Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

W życiu nie warto wciągać brzucha. 4 wnioski, do których doszłam podczas ciąży

Shutterstock
Udostępnij

Ciąża to dla mnie czas błogosławiony i pełen nadziei, ponieważ uzmysłowił mi, jak wielu rzeczy odmawiałam sobie na co dzień tylko z jednego powodu: ponieważ uznałam, że nie jestem ich tak naprawdę warta.

Najlepsze stany ciąży

Przygryzałam wargi, próbując dotrzymać kroku swoim (lub zapożyczonym) oczekiwaniom. Myślę, że tak z grubsza wychowuje się dziewczynki – mamy być wylewne w dzieleniu się szczodrobliwością serca i nieugięte w znoszeniu rzeczywistości. W praktyce jednak istnieje grupa odbiorców, do których te paradygmaty nie docierają lub dochodzą w okrojonej wersji – to my. Oszczędzamy na sobie.

Całe szczęście są dane nam przez Boga stany, które skutecznie wyrównują powstałe przez lata doliny i góry. Nie tylko my dajemy życie, ale i ono daje je nam.

 

Stan pierwszy: Ani minuty z wciągniętym brzuchem!

Jeśli miałabym określić, jakie było moje główne nieuświadomione przegięcie sprzed ciąży – to właśnie ono. Wyszło jak szydło z worka, dotkliwie – prawdziwie. Ileż to razy (niezliczonych!), z lęku przed oceną drugiego, naciągałam mięśnie poprzeczne, aby wyglądać nieco zgrabniej lub nieco… mniej. W ciąży uświadomiłam sobie, że reguła działa odwrotnie, tzn. „Im więcej, tym lepiej”, z naciskiem na lepiej. Dla kogo? Dla mnie. Gdybyśmy wszystkie podarowały sobie na urodziny tylko jeden prezent – miękko i arogancko wypuszczone brzuchy (zwłaszcza te nie-ciążowe!), dałybyśmy wytchnienie naszym myślom. I sercu. Tak naprawdę chodzi o sztukę odpuszczania sobie tych wszystkim rzeczy, które w obliczu cudu nie mają najmniejszego znaczenia.  

 

Stan drugi: Nie ustawiam się w kolejkach

Pierwszeństwo wcale nie jest takie wygodne, jak to się powszechnie wydaje. Odkryłam to, walcząc z sobą, aby nie stanąć w sklepowej kolejce w siódmym miesiącu ciąży. Powolne przestępowanie z nogi na nogę wydawało mi się już wtedy równie odrealnione, jak filmy ze Stevenem Seagalem. Musiałam nauczyć się wychodzenia przed szereg, wytrzymywania powątpiewających spojrzeń i deklamowania regułki: „Czy mógłby pan/pani mnie przepuścić? Jestem w ciąży”. Spokojnym i donośnym głosem. Dochodzenie swojego w momencie troski o tak delikatny układ, jakim jest kobieta brzemienna, okazało się dla mnie trudniejsze, niż myślałam. Ale doszłam do wprawy. Bo to w sumie taka najtrudniejsza pokora – być Pierwszą właśnie z tego powodu, że taka jest prawda o mnie.

 

Stan trzeci: Biorę siebie za rękę

Myślę, że ciąża odsłania nas przede wszystkim w jednym – w tym, że naprawdę jesteśmy wyjątkowe i że bardzo potrzebujemy się za sobą ujmować w życiu codziennym. Pamiętam chwile, gdy nie potrafiłam otworzyć oczu do godziny trzynastej. Cios poniżej pasa. Albo gdy uważałam, że muszę być bardziej wydajna zawodowo. Zobaczyłam, jak wiele rzeczy robiłam jedynie z lęku przed ludźmi i ewentualną kompromitacją. Czy moje obawy były słuszne? Oczywiście. Wciąż istnieją na tym świecie osoby, które bez oporów ocenią najbardziej intymne potrzeby Twojego serca. Nie jest to jednak aż tak istotne. Dzięki brzemienności i kilku ważnym lekcjom, jakie mi dała, doświadczyłam możności nazwania życia swoim własnym. Po wysłuchaniu wielu „niepodważalnych” rad i prawd na temat tego, czym powinnam się kierować jako młoda matka, w końcu wzięłam za rękę samą siebie. Uśmiechnęłam się do wschodzącego we mnie życia i postanowiłam więcej tak łatwo nie wątpić w to, że jego obecność we mnie czyni mnie wystarczającą. I tak ostatecznie ofiarowujemy tylko to, co naprawdę mamy, a każda matka ma w sobie zupełnie niepowtarzalny pakiet darów dla swojego dziecka.

Najlepszym stanem ciąży jest chyba właśnie to, że przekraczam granicę tajemnicy istnienia na poziomie swojego serca, swojej głowy i swojego ciała. Tak Bóg chciał, aby wyglądało dawanie życia. W sumie zobaczcie, sam zrobił dokładnie tak samo.   

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail