Aleteia

Co sposób zaręczyn mówi o przyszłym małżeństwie?

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

„Kiedy patrzysz w oczy tych, którzy wychowali twoją ukochaną i prosisz o jej rękę, to wiesz, że nie ma tu miejsca na gwiazdorzenie” – mówią Katarzyna i Krzysztof Jankowscy.

Marlena Bessman-Paliwoda: Jak dziś wyglądają oświadczyny, a jak wyglądały dawniej? Widzicie różnice, podobieństwa?

Katarzyna Jankowska*: Kiedyś, nasi dziadkowie inaczej się poznawali i zaręczali. Ludzie młodzi i starsi np. na wioskach pomagali sobie w trakcie żniw, a w sobotę wieczorem i niedzielę, znajdowali czas na organizowanie życia na wesoło: teatr, tańce, śpiewy. Poznawali się, widzieli swoje predyspozycje, takie jak zaradność, pracowitość, szlachetność, uczciwość, dobro.

Dla naszej babci ważne było dodatkowo to, jak dziadek szanuje ją i jej koleżanki i to, czy dotrzymuje słowa. Przypatrywali się sobie na potańcówkach i niekoniecznie, co mnie zdziwiło, towarzyszyły im uczucia. Te pojawiały się później. Kiedy się spotkali, dziadek powiedział babci, że mu się podoba i zapytał, czy on się podoba jej.

Potem była już męska decyzja w działaniu, by ktoś nie był pierwszy. Młodzi ustalali ten czas na tzw. zmówiny. Młody przyjeżdżał do młodej z rodzicami i prosił o rękę ich córki. Wręczał pierścionek i kwiaty, czasem tylko kwiaty. Gdy młoda i jej rodzice przyjęli oświadczyny, ustalali miejsce zamieszkania i posagi. Po wszystkim pan młody jechał do księdza, by jak najszybciej ustalić termin ślubu i dać na zapowiedzi. W niedługim czasie zawierali sakrament małżeństwa. Słowo raz dane było nie do zmiany. Osoba zaręczona zajmowała się już przygotowaniem do zaślubin.

Czytaj także: Zaliczka za zaręczyny?

Krzysztof Jankowski*: Dziś oświadczyny sprowadza się raczej do pewnej ekstrawagancji i podkreślenia swojej oryginalności. Stąd pytania o wartość pierścionka i miejsce, gdzie się odbyły (na szczycie góry, pod wodą, na pustyni czy może na scenie podczas koncertu?). Stanięcie wobec rodziców jest rzadkością.

Mieszkanie ze sobą przed ślubem nierzadko odbiera zaręczynom ich głębszy wymiar. Zaręczyny rozpoczynały okres narzeczeństwa, a zatem były poważnym krokiem w stronę małżeństwa. Dziś przywileje małżeńskie (współżycie i zamieszkiwanie) stają się udziałem ludzi niedojrzałych, często bardzo młodych, przez co wartość sakramentu małżeństwa w ich świadomości zostaje zatracona. To z kolei deprecjonuje wartość narzeczeństwa jako takiego.

Co warto pielęgnować w oświadczynach i dlaczego? Co jest według Was ważne?

Katarzyna: Ważne, by oświadczyny nie były przyzwoleniem dla młodych na życie razem. Okres narzeczeństwa nie jest sakramentem, tylko przygotowywaniem się do niego: uczenie się stawiania sobie wymagań, stawanie się dla siebie darem i troska o wzajemne oddanie, czystość, szacunek. Życie w czystości umożliwia młodym rozwój osobowy i duchowy. Daje spokój i zaufanie, a rodzice otrzymują sygnał, że ich dzieci są dojrzałe i odpowiedzialne.

Krzysztof: Co jest ważne? Najpierw wyraźne określenie kierunku, w jakim obydwoje zmierzamy. To uwalnia i przynosi wewnętrzny pokój. Bardzo ważnym krokiem jest wola mężczyzny, który oświadcza się kobiecie. Już na tym etapie bierze na siebie odpowiedzialność za budowanie związku.

Kolejny krok to podzielenie się swymi planami z rodziną i najbliższymi. I naprawdę ważna chwila to prośba o rękę ukochanej.

Dlaczego ten moment jest ważny i co na samym wstępie mówi nam o przyszłym małżeństwie?

Katarzyna: Dla mnie, jako kobiety, przede wszystkim był to konkretny krok w przyszłość. Tęsknota za własnym ciepłem rodzinnym i wyobrażenia o biegających wokół nas dzieciach przybliżyły się. Zaręczyny dodały mi skrzydeł i zaczęłam poważnie dojrzewać do małżeństwa.

Ważne, by młodzi nie budowali oddzielnie własnych wyobrażeń. Nie można tak bez końca czekać, aż ktoś dojrzeje, bo to może zrodzić frustrację, powątpiewania, z czasem zranienia. Gdy mężczyzna nie ukrywa i nie wstydzi się swych zamiarów, składa uroczyście deklarację kobiecie, świadczy to o jego odpowiedzialności i dojrzałości, a kobieta czuje się kimś wyjątkowym przy nim. Każda relacja dojrzewa do takiego momentu, w którym potrzebny jest krok w przód i są to zaręczyny lub krok w tył, kiedy coś trzeba po prostu zakończyć, by nie budować złudzeń.

Krzysztof: Zaręczyny zamykają niewątpliwie jeden rozdział w związku dwojga i otwierają nowy. Ta etapowość jest ważna, porządkuje relację. Czym innym jest „chodzenie ze sobą” czy bycie dla siebie „chłopakiem i dziewczyną”, a czymś zupełnie innym jest zadeklarowanie, że obydwoje zmierzamy do zawarcia sakramentu małżeństwa. Formuła tzw. „chodzenia ze sobą” bez wyraźnego celu z upływem czasu wyczerpuje się i bez postawienia kolejnego kroku zostaje zawieszona w próżni.

Dziś młodzi mają problem z wyborami na całe życie. Postawa tymczasowości czyni związek niepewnym, a tam, gdzie nie jesteśmy na 100% nie ma mowy o darze z siebie.

Z Waszej praktyki pracy w poradni rodzinnej, czy dostrzegacie modę na określone oświadczyny?

Katarzyna: Cieszę się, że są wciąż tacy narzeczeni-perełki, którzy do zaręczyn podchodzą jak do preludium małżeństwa. Wybierają sposób tradycyjnych oświadczyn, spotykają się w gronie rodzinnym i czują odpowiedzialność za swoje słowa i decyzje. Pragną narzeczeństwa i małżeństwa z wyższej półki, czyli inwestują w solidne przygotowanie się do sakramentu.

Krzysztof: Same oczekiwanie na wejście w związek małżeński jest też niejednokrotnie sprowadzone do dogrania terminów, zamówienia sali, organizacji wesela. Głębsze pytania: np. na jakim fundamencie będziecie budować związek, czym jest miłość wypowiadana w przysiędze małżeńskiej, bywają niezręcznością. Zauważalne jest spłycenie wagi małżeństwa, a także powierzchowne podejście do narzeczeństwa.

Jaki styl oświadczania się polecacie młodym i dlaczego? Na co warto zwrócić uwagę, o co zadbać już wcześniej?

Katarzyna: Przed oświadczynami warto zadawać sobie i Panu Bogu pytanie o osobę. Czy razem czy osobno? O oświadczynach niech decyduje mężczyzna. On tak właśnie wystawia sobie świadectwo dojrzałości. Jako przyszła głowa rodziny musi stanąć przed powagą wyboru i zmierzyć się z sobą samym. Kobieta również widzi, że ten związek traktowany jest poważnie.

Jak wyglądały Wasze zaręczyny? Co pamiętacie do dziś?

Katarzyna: Od rana w domu moim trwały przygotowania na przyjazd ukochanego z rodzicami. Czekałam z radością i z podekscytowaniem patrzyłam na zegarek. Nasi rodzice mieli się poznać i wejść w pierwszy etap ich znajomości. Jednocześnie byli zaproszeni jako świadkowie wyboru naszej wspólnej drogi życia. Oboje bardzo potrzebowaliśmy ich akceptacji, błogosławieństwa i modlitwy. Gdyby mieli jakieś obiekcje również była okazja ku temu, aby je wyrazić. O postawę Krzysia w trakcie zaręczyn byłam spokojna, bo oboje nie lubimy filmowego i reżyserowanego romantyzmu, ale rzeczywistość i autentyczność płynącą z serca. Nie chodzi o to, by w zaręczynach na siłę mówić wierszem, pokazać się od wyidealizowanej strony i udawać kogoś, kim się nie jest.

Krzyś konkretnie zapytał moich rodziców o rękę ich córki, przedstawił obojgu rodzicom to, jakie mamy zamiary wobec siebie, jaką wartość stanowię dla niego, dlaczego darzy mnie głębokim szacunkiem. Po raz pierwszy przy rodzinie wypowiedzieliśmy słowa: „kocham Cię”, potem było nałożenie pierścionka na rękę, które wzruszyło nas głęboko. Mi zwyczajnie popłynęły łzy, które przysłaniałam kwiatami. Rodzice również podobnie zareagowali.

Krzysztof: To był piękny dzień. Czułem duże wzruszenie. Kiedy patrzysz w oczy tych, którzy wychowali twoją ukochaną i prosisz o jej rękę, to wiesz, że nie ma tu miejsca na „gwiazdorzenie”. Przygotowywałem się do tego wydarzenia, układałem sobie słowa, które miałem wypowiedzieć zarówno przed rodzicami Kasi jak i moimi. Pamiętam, że wersję zmieniałem kilka razy. Chciałem, by moje słowa choć w niewielkim stopniu wyraziły moją radość i uczucia wobec Kasi. Wewnętrznego spokoju dodawał mi jej uśmiech i ciepłe spojrzenie. Takich rzeczy się nie zapomina.

Zaręczyny to na pewno wyjątkowe wspomnienie dla każdego małżeństwa. Wszystkim planującym oświadczyny życzymy odwagi, ale też śmiałości, by iść w głębię tego czasu, by nie bać się pokazać innym, że dla Was wejście w narzeczeństwo to preludium małżeństwa szczęśliwego, trwałego i świętego.

 

*Katarzyna i Krzysztof Jankowscy, małżonkowie z 15-letnim stażem, rodzice 4 synów. Od wielu lat  związani z Duszpasterstwem Rodzin Diecezji Łomżyńskiej (Poradnia, Studium Życia Rodzinnego, Obrona życia). Duchowo formują się w Domowym Kościele. Oboje pracują zawodowo, Kasia jest ekonomistą, Krzysztof teologiem.

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
narzeczeństwozaręczyny
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail