Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak jeden reportaż diametralnie zmienił życie gwiazdy telewizji

Udostępnij

Teraz, kiedy oglądam program „Inside the NBA” i widzę Erniego Johnsona, uśmiecham się nie tylko z powodu jego żartów z O’Nealem czy Barkley’em, ale przede wszystkim dlatego, że ten człowiek przywraca mi wiarę w ludzi.

Choć nie jestem wielkim fanem koszykówki, to okazjonalnie zdarza mi się oglądać programy poświęcone tej dyscyplinie sportu. Najczęściej jest to „Inside the NBA”, w którym – poza omówieniem najważniejszych wydarzeń koszykarskich – nie brakuje też solidnej dawki humoru. Zresztą inaczej być nie może, gdy w roli ekspertów występują Shaquille O’Neal czy też Charles Barkley. Obaj potężnie zbudowani byli koszykarze mają zdanie na każdy temat, lubią się ze sobą droczyć i rywalizują właściwie na każdym kroku.

 

 

Od wielu lat to „koszykarskie show” uchodzi za wzorowe. Duża w tym zasługa głównego gospodarza programu Erniego Johnsona, który potrafi zapanować nad niesfornymi gwiazdami koszykówki, dając im zarówno przestrzeń do luźnych żartów, jak i mobilizując do analitycznej oceny boiskowych wydarzeń. To o nim będzie ta historia.

 

Ernie Johnson miłość ma jak w banku

Swoją przygodę z telewizją Ernie Johnson rozpoczął tuż po ukończeniu studiów. Dzięki talentowi i swojej wysokiej etyce pracy już w młodym wieku zaczął pokonywać kolejne szczeble kariery. Wtedy też w jego życiu zaczęły pojawiać się pierwsze pieniądze, które zamiast lekkomyślnie wydawać, starannie oszczędzał zanosząc je systematycznie do banku. Za każdym razem młody Ernie kierował swoje kroki do punktu, w którym pracowała Cheryl. Pewnego dnia Ernie zdobył się na odwagę i zaprosił ją na randkę. Potem wydarzenia potoczyły się już dość dynamicznie i para stanęła na ślubnym kobiercu.

 

 

Ernie Johnson bardzo szybko zrealizował swoje życiowe marzenia: zaczął pracować jako prezenter sportowy, a do tego miał wspaniałą żonę i dwoje małych dzieci (syna i córkę).

Telewizja zmienia życie

Harmonijne życie młodego małżeństwa „zakłócił” jednak obejrzany reportaż o rumuńskich sierotach z początku lat 90. Głównie ze względu na determinację Cheryl podjęli decyzję o adopcji dziecka z Rumunii. Młoda Amerykanka wybrała się więc do dalekiego kraju z południowo-wschodniej części Europy, żeby dopełnić formalności związanych z adopcją. Gdy na miejscu zobaczyła, jak wiele dzieci jest niechcianych i porzuconych, jej smutek przemienił się w rozpacz. Najbardziej wewnętrzną bezsilność poczuła, gdy zobaczyła trzyletniego autystycznego chłopca ze zdeformowanym ciałem.

Miał wszystko, czego z początku nie byliśmy w stanie zaakceptować. Ale nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak mogłabym dalej żyć, nie wiedząc, co się stało z tym chłopcem”, wspomina po latach Cheryl Johnson.

Zapadła więc decyzja, aby zaadoptować niepełnosprawnego Michaela (jak później nazwano chłopca). Stało się tak pomimo ostrzeżeń, że chłopiec może nigdy nie chodzić ani nie mówić. Cheryl i Ernie postanowili, że pomimo tego Michael zostanie częścią ich rodziny.

Po roku rodzina dostała od losu miłą niespodziankę – Michael nauczył się chodzić (a po latach zaczął też mówić). Został także w pełni zaakceptowany przez pozostałych członków rodziny. Dlatego dość szybko Cheryl i Ernie Johnsonowie podjęli decyzję o kolejnej adopcji – tym razem dziewczynki z Paragwaju. Dziś małżeństwo ma sześcioro dzieci: dwoje własnych oraz czworo adoptowanych.

 

 

 

Bądź wdzięczny za to, co masz

Po latach zdrowie Michaela bardzo się pogorszyło – w wyniku różnych chorób (m.in. zaniku mięśni) obecnie wymaga stałej opieki i ciągłego podłączenia pod różnego typu urządzenia medyczne. Cheryl i Ernie Johnsonowie jednak nie żałują podjętej przed laty decyzji o adopcji. Wręcz przeciwnie – czują wielką wdzięczność za swoje życie i ich dzieci.

Z historii Johnsonów ważna dla mnie jest przede wszystkim jedna życiowa lekcja: „Bądź wdzięczny za to, co masz i zastanów się, jak możesz pomóc innym”. Teraz, gdy oglądając „Inside the NBA” widzę Erniego Johnsona, uśmiecham się nie tylko z powodu jego żartów z O’Nealem czy Barkley’em, ale przede wszystkim dlatego, że przywraca mi wiarę w ludzi.

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail