Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Miej odwagę powiedzieć, że nie rozumiesz [komentarz do Ewangelii]

Udostępnij

Tomasz mówi szczerze: Panie, wiesz, tak naprawdę to nie mamy pojęcia, o czym Ty do nas mówisz. Nie, nie wiemy, gdzie idziesz. Jak mamy znać drogę? I to jest świetne.

Uwielbiam szczerość Tomasza. Jezus mówi uczniom o życiu wiecznym, o Niebie, że idzie do domu Ojca przygotować im miejsce i chce, żeby oni byli z nim. W końcu z pewnością stwierdza: „Znacie drogę dokąd Ja idę”. Wszyscy milczą, udając: No pewnie, jasne, że znamy. Nie, no znamy, znamy. Może nawet potakiwali grzecznie głowami. A tu nagle Tomasz mówi szczerze: Panie, wiesz, tak naprawdę to nie mamy pojęcia, o czym Ty do nas mówisz. Nie, nie wiemy, gdzie idziesz. Jak mamy znać drogę? I to jest świetne.

Udawać czy być szczerym?

Dobrze, że jest tam Tomasz, który miał odwagę powiedzieć, że nie rozumie, nie wie. W ogóle on ma swoistą rolę we wspólnocie Apostołów, misję szczerości, czasem trudnej szczerości. On mówi wprost, kiedy mówią mu o tym, że Jezus zmartwychwstał: Jak nie zobaczę, nie dotknę, to nie uwierzę. Nie udaje, że wierzy, że cieszy się tym, co mu opowiadają. Nie. Mówi otwarcie: Nie wierzę wam. A teraz mówi otwarcie Jezusowi: Nie wiem o czym Ty do nas mówisz, nie rozumiem Cię. Jezus zaczyna mu tłumaczyć, mówić o Ojcu, którego już znają i zobaczyli. Ale szczerość Tomasza ośmieliła Filipa, który nagle mówi: „Panie pokaż nam Ojca”, czyli dał jasno Jezusowi do zrozumienia: Nie, Ojca też nie znamy i nie zobaczyliśmy. W ogóle się rozmijamy z tym, co mówisz. Już nie milczał, nie przytakiwał Jezusowi. On także zdobył się na szczerość.

Myślę, że my także w naszym przeżywaniu wiary stajemy wobec dylematu: udawać czy być szczerym. No nie oszukujmy się, przecież my też nie zawsze rozumiemy. Ja bym nawet zaryzykował stwierdzenie, że tak naprawdę to mało rozumiemy, bardzo mało. Częściej nam się tylko wydaje, że wiemy. I nie chodzi mi tylko o prawdy wiary.

Pytania bez odpowiedzi

Jest wiele pytań, które dotykają życia. Piszę ten tekst w czasie, w którym prowadzę rekolekcje ewangelizacyjne w pewnej parafii. Pierwszego dnia zaprosiliśmy ludzi do tego, żeby napisali pytanie, które chcieliby zadać Bogu. Nazajutrz modliliśmy się tymi pytaniami razem z nimi. To były bardzo poważne pytania. Czemu moja córka choruje, skoro jesteś miłością? Czemu zostałam odrzucona przez rodziców? Czy mój mąż przestanie pić? Czemu w mojej rodzinie jest tyle cierpienia? Jaki sens ma moje życie? To tylko kilka przykładów.

I co możemy zrobić wobec takich pytań? Udzielić jakiejś taniej odpowiedzi? Kiedy ja sam nie wiem. Wielokrotnie nie wiem. Wielokrotnie nie rozumiem Boga, Jego działania, Jego woli. Tak, we mnie samym rodzą się pytania, wątpliwości. I nie chcę udawać pewniaka tylko dlatego, że jestem księdzem.

Wiara to nie udawanie

Miej odwagę modlić się do Niego mówiąc, że nie rozumiesz, że tak naprawdę to nie znasz Ojca, który jest miłością, nie widzisz Go w swoim życiu. Już nie mówię, żebyś potraktował Boga poważnie. Potraktuj chociaż siebie poważnie. Nie wiesz, to nie wiesz. Nie rozumiesz, to nie rozumiesz. Masz prawo. Trudne jest Ci wierzyć w Jego miłość, to nie udawaj, że jesteś przekonany. Po co udawać? Wiara to nie udawanie.

Wiara nie ucieka od pytań, od wątpliwości, od niewiary. Ona prędzej czy później musi się z tym skonfrontować jeśli ma być wiarą, która ma coś do czynienia z prawdziwym życiem, a nie być czymś oderwanym od niego. Bo życie człowieka jest poważne i niesie poważne pytania, poważne problemy, wyzwania. Z tej konfrontacji wcale nie musimy wychodzić z odpowiedziami.

Bądź Tomaszem

Może tak być, i chyba jest tak dosyć często, że ostatecznie trzeba przyznać: Nie wiem, nie rozumiem, ale staram się być w relacji do Boga, bo wiara to przede wszystkim relacja do Niego, a nie rozumienie Go. Jezus ciągle określa tych, których powołał, żeby Mu towarzyszyli mianem uczniów. Uczniowie pozostawali w relacji do Jezusa chociaż bardzo często, a raczej najczęściej Go nie rozumieli. Nie rób ze swojej wiary czegoś na wzór lekcji matematyki, podczas której nauczyciel rozpisał równanie funkcji trygonometrycznej na tablicy i pyta się klasy, czy wszystko jest zrozumiałe, na co uczniowie kiwają głowami, że tak, bo jakoś tak głupio powiedzieć, że dla nich to kosmos. Nie o takie bycie uczniem chodzi.

Uczeń to jest ten, który ciągle jeszcze czegoś nie wie, ciągle musi się uczyć, ma pytania, nie ma wszystkich odpowiedzi. Jezus mówi, że wierzący w Niego są uczniami. Nie ekspertami, ale uczniami. Tomasz dzisiaj powiedział: tak, jestem uczniem, który nie rozumie, przepraszam, ale nie wchodzi mi ta nauka do głowy. I Jezus nie skreślił go za to z listy uczniów. Uczył go dalej akceptując to, że nie rozumie. Pozwól sobie być Tomaszem.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail