Aleteia

Co na Pierwszą Komunię Świętą? Pielgrzymka!

De Agostini/I. Hanan/Getty Images
Udostępnij
Komentuj

Najpiękniejszy prezent to… nie zawsze ten oczekiwany.

Najtrudniej wymyślić prezent dla najbardziej kochanych osób z okazji wyjątkowych chwil w ich życiu. To banalne spostrzeżenie przestaje być banalne, gdy dylemat, co kupić, zrobić, przygotować na urodziny, chrzest, komunię czy ślub w gronie najbliższych, dotyczy nas osobiście. Mam nadzieję, że nasz krótki przewodnik: Jaki wybrać prezent na Pierwszą Komunię rozwiał  wiele Waszych wątpliwości.  Ale ja chciałabym się z Wami podzielić  historią bardzo osobistą.

Nie cierpię kupować prezentów, które kupić muszę, bo akurat idę do kogoś i nie mam czasu, by pomyśleć, co by mu się przydało, czy ma to być na przykład sokowirówka, skoro wszyscy ostatnio kręcą soki, smoothies i inne owocowo-warzywne mieszanki, czy raczej to, co naprawdę sprawi mu przyjemność.

Doskonale wiem, jakiego prezentu zawsze oczekuje mój syn. Odkąd na którąś z kolei Gwiazdkę, nie chcąc się powtarzać i jak co roku kupować Lego, zdecydowałam się na wielki, rozkładany niemal na szerokość pokoju tor wyścigowy, już na zawsze musiałam sobie zapamiętać, że żadna, nawet najpiękniejsza wyścigówka prosto ze sklepu nie zastąpi tej, którą on sam może stworzyć. Boże Narodzenie bez ogromnego pudła, z którego można zbudować dom, samolot czy nawet miasteczko, to jak święta bez choinki. Przecież jednak zestawu klocków, nawet najbardziej okazałego, który pozwoli zrobić choćby i ruszające się roboty, nie podaruję mu z okazji Pierwszej Komunii Świętej!

 

Często w podobnej sytuacji gorączkowo przeszukujemy sieć w poszukiwaniu dobrego pomysłu na wyjątkowy prezent. Stron z propozycjami jest mnóstwo – blogi, fora, reklamy sklepów z opcją kup – zapłać – darmowa przesyłka. Samych propozycji, zależnie od okoliczności i osoby, dla której poszukuje się podarunku, też zatrzęsienie.

Co jednak począć z komunią dziecka, które interesuje się wieloma dziedzinami, ale żadną jeszcze szczególnie, konsola do gier, choć pewnie byłaby mile widziana, z góry została odrzucona, a inne rzeczy, uznawane za „żelazne” komunijne prezenty albo ma, albo nie jest nimi zainteresowane, albo nie są nimi zainteresowani rodzice, jak choćby modnymi ostatnio, drogimi i niebezpiecznymi dla dziewięciolatka w naszej opinii, quadami.

I pytanie zasadnicze: dlaczego ma to być rzecz? Czy jest taka rzecz, która dobrze wpisze się w to przeżycie duchowe, jakim jest pierwsze pozasłowne spotkanie z Chrystusem? Przeżycie, które zdarza się tylko raz?

Odrzuciłam zatem pomysł o podarunku w formie rzeczy, choć po drodze przemknęła mi myśl, że wielu znanych dziś amerykańskich reżyserów to osoby, które w dzieciństwie skorzystały z tego, że w połowie lat 60. ubiegłego wieku na rynku pojawiła się prosta w obsłudze kamera na ośmiomilimetrowy film Super 8, a oni najczęściej dostawali ją w prezencie. Wielu polskich reżyserów to też dawne dzieci wyposażone przez dorosłych w kamery, aparaty i inne akcesoria, które dały impuls do rozwoju ich talentów. Tylko czy ja na pewno wiem, że to jest talent mojego dziecka? Nie chciałam go ograniczać.

 

Jeśli zatem nie trwała rzecz na świetlaną przyszłość lub całe życie, to co?

Zaczęłam myśleć po prostu o nim. Kim jest? Teraz. Nie, kim będzie według moich wyobrażeń. Co mu sprawi radość i da siłę?

Przyszło mi do głowy, że podróż to jest dobra myśl. Zawsze odrywaliśmy się od opresji systemu szkolnego w podróży. Gdzie zatem z okazji komunii? W Rzymie i Watykanie byliśmy dwa razy i były to dobre i piękne podróże.

Ziemia Święta – olśniło mnie. To miała być podróż edukacyjno-religijna, więc przypomniałam sobie, że są specjaliści od Ziemi Świętej, Komisariat Ziemi Świętej w Polsce, z siedzibą przy krakowskim klasztorze oo. reformatów. Poszłam tam trochę niepewnie, trochę przypadkiem, przechodząc. W krużgankach spotkałam zakonnika, chyba samego komisarza, jeśli nie obecnego, to na pewno poprzedniego, z którym podzieliłam się tą niepewnością: czy pielgrzymka do Ziemi Świętej to na pewno dobry pomysł na komunijny prezent? Franciszkanin reformata powiedział, że może nie dziś, ale może kiedyś syn to doceni. Tego postanowiłam się trzymać.

Więc pielgrzymka!

Jedziemy do chrześcijańskiej Ziemi Świętej, która jest arabska. Tamtejsi chrześcijanie, poza niewielką grupką chrześcijan języka hebrajskiego, to głównie etniczni Arabowie.

Było pięknie. Mądrze. Szybko. Wysyłałam SMS-y: jeśli dziś wtorek… to jesteśmy w Nazarecie, albo gdzie indziej, pogubiłam się. Ja, która byłam tam i niby znałam te miejsca. Syn się nie pogubił. Najwyżej mnie ofuknął, kiedy w autokarze chciałam mu coś pokazać, coś tłumaczyć, powiedział: „Daj mi posłuchać” – bo akurat ojciec bernardyn prowadzący pielgrzymkę czytał rozważania o Ewangelii lub opowiadał o miejscach, które za chwilę odwiedzimy.

 

Od swojego chrzestnego moje dziecko dostało na drogę Biblię pielgrzyma. Nie zabieraliśmy jej ze sobą w pierwszych dniach. Ojciec Gerwazy, który sam spędził lata w Jerozolimie, Nazarecie, Kanie i Jerychu, duchowo i biblijnie prowadził nas wystarczająco wspaniale, choć czasem trzeba było wstać o piątej, żeby mieć honor uczestniczenia w mszy św. w bazylice, zanim jeszcze zapełnią ją turyści, a czasem pójść spać przed północą, jeśli się chciało zobaczyć Jerozolimę pod osłoną nocy. W ostatnich dwóch dniach syn zabierał jednak w drogę swój egzemplarz Biblii i tak zatopił się w jej czytaniu, że nie tylko zepsuł zamek chroniącego Pismo Święte etui, ale też zasłużył na pochwałę zdziwionego współpielgrzyma, około trzydziestoletniego lekarza z Lubelszczyzny: „Chłopie, zaimponowałeś mi!”.

„Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje”. Ewangelia według św. Mateusza 6, 19-23

Każda chwila może być wyjątkowa. I to ona może okazać się tym najlepszym prezentem, jaki możemy komuś ofiarować. Nigdy nie wiemy, co dla danej osoby stanie się ważne. Może wspólna wizyta czy podróż gdzieś tam, rowerowa przejażdżka lub noc pod rozgwieżdżonym niebem? Jeśli tylko postaramy się, by przydać jej sensu, każda chwila może w pamięci zapaść jako ta najważniejsza.

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
dzieckopierwsza komuniapodróżprezent
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail