Aleteia

Konrad Kruczkowski: Nie chcę być tatą na pokaz [wywiad]

Materiały prasowe
Udostępnij
Komentuj

Nie chcę być idealnym tatą ze względów wizerunkowych, żeby inni widzieli, jaki jestem. Chcę mieć dobrą relację z córką - mówi Konrad Kruczkowski, bloger, reportażysta i od przyszłego tygodnia, o czym donosimy z prawdziwą radością, felietonista Aleteia For Her. Jego najnowsza książka „Halo Tato” właśnie trafiła do księgarni. Polecamy !

Marta Brzezińska-Waleszczyk: Jakim chcesz być ojcem?

Konrad Kruczkowski*: Wystarczająco dobrym, ale nie idealnym. Idealni ojcowie nie popełniają błędów i nie istnieją. Próba dosięgnięcia wzoru – bycie ojcem wyciętym ze skandynawskiego podręcznika – jest z góry skazana na porażkę. Nie ma nic gorszego, niż rodzic doskonały. Życie to niedoskonałości, nierówności.

Jednym słowem, pozwalasz sobie na rzucenie mięsem, wkurzenie.  

Co do zasady wyrzekam się przemocy, a kiedy popełniam błąd, staram się do niego przyznać. Zresztą, dobrze z tą perspektywą wyjść poza ojcostwo. Dobrze, jeśli mamy dobry kontakt z sobą i z innymi dorosłymi, wtedy możemy mieć dobry kontakt z dziećmi. I jeszcze: dobry ojciec to taki, dla którego dziecko nie jest najważniejsze na świecie.

W tym momencie na twarzach czytelników pojawia się konsternacja.

To źle, kiedy ojcostwo jest piedestałem i mówiąc „jestem dobrym tatą”, kompensuję sobie inne deficyty. Kiedy urodziła się moja córka, lubiłem powtarzać, że ojcostwo to wyższy poziom męskości – że mężczyzna realizuje swoją męskość dopiero wtedy, kiedy jest ojcem.

 

Co w tym złego?

Po pierwsze: to nie zawsze prawda. Po drugie: to używanie dziecka do załatwienia własnej sprawy. Odrzucając skrajności, jak ojcowie przemocowi, nieobecni, alkoholicy, dobry ojciec to taki, który dba o siebie,  swój związek, dla którego dziecko jest ważne, ale nie jest całym światem. Młodzi mężczyźni celebrują swoje ojcostwo, ale nie ma w tym bezinteresownej radości („jestem tatą i się z tego cieszę”), tylko manifest obliczony na to, że świat mu potwierdzi: „tak, jesteś dobrym ojcem”. To szkodliwy egoizm.

Ta zasada powinna dotyczyć też matek. Kobiety odczuwają presję – jeśli chcesz być dobrą matką, zrezygnuj z pracy, kariery, poświęć się…

Kiedy pojawia się dziecko to trudno uniknąć tąpnięcia. W życiu zawodowym przynajmniej jednego rodzica ono musi nastąpić. Noworodek wymaga nieustannej uwagi, ale to przecież mija. Niestety, kobiety mają tendencję do matczynego szowinizmu.

Do czego?!

Znam ojców, którzy chcą się angażować w opiekę nad dziećmi, a więc stworzyć przestrzeń, gdzie kobieta może odpocząć albo wybrać inną aktywność. Mężczyźni się boją: oceny społecznej, tego, że sobie nie poradzą, zrobią dziecku krzywdę. Słyszą, że kobieta z natury ma predyspozycje do opieki nad dzieckiem. Mężczyzna, zanim dotrze do dziecka, musi przebić się przez wiele barier. Nie miał przykładu, jest nieporadny. Wtedy kobieta mówi (albo daje jasno do zrozumienia), że zrobi to lepiej. I to jest punkt krytyczny, gdzie wszyscy przegrywają, bo mężczyzna mówi „w porządku”. Kończy się na dobrych chęciach.

 

W efekcie facetów rodzicielstwo tyle nie kosztuje, co nas.

Urodziny dziecka to dla kobiety, przynajmniej na początku, suma strat. Rezygnuje z życia zawodowego, traci atrakcyjność (rozmawiam z kobietami i wiem, że średnio czują się z tym, że tyją, mają rozstępy, boją się porodu, bólu). Dom staje się jedynym miejscem, gdzie mogą powiedzieć: tu się wyraża moja wartość. A mężczyzna mówi: ja nie będę nic tracił, a jeszcze zyskam, bo zaangażuję się w ojcostwo.

Tyle, że oczekiwania wobec mężczyzn rosną. Musicie przewijać, kąpać, karmić, być przy porodzie. To już nie da się tylko z doskoku. Jak sobie z tym radzicie?

Ja sobie nie radzę. Pracuję więcej, niż przed pojawieniem się córki. Byłbym kiepskim materiałem na bohatera swojej książki. To mój wyrzut sumienia. Próbuję się bronić, że nie ilość jest ważna, ale jakość, tyle, że to kreatywna księgowość, bo kiedy mężczyzna „inwestuje w jakość”, ktoś inny musi zapełnić ilość. Najczęściej to kobieta. Presja jest potrzebna i dobra. Super, że wypływa od innych mężczyzn.

Co w Twoim życiu zmieniło pojawienie się dziecka?

W wymiarze praktycznym, dotyczącym np. życia zawodowego – niewiele.

(milczenie)

Pojawiło się poczucie odpowiedzialności i strach o przyszłość. Muszę zadbać już nie tylko o własne bezpieczeństwo finansowe, ale o rodzinę i pewien standard. W życiu zawodowym regularnie muszę chodzić na kompromisy, na które bez dziecka nie musiałbym iść. Gdybym nie był ojcem, może nie siedziałbym teraz z Tobą, tylko podróżował po świecie i robił dokumentację do innego reportażu. Ale chcę to wyraźnie podkreślić: nie zamieniłbym żadnego dnia z okresu, w którym Lila jest, na dzień, kiedy jej nie było.

Dziecko to wyrzeczenie.  

Posiadanie dziecka jest wyrzeczeniem. Irytuje kościelna retoryka, gdzie mówienie o tym otwarcie, jest traktowane jako atak na rodzinę. W końcu dziecko to dar i błogosławieństwo. Wszystko jest czarne albo białe. Nie cofnąłbym czasu. Chyba jedynie po to, by być z córką więcej, niż bywam. Ale twierdzenie, że dziecko nie wiążę się ze stratą to kłamstwo. Nie wierzę tym wszystkim mamom, które mówią, że jest idealnie, a one nigdy nie tęsknią do życia przed dzieckiem.

Może podskórnie tęsknią, ale racjonalizują to. Tłumaczą sobie, że muszą się poświęcić.     

I zostawiają całe swoje życie dla dziecka, a kiedy to dziecko dorasta i wychodzi z domu – wielka pustka. Nie chodzi o aspekt finansowy, choć to też istotne, ale o poczucie, że zainwestowało się w coś całe życie, a to coś mi powiedziało „nie jesteś potrzebna, mamo”. A cytując jednego z bohaterów mojej książki, tak naprawdę o to chodzi, żeby stać się niepotrzebnym.

I jest frustracja.

Realizowanie siebie jest ważne, także dla dziecka. Te dzieci są najszczęśliwsze, które widzą w domu szczęśliwych, spełnionych rodziców. Takich, którzy są zmęczeni po pracy, ale mają ogólną życiową satysfakcję. Fajnie się do siebie wzajemnie odnoszą. Ważne jest pozwolenie dzieciom na autonomię, która będzie się powiększać, aż do momentu, kiedy rodzic stanie się w ogóle niepotrzebny. Przy czym ważny jest zdrowy rozsądek, w trosce o siebie, nie można zapomnieć o dziecku. Balans.

Można przegiąć w zachwycie nad dzieckiem? Jak się zachwycać mądrze?

Jacek Santorski podkreśla, że zachwyt powinien być adekwatny. Nie chciałbym uwięzić mojej córki w poczuciu, że za wszystko, co robi, musi być chwalona. A jednocześnie, kiedy się zachwycam, jestem w tym szczery. Dla rodzica jego dziecko jest „naj” – najpiękniejsze, najmądrzejsze. Szkoła pełni rolę urealniającą. Lepiej działa podkreślanie wysiłku, a nie efektu.

Pragnienie bycia najlepszym ojcem jest złe? Gdzie jest granica pomiędzy dobrym tatą a fajnym kumplem?

Dziecko na etapie dorastania, to nie partner ani przyjaciel. Dziecko oczekuje, że będę szedł obok, a czasem krok przed nim. Potrzebuje asekuracji. Kiedy zwierzasz się dziecku z obaw, ono traci poczucie bezpieczeństwa. Nie jest w stanie tego udźwignąć, czuje się gorzej. Nie mam prawa obciążać dziecka swoją dorosłością, kiedy ono jeszcze nie jest dorosłe. Dorastanie to droga od totalnej zależności do pełnej autonomii. Źle, kiedy dziecko w wieku 12 lat ma taką autonomię, jak dorosły.

Skąd jest w nas bycie ojcem/matką na pokaz?

Może z deficytu poczucia własnej wartości, kiedy to poczucie jest uzależnione od opinii innych. Jak ostatniej deski ratunku szukamy przestrzeni, w której będziemy mogli powiedzieć: „jestem w tym dobry, najlepszy”. W rodzicielstwie, choć jest trudne, łatwo manifestować, że jest super. W Kościele też uprawiamy maraton hipokryzji. Rodzicielstwo jest super, kobiety są błogosławione, ale nie słyszę zaciekłych apeli o regulacje prawne, które ułatwią im powrót na rynek pracy, albo sugestii, że mężczyzna powinien w domu być i więcej, i lepiej.

Kiedy zrozumiałeś, że chcesz wyjść z tej szufladki bycia „fajnym tatą”?

Kiedy uświadomiłem sobie, że chcę być idealnym tatą ze względów wizerunkowych: nie dlatego, żeby mieć relację z dzieckiem, ale żeby inni widzieli, jaki jestem. Wtedy powiedziałem sobie: „pieprzyć to, córkę kocham bardziej niż świat”. Nie wrzucam na Instagram zdjęć z piaskownicy, bo wolę wtedy schować telefon. I wciąż próbuję złapać balans pomiędzy ojcostwem totalnym a ojcostwem, gdzie jest przestrzeń na siebie.

*Konrad Kruczkowski – reportażysta, autor nagradzanego bloga haloziemia.pl (Blog Roku 2013, Blog Blogerów, dwukrotnie Blog Forum Gdańsk Award). Laureat Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej (za reportaż Jesteśmy głusi). Ambasador i przyjaciel Stowarzyszenia WIOSNA.

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
dzieciojcostwotata
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail