Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Stefan Swieżawski. Każda myśl i każdy czyn mają wpływ na cały wszechświat

Udostępnij

Jedyny z Europy Wschodniej świecki obserwator Soboru Watykańskiego II. Jeden z najlepszych na świecie znawców filozofii europejskiej XV wieku. Propagator mądrego patriotyzmu. Kilka dni temu minęła 13 rocznica jego śmierci.

Nie miał życiorysu awanturnika. Wręcz przeciwnie. Uchodził za człowieka spokojnego, pracowitego, refleksyjnego. Ale był w nim ogień.

To ogień myśli, która potrafi iść w poprzek utartym schematom, jednocześnie będąc zakorzenioną w tradycji – zarówno filozoficznej, jak i teologicznej. Nie było prawdopodobnie lepszego znawcy europejskiej filozofii XV wieku. W podwarszawskich Laskach wygłosił swoje słynne wykłady – później wydane w formie książki – „Święty Tomasz na nowo odczytany”.

Przyjaźnił się z wielkimi myślicielami swoich czasów (do których z pewnością sam się również zaliczał) – Jacquesem Maritainem i Etiennem Gilsonem. Pracował z największymi polskimi filozofami międzywojnia i powojnia (jak wyżej) – Kazimierzem Twardowskim, Kazimierzem Ajdukiewiczem i Romanem Ingardenem.

Tę wyliczankę nazwisk wielkich osób, z którymi się zetknął, współpracował, przyjaźnił, można ciągnąć. Należą do nich ks. Władysław Korniłowicz (duchowy ojciec lwowskiego Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, a później środowiska Lasek), Matka Elżbieta Róża Czacka (założycielka zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża), Jerzy Turowicz (wieloletni redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”), Antoni Gołubiew (pisarz i historyk), Stanisław Stomma (prawnik i publicysta) czy obaj księża Fedorowiczowie – Aleksander i Tadeusz.

Ale przecież sam profesor Stefan Swieżawski nie był postacią ani odrobinkę mniejszego kalibru. W całym tym ciągu nazwisk i osiągnięć jego robią równie wielkie wrażenie.

Pochodził z bogatej, ziemiańskiej rodziny. Studiował filozofię we Lwowie, potem w Paryżu, przez trzydzieści lat pracował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Korzystał z inspiracji, jaką daje spotkanie z drugim człowiekiem i sam inspirował innych. To we Lwowie – we wspomnianym „Odrodzeniu” oraz na uczelni – poznał wiele spośród wymienionych osób.

Pod opieką księdza Korniłowicza kształtował swoje człowieczeństwo: jako osoby, filozofia, katolika i Polaka. I zaczynał tworzyć podwaliny oryginalnej i ożywczej myśli. Też pełnej ognia, nawet jeśli wyrażanej spokojnie.

Marzył o innej Polsce i o innym Kościele. Realizował mądry patriotyzm. Pisał: „Nie chodzi o mocarstwowe mrzonki typu «Polska od morza do morza», lecz o model współistnienia i tolerancji. (…) Model współistnienia wielu narodów obok siebie, ich równego traktowania, wyzbycia się uprzedzeń rasowych i religijnych, a także dokonania II Soboru Watykańskiego powinny wprowadzić nas w trzecie tysiąclecie”.

Marzeniem Swieżawskiego było „nie (…) państwo narodowe, lecz Rzeczpospolita, w której Rusin czy Ukrainiec, Litwin z Północy, Niemiec z Zachodu czy Żyd mają się czuć również dobrze jak Polak”.

Potrafił być krytyczny wobec otaczającej rzeczywistości. Uważał, że polski Kościół wciąż nie odrobił lekcji Soboru Watykańskiego II. Przekonywał, że stało się tak po części ze względu na warunki, w jakich przyszło mu istnieć – zwłaszcza w czasach komunistycznych, a po części ze względu na niechęć części wiernych i biskupów do prawdziwego wdrożenia i przeżycia proponowanych zmian.

A przecież wiedział, co mówi. Swoje zarzuty stawiał wszak jako jedyny z Europy Wschodniej świecki obserwator obrad Vaticanum II. Mówił to zresztą często właśnie w podwarszawskich Laskach, a więc w miejscu, gdzie „Duch Soboru” zaczął się unosić na długo przed jego zwołaniem.

Ale był też krytyczny wobec siebie. To od siebie zaczynał pracę nad zmianą świata. Mawiał, że prawdziwa sztuka życia to dobrze wykorzystane kwadranse. Nie uznawał łatwych wymówek w rodzaju utyskiwania, że przecież nasz wpływ na historię Kościoła czy kraju jest niewielki, że nic nie znaczymy, że hierarchia – to owszem; politycy – od nich trzeba wymagać; nobliści – coś mogą. Ale nie my.

Zamiast uciekać w tłumaczenia, profesor Swieżawski przekonywał, że „każda najdrobniejsza myśl i każdy czyn ma wpływ na cały wszechświat… albo to buduje, albo rozbija… Jesteśmy odpowiedzialni za każdy moment naszego życia”.

To „budowanie lub rozbijanie”, od którego ponoć nic nie zależy, trzeba też według Swieżawskiego poddawać ciągłej ocenie, bo „sumienie nie działa jak bezbłędna maszyna. Jest to sprawność, cnota, którą trzeba z największą starannością pielęgnować, jak najcenniejszą, subtelną roślinę”.

Bo profesor Swieżawski wykładał nie tylko o filozofii XV wieku, teologii świętego Tomasza, idei jagiellońskiej (którą uznawał za najpiękniejszą ideę w polskich dziejach), narodach, Soborze Watykańskim II i historii polskiego Kościoła. Wykładał również o człowieku. A może głównie o nim – bo wszystkie tematy podejmował ze względu na człowieka i o nim mówiąc.

Czynił tak do końca. Miał – jak się zdaje – piękny koniec. Wraz z żoną postanowili rozdać cały swój dobytek wnukom, przeprowadzili się do prowadzonego przez luteranów ośrodka opieki. Przeżyli siedemdziesiątą rocznicę ślubu, kilka miesięcy później zmarła Maria. Kolejne pół roku później umarł sam Swieżawski. Jakby nie mógł żyć sam. Został pochowany w Laskach jako tercjarz dominikański, a więc w habicie.

Jak mówił, „ludzie, którzy naprawdę przygotowują przyszłość, bywają najczęściej pomijani i zapominani przez współczesnych”. Również dlatego krótko po 13 rocznicy jego śmierci warto przypominać o jego życiu, dorobku i myśli. Aktualnej także dziś.

Jeśli jesteśmy odpowiedzialni za każdy moment naszego życia, to także i za to.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail