Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
piątek 22/10/2021 |
Św. Jana Pawła II
Aleteia logo
home iconFor Her
line break icon

Jola Szymańska: Szczegóły z dzieciństwa, dzięki którym jestem lepszym dorosłym

fot. Jola Szymańska / arch. domowe

Jola Szymańska - 01.06.17

Mogą wydawać się niepozorne, ale nie dajcie się zwieść. Coś, co w dzieciństwie wydawało nam się naturalną oczywistością, w dorosłym życiu okazuje się kamieniem węgielnym.

Mam różne wspomnienia z dzieciństwa. Lepsze, gorsze, bardziej i mniej traumatyczne. Ale mam też takie, którym z perspektywy od dawna pełnoletniej osoby nie mogę się nadziwić. To im zawdzięczam wiele dorosłych decyzji, z których jestem dumna.

Rozmawianie z przedmiotami

Nie ukrywam, nie brakowało mi nigdy wyobraźni, ale działała ona u mnie dość osobliwie. Gdyby nie serial o „Ani z Zielonego Wzgórza”, pewnie nie przyznałabym się do tego publicznie, ale w dzieciństwie przyjaźniłam się z oknem, szafą, biurkiem, zegarem, kanapą i prawdopodobnie jeszcze kilkoma innymi przedmiotami w moim pokoju.

Znałam się też z regałem i oknami w salonie, ale wiecie, relacje zza drzwi nie były już tak bliskie.

Kiedy zaczęłam nagrywać filmy na YouTube, historia zatoczyła koło. No tak. Dziś wiem, po co było mi opowiadanie wyimaginowanym postaciom o tym, co przeżyłam, albo… wyobraziłam sobie, że przeżyłam.

Siedzenie w ogrodzie

Od małego byłam domatorką. Uwielbiałam siedzieć w pokoju i czytać, ale mama wyganiała mnie latem na ustawową godzinę do ogrodu.

Dziś zazdroszczę samej sobie, że miałam duży ogród, pełen jabłoni i śliwek, z różanym kącikiem, polnymi kwiatami, rowerem i hamakiem, a do tego… czas, żeby zapomnieć w nim o Bożym świecie. I porozmawiać z wieloma „przyjaciółmi”, patrząc w niebo. Wtedy wyczekiwałam końca „siedzenia na polu”, co chwila dzwoniąc na domofon i upewniając się, czy czas już nie minął.

fot. Jola Szymańska / arch. domowe
Mama, pies i hamak, czyli lato w pełni

Zmuszona do obcowania z zielenią przez kilka sezonów zajmowałam się więc fryzjerstwem trawiastym. Każda kępka trawy była kolejnym klientem, a ja snułam poważne, stylistyczne plany na przyszłość. Mam dziwne wrażenie, że ten element miał duży wpływ na moją kobiecość. I niezależną drogę zawodową – zaraz po fryzjerce zostałam policjantką na rowerze.

Konto w Bibliotece Miejskiej

Szybko okazało się, że w naszej domowej (i tak rozległej) biblioteczce nie znajdę wszystkich wymarzonych pozycji. Mama mocno to odczuła (monologi kierowałam też do żywych ludzi) i zaprowadziła mnie do Biblioteki Miejskiej. Po kilku tygodniach zapisałam tam też moich dwóch braci. Nie mieli o tym pojęcia, ale potrzebowałam ich kont do wypożyczania większej ilości książek. Sami pomyślcie – 4 książki na tydzień? Zanudziłabym się, czytając tak mało.

W ciągu kilku miesięcy poznałam szereg powieści Astrid Lindgren, „Mikołajka” René Goscinnego (kolejną tak zabawną książką była dla mnie dopiero „Ferdydurke”) i wszystkie dostępne dziewczęce serie – od „Ani z Zielonego Wzgórza”, przez „Emilkę ze Srebrnego Nowiu”, po mój ukochany „Domek na prerii”.




Czytaj także:
4 cechy Ani Shirley, z których nie warto wyrastać

Czytanie książek miało jednak swoje konsekwencje. Przez dwa lata męczyłam mamę o upieczenie świńskiego ogona, który Laura ze wspomnianego „Domku na prerii” uważała za największy przysmak. Na prerii. W drugiej połowie XIX wieku. Z dzisiejszej perspektywy koszty wydają się jednak znośne, a ja zamiast na kuchnię, postawiłam na słowa.

Gra na pianinie

W pierwszy dzień wakacji (nudnego i dłużącego się w nieskończoność czasu, którego szczerze nie cierpiałam) – po I klasie podstawówki – mama zapytała mnie i moich młodszych braci, czy chcemy nauczyć się grać na pianinie. Wielki instrument od jakiegoś czasu stał w pokoju chłopców. Odpowiedź była oczywista.

Małymi i naturalnymi krokami od niewinnych lekcji pianina, a potem teorii muzyki i pierwszych koncertów na rynku miasta dostałam się do szkoły muzycznej. Nie jestem pianistką, ale do dziś, żeby przenieść się na inny kontynent, wystarczą mi nuty i instrument.

Co więcej, dzięki pierwszym spotkaniom z czarno-białymi klawiszami, uczenie się nowych rzeczy jest dla mnie naturalne. Nie oczekuję, że od razu muszą mi one wychodzić. Wystarczy, że cieszą.

Wycinanki z mamą

Mama regularnie wymyślała nam różne kreatywne zajęcia. Wysypywała na stół masę skrawków wzorzystych materiałów i kolorowych papierków, przynosiła kleje, nożyczki, ołówki i kredki, i… każdy zatapiał się w swojej pracy. Ja wyklejałam księżniczki, chłopcy rycerzy i smoki. Czasem tworzyliśmy dla siebie przebrania, laurki, urodzinowe obrazki.

Mieliśmy też wielką białą ścianę, po której mogliśmy malować. Była na niej łąka, dziesiątki zwierzaków, tęcza, słońce i nieskończona ilość abstrakcyjnych bazgrołów. Czasem zastanawiam się, jakim cudem żadne z nas nie zostało artystą.

Może dlatego, że wybraliśmy zawody, które łączą wyobraźnię z logiką?

Moi bracia

Ten punkt jest tutaj najważniejszy i specjalnie zostawiłam go na deser. Moje dzieciństwo nigdy nie byłoby tak szczęśliwe, gdyby nie moi bracia. Miłość i nienawiść, wsparcie i bijatyki, zewnętrzna solidarność i wewnętrzne porachunki – w trójkę całkiem nieźle nauczyliśmy się życia. Kiedy dorośliśmy, dołączył do nas jeszcze jeden mały brat, którego z okazji Dnia Dziecka (i siódmych urodzin) obsypiemy prezentami, wyściskami, wygilgotamy i uroczyście zjemy mu cały tort.

Chociaż lubię siedzieć w swoim wewnętrznym świecie, moje rodzeństwo pokazuje mi, co tak naprawdę jest w życiu najpiękniejsze. Żadna książka ani samotna wyprawa nie zastąpią jednego wspólnego, braterskiego spaceru.

To dzięki nim nie mam wątpliwości, co dla dziecka naprawdę ma znaczenie. I wiecie co? Szukałam, ale nie da się tego kupić w żadnym sklepie.




Czytaj także:
Trzy dychy na karku, a Ty płaczesz na bajce?! Znakomicie!

Tags:
dzieciństwofelietonJola Szymańska
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
Łukasz Kobeszko
Na swoje wesele zaprosili… 160 ubogich! „Było tak, jak marzyliśmy...
2
WEB2-MAYLINE-MIRACLE-EMMANUEL TRAN
Agnès Pinard Legry
„Trzymałem ją i poczułem, kiedy serce przestało bić”. Uzdrowienie...
3
MARIANNA POPIEŁUSZKO
Agnieszka Huf
Marianna. Matka, która wychowała świętego
4
MARIAN MARKIEWICZ
Anna Gębalska-Berekets
„Marianku, a ostrzygłbyś mnie, żebym jakoś na tym konklawe wygląd...
5
KOMUNIA NA RĘKĘ
Michał Lubowicki
Spór o Komunię św. na rękę: to coś o wiele poważniejszego niż tyl...
6
SNOWFLAKE
Joanna Operacz
Pokolenie płatków śniegu. Każdy jest wyjątkowy, wszyscy (zbyt) de...
7
Karol Wojteczek
„Dziękuję temu dziecku za lekcję, jakiej nam udzieliło”. Chłopiec...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail