Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Znasz tego kompozytora, ale pewnie nie wiesz, że był „rudym księdzem”

Udostępnij

Wystarczy wymienić jeden tytuł zbioru czterech koncertów, by wszyscy wiedzieli o kogo chodzi. Ale potrzymam Cię jeszcze w niepewności. Kim był „rudy ksiądz”?

Urodził się w 1678 roku w Wenecji, jako pierwsze z sześciorga dzieci (kiedyś to mieli rozmach, prawda?) instrumentalisty (grał na skrzypcach, choć z zawodu był fryzjerem) i krawcowej. Jako bardzo chorowite dziecko dwukrotnie otrzymał chrzest – pierwszy raz ochrzciła go akuszerka, która nie była pewna czy chłopiec przeżyje. Drugi raz chrzczono go już w kościele – fakt ten odkryto dopiero w 1962 roku.

Jako najstarszy chłopiec z niezamożnej rodziny został posłany do seminarium, gdyż w tych czasach był to bodaj jedyny sposób, by zapewnić potomkowi wykształcenie i środki do życia. W wieku 15 lat przyjął tonsurę, czyli fryzurę obejmującą wygolenie „krążka” na czubku głowy – ówczesny znak przynależności do duchowieństwa (stąd dziś wzięła się tradycja noszenia piuski, która w tamtych czasach przykrywała ów ostrzyżony „placek” na głowie). W 1703 roku otrzymał święcenia.

Zbyt dużo mszy jednak nie naodprawiał. Oficjalnie z powodu bólów w klatce piersiowej, które były spowodowane prawdopodobnie astmą, na którą cierpiał od urodzenia. W jednym z listów tak pisał o swojej chorobie: „Z tego powodu niemal stale przebywam w domu i wyruszam jedynie płynąc w gondoli lub jadąc karetą”. Jest jeszcze inne wytłumaczenie, o wiele ciekawsze.

Otóż młodemu księdzu miało się zdarzać opuszczać mszę w trakcie jej trwania, wybiegać do zakrystii, by zapisywać kilka nut melodii, które przyszły mu akurat w tej chwili do głowy, a potem wracać jak gdyby nigdy nic przed ołtarz. Ktoś miał muzycznego rudzielca podkablować inkwizytorom weneckim, którzy stwierdzili, że to jakiś rodzaj szaleństwa i zalecili mu zaprzestanie odprawiania mszy.

Tuż po święceniach otrzymał jednak propozycję pracy w Ospedale della Pietà – klasztorze, sierocińcu i szkole muzycznej w jednym. Było to schronienie dla nieślubnych i porzuconych dzieci zamożnych mieszkańców Wenecji, słynące z bardzo wysokiego poziomu wykształcenia muzycznego. Il Prete Rosso (wł. rudy ksiądz), jak nazywali go wierni, pracował tam niemal do końca swych dni.

To właśnie opracowane w sierocińcu utwory przyniosły rozgłos weneckiemu księdzu. W 1711 roku zabłysnął cyklem koncertów znanych jako „L’Estro Armonico”, a dwa lata później napisał swoją pierwszą operę „Ottone in villa”.

I tu zbliżamy się do punktu, gdzie nie sposób nie wspomnieć o jego najsłynniejszym dziele. Jego tytuł wszystko Wam wyjaśni… W 1727 roku opublikował jego najsłynniejszy zbiór „Le Quattro Stagioni”, czyli „Cztery pory roku”. Tak, Antonio Vivaldi był księdzem!

Oczywiście, do dzisiaj trwają spory, na ile zaangażowanym i wierzącym księdzem był, skoro już niemal po roku zaprzestał sprawowania mszy. Szczególnie, że od pewnego czasu mieszkał i podróżował wraz z dwoma kobietami – Anną Tessieri Girò, która była śpiewaczką, uczennicą Vivaldiego i jego przyjaciółką oraz siostrą Anny, Paoliną, która w późniejszym okresie była pielęgniarką chorowitego Antonia. Nie ma jednak żadnych dowodów, które wskazywałyby na to, że Antonia i Annę łączyło coś poza przyjaźnią i współpracą muzyczną.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail