa

Żeby nie było, wypad we dwoje, to też cenna lekcja dla dziecka, które uczy się (wiadomo, powoli, stopniowo, nie drastycznie), że nie jest pępkiem świata, że poza nim rodzice też mają życie i „swoje sprawy”. Uczy się, że może zostać z babcią, dziadkiem i też jest fajnie.

Kalendarze w dłoń i planujcie słodkie chwile tylko we dwoje!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail