Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
środa 04/08/2021 |
Św. Jana Marii Vianneya
home iconKultura
line break icon

Patron od trudnych wyzwań. Film o św. Maksymilianie w Cannes

Kadr z filmu "Dwie Korony", fot. Materiały Prasowe

Joanna Operacz - 24.05.17

Polski franciszkanin, którego cały dobytek stanowiły habit, okulary i maszyna do pisania, w miejscu, które jest synoninem światowego blichtru?

Św. Maksymilian wydawał lajfstajlowe pisma, kreował gusta i przyciągał do siebie setki ludzi, którzy razem z nim chcieli podbijać świat dla Boga i Maryi. Dzisiaj potrzebujemy takiego patrona, żebyśmy nie bali się podejmować trudnych wyzwań na chwałę Bożą – mówi Michał Kondrat, reżyser fabularno-dokumentalnego filmu o o. Maksymilianie Marii Kolbem „Dwie korony”. Obraz miał premierę 22 maja podczas targów towarzyszących 70. Międzynarodowemu Festiwalowi Filmowemu w Cannes. Do polskich kin trafi w październiku. W filmie grają znani polscy aktorzy, m.in. Adam Woronowicz, Cezary Pazura i Artur Barciś.

Joanna Operacz: Jak się udał pokaz w Cannes?

Michał Kondrat: Sądząc po reakcji publiczności – bardzo dobrze. Dystrybutorzy z różnych krajów chwalili „Dwie korony” i zapewniali, że są zainteresowani kooperacją. Teraz piłka jest po stronie Telewizji Polskiej, która ma prawa do filmu. Rozmowy trwają, ale już wiadomo, że będzie można go zobaczyć w co najmniej dwóch krajach, a przynamniej w jednym z nich będzie wyświetlany w kinach. Ufam, że sprawą zainteresuje się jeszcze kilkunastu albo kilkudziesięciu innych dystrybutorów i o. Maksymilian będzie działał tam, gdzie za życia nie zdążył dotrzeć.

Film o zakonniku, który zmarł 76 lat temu, był dla nich interesujący?

Widzowie byli poruszeni. Mówili, że dowiedzieli się o św. Maksymilianie rzeczy, o których wcześniej nie słyszeli. Wiedzieli, że zginął w Auschwitz heroicznie oddając życie za innego więźnia, natomiast nie mieli pojęcia, że prowadził imponującą działalność ewangelizacyjną wydając pisma, że pracował w Japonii, że był pionierem w wielu dziedzinach.

Czyli historia śmierci o. Kolbego jest znana nie tylko w Polsce?

Tak! O św. Maksymilianie słyszeli ludzie w wielu krajach. Ta popularność jeszcze wzrosła po ostatniej wizycie papieża Franciszka, który na oczach całego świata modlił się w miejscu jego śmierci. Wiele osób zaintrygował człowiek, którego celę odwiedził papież.

A co Pana zafascynowało w tej postaci?

Teraz katolicy często są uważani za ludzi trochę nie na czasie. Z o. Maksymilianem było odwrotnie – to on narzucał tempo. Na przykład wydawał gazety na najlepszych wtedy maszynach na świecie, zrobionych na zamówienie. Oszczędzał na różnych rzeczach, np. kupił dla klasztoru aluminiowe talerze (bo były tanie i trwałe) i kazał cerować zniszczone habity braci, ale urządzenia miał najlepsze. Bo gazety, które na nich drukował, miały służyć na chwałę Niepokalanej. Czasopisma wydawane w Niepokalanowie ukazywały się nawet w 60 milionach egzemplarzy! To nieprawdopodobne wyniki nawet na dzisiejsze czasy. W momencie, kiedy św. Maksymilian zawierzył całe swoje życie Maryi, granice przestały dla niego istnieć. Nie znał słów „nie da się”.

Jakim człowiekiem był św. Maksymilian?

Mimo różnych trudności, zawsze był optymistycznie nastawiony do życia, nigdy nie tracił nadziei. Tą nadzieją zarażał innych – nawet w Auschwitz, gdzie wielu ludzi ją straciło. Sypiał w nocy po dwie godziny albo nie sypiał wcale, żeby spowiadać innych więźniów i ich ratować, nieraz w dramatycznych okolicznościach. Na pewno ocalił w obozie więcej niż jedno życie.

Nagraliśmy rozmowę z byłym więźniem Auschwitz Kazimierzem Piechowskim, który opowiada, jak kilka słów o. Maksymiliana, którego kiedyś przypadkowo spotkał na obozowej ścieżce, całkowicie zmieniło jego nastawianie do sytuacji. Wcześniej był załamany, poddał się. „Nadzieja! Pamiętaj, nadzieja!” – powiedział mu wtedy o. Kolbe. Niecały rok po tej rozmowie pan Kazimierz i jego koledzy w brawurowy sposób uciekli z Auschwitz – weszli do szatni niemieckich oficerów i wzięli mundury, a potem wsiedli do samochodu komendanta i wyjechali główną bramą obozu.

Ostatnio w Polsce dzieje się sporo rzeczy się wokół św. Maksymiliana. Ukazały się książki, są różne inicjatywy. Jak Pan sądzi, z czego to wynika?

Najlepiej wytłumaczyła nam to szefowa muzeum św. Maksymiliana w Japonii: bo to jest święty na nasze czasy. Dzisiaj potrzebujemy takich wzorów, żebyśmy potrafili innym ludziom mówić o Bogu. Wszystko, co proponował o. Kolbe, w niesłuchanie charyzmatyczny sposób działało na ludzi. Jego gazety były – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – lajfstajlowe. Kreował gusta, pisał o ciekawostkach, także np. naukowych. To nie przypadek, że prawie 800 braci wstąpiło do Niepokalanowa. Wszyscy chcieli być blisko niego i razem z nim podbijać świat dla Niepokalanej. Potrzebujemy takiego patrona, żebyśmy nie bali się podejmować trudnych wyzwań.

Połączenie fabuły i dokumentu to nietypowy pomysł na film. Jak ocenili go widzowie?

Dystrybutor z Włoch Vincenzo Mosca podkreślił atuty tego połączenia. Trudno byłoby zrobić film fabularny w trzech krajach: Japonii, Włoszech i Polsce. Bazowaliśmy na autentycznych zdjęciach, sfilmowaliśmy rzeczy, który używał św. Maksymilian, i miejsca, w których przebywał. Zarejestrowaliśmy też wypowiedzi osób, które go znały. Na przykład japońskiego franciszkanina, który został zakonnikiem po wybuchu bomby atomowej. Doszedł do wniosku, że skoro on i klasztor w cudowny sposób ocaleli, to musi wstąpić do klasztoru – a nie wiedział wtedy jeszcze nic o chrześcijaństwie. Ktoś inny wspominał, że w Nagasaki o. Maksymilian nie chciał zbudować ośrodka w znacznie lepszej lokalizacji, tylko wybrał obecną, bo powiedział, że w to pierwsze miejsce uderzy ognista kula. I tak się właśnie stało!

Pan też prosi św. Maksymiliana o pośrednictwo w swoich sprawach?

Tak. Na przykład kiedy robiliśmy film, czuliśmy ducha Maksymiliana. To dzięki niemu podjąłem próbę zorganizowania światowej premiery filmy Cannes. No i udało się.

Tags:
Cannesśw. Maksymilian Kolbe
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
FR MAXIMILIAN KOLBE
Katolicka Agencja Informacyjna
„Jego ciało było czyściutkie i promieniowało”...
2
BEZDOMNY CESAR
Agencja I.Media
Całe życie był bezdomny, ale pochowano go po królewsku. W Watykan...
3
Arthur Herlin
Biblia, która wyłoniła się spod gruzów World Trade Center
4
POGRZEB FRANKA
Redakcja
Pożegnali Franka – 7-letniego pielgrzyma. „Szedłeś do Matki...
5
Mathilde de Robien
Jak podtrzymać ogień miłości? Prosta i skuteczna metoda
6
DAWCA 5114
Joanna Operacz
Tatuaż z plemnikiem. Historia 36 dzieci poczętych z nasienia jedn...
7
RODZINA WITECKICH
Ewa Rejman
Sześcioro dzieci. Zdrowych i chorych – tak samo ważnych [reportaż...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail