Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Ślub unplugged? To coraz popularniejsze!

Shutterstock
Udostępnij

Czy nowa moda przywróci dawny czar i dobre maniery podczas sakramentu ślubu?

Z pewnością są wśród czytelników Aletei osoby, które pamiętają rodzinne uroczystości, na których jedyną osobą robiącą zdjęcia był zamówiony fotograf albo jakiś wujek. Dzisiaj – aparat ma każdy w swoim smartfonie. I niestety, zaczyna to mieć coraz większy, niekoniecznie dobry wpływ na przeżywanie uroczystości, sam jej przebieg, a nawet nasze wspomnienia.

Coraz częściej goście weselni w anglojęzycznych krajach otrzymują zaproszenia na ślub i wesele opatrzone słowem unplugged. Znamy je z koncertów popularnie nazywanych bez prądu – a więc granych bez użycia mocno nagłośnionych i elektronicznych instrumentów po to, by pobyć w artystycznej atmosferze bardziej uroczyście, kameralnie, bliżej siebie, trochę magicznie. W Polsce narzeczeni po prostu proszą swoich gości, by nie zabierali ze sobą komórek do kościoła. Bo o to właśnie w tym trendzie chodzi.

 

Po pierwsze: modlitwa

To właśnie po to spotykamy się w kościele, a nie w studiu fotograficznym czy leśnym krajobrazie. Wielbimy Boga i dziękujemy Mu za miłość. Prosimy o Ducha Świętego dla nowożeńców. Robienie zdjęć telefonem zaburza bycie tu i teraz w tej duchowej sytuacji.

Zauważasz, kiedy robisz zdjęcie? Kiedy czujesz naprawdę silne emocje – zachwyt sukienką panny młodej albo kiedy państwo młodzi mówią przysięgę – wzruszenie chwyta Cię za serce, a Ty zamiast przeżyć to, patrzysz na tych dwoje ludzi na ekranie smartfona. Więź między tobą a nimi jest w tym momencie osłabiona obecnością elektronicznego intruza.

Gdy telefon zostaje w domu, aucie lub jest wyłączony (nie wyciszony czy w trybie samolotowym – WYŁĄCZONY) nie ma pokusy, by oderwać się od tej wspaniałej przecież rzeczywistości.

No i można będzie potem wspominać, jak to było naprawdę, a nie jak to się robiło foty…

 

Po drugie: wspólnota

W zaślubinach zwykle uczestniczy wiele osób – rodzina, znajomi, współpracownicy, grupa kościelna. Jesteście tam nieprzypadkowo i łączy was w momencie tej uroczystości pewna więź duchowa. Gdy słuchacie Ewangelii, wyznajecie wiarę, słuchacie przysięgi narzeczonych, potrzebne jest skupienie. Gdy ktoś podnosi ponad głowy wszystkich telefon, niestety, sacrum słabnie.

Poza tym, to że nie jesteś sam oznacza, że twoje fotografowanie może w kimś wywołać niezadowolenie, które wytrąci go z modlitwy. Nierzadko tą osobą może być sam ksiądz, dla którego też nie lada wyzwaniem jest w skupieniu powiedzieć kazanie, gdy nie jest słuchany. Może warto w imię braterskiej miłości zrezygnować ze swojej drobnej przyjemności na rzecz czyjegoś spokojnego trwania na liturgii.

 

Po trzecie: fotograf jest w pracy!

I to też jest ważny powód, dla którego lepiej zostawić telefon w torebce. Narzeczeni zazwyczaj zatrudniają profesjonalnego fotografa, który ma za zadanie udokumentować to wydarzenie. Coraz częściej jednak fotografowie mają problem z wykonywaniem swojej pracy, bo klienci (a więc Twoi znajomi, siostra i jej narzeczony, Twoje dzieci itd…) oczekują pięknych portretów gości, a tu nagle na prawie każdym ujęciu widać ludzi ze smartfonami w miejscu twarzy… Można by powiedzieć, cóż, takie czasy, ale może jednak lepiej po prostu nie używać telefonu w tym momencie?

Warto wiedzieć, że często państwo młodzi proszą o uwiecznienie konkretnych sytuacji – składania przysięgi, pocałunku, znaku pokoju. Bywa, że fotograf nie jest w stanie zrobić dobrego zdjęcia, bo na drodze stają mu… goście i ich komórki! Nie bądź jednym z nich. Pomóż fotografowi i zostaw telefon w kieszeni.

 

Po czwarte: tylko bądź

Ok, na śluby przychodzą też osoby, które ostatnio w kościele były na swoim chrzcie, komunii albo nigdy. I zwyczajnie nie wiedzą, o co tu chodzi. Może pojawić się zakłopotanie i pokusa, by zająć się robieniem zdjęć, żeby zatrzeć ślady swojego poczucia niedopasowania. Jeśli jesteś jedną z takich osób, podpowiem – nie musisz nic robić. Po prostu bądź obecny.

Mam nadzieję, że przekonałam Was do tego, że to, co najpiękniejsze, najważniejsze i najlepsze, co możecie dać parze młodej w dniu ich ślubu, to Wasza obecność, szczere przeżywanie oraz że najcenniejsze pamiątki zostaną nie na karcie pamięci telefonu, ale w Waszych sercach. A o fotograficzny dokument z tego dnia zadba specjalista.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail