Aleteia

Jola Szymańska: Jestem nie tylko katoliczką

fot. Marek Straszewski
Udostępnij
Komentuj

Mam wielkie pragnienie bycia kobietą. Blondynką. Narzeczoną. Czymkolwiek, co może mnie określać w oderwaniu od wyznawanej wiary.

Często o tym nie wspominam, ale czas najwyższy. Pewne fakty w życiu warto przemilczeć (a ja milczeć lubię), ale w czasach seksualnych coming outów na YouTube i relacjonowania na Instagramie zakupu buraków, chyba mogę sobie pozwolić na odrobinę szczerości.

Otóż mimo bycia katoliczką, mam wielkie pragnienie bycia nie tylko nią, ale też człowiekiem. Kobietą. Blondynką. Narzeczoną. Czymkolwiek, co może mnie określać w oderwaniu od wyznawanej wiary.

Smutny paradoks

To smutny paradoks, bo mówienie o wierze jest ważne, potrzebne i uwalniające. Ale określone pojmowanie wiary nie może stać się ucieczką od życia, pasji i powołania.

Wierzę w chrześcijaństwo tak, jak w słońce: nie tylko dlatego, że je widzę, lecz także dzięki temu, że widzę wszystko pozostałe –  C.S. Lewis.

Znajomy zacytował ostatnio na Facebooku te słowa autora Opowieści z Narnii. Nie wiem, czy C.S. Lewis to właśnie miał na myśli, ale mi przypominają one o tym, że wiara w Jezusa to nie wiara w wiarę ani nawet w chrześcijaństwo czy Kościół, ale wiara w to, że ktoś za mnie umarł. I zmartwychwstał.

Mimo to w kółko daję się wkręcać w system bardzo dziwnych oczekiwań. Helena Łygas w naTemat.pl pisała ostatnio o kobiecej ramówce w telewizji, która kończy się na poradach dotyczących sprzątania, gotowania i urody. Według polskich mediów to właśnie są „kobiece” tematy. Ja jako katoliczka, mam jeszcze inny orzech do zgryzienia – co mogę powiedzieć szczerze, a co lepiej przemilczeć, żeby nie być odsądzoną od czci i wiary?

 

Mogę

Prawda jest w Kościele. Wierzę w to i kocham to miejsce, ale mogę być zmęczona gadaniem o tradycji, zaproszeniami na czcigodne spotkania i pobożne debaty. Mogę woleć porozmawiać o książkach, pożartować albo posłuchać Meli Koteluk. I nie będę przez to gorszym katolikiem.

Powołaniem większości z nas nie jest magisterium z filozofii ani niesienie kaganka teologicznej oświaty. Zamiast tego warto poznać siebie, swoje emocje i pragnienia, zaakceptować je i zacząć o siebie dbać. Mi tylko w tej kolejności udaje się otwierać na prawdziwą miłość i kochać innych ludzi. Dzięki temu wiem, że zdecydowanie jestem nie tylko „katoliczką”.

Co więcej, nie muszę być tylko nią. Każda i każdy z nas jest kimś znacznie więcej niż odpowiedzią na zbiór wzajemnych oczekiwań.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail