Aleteia
wtorek 20/10/2020 |
Św. Jana Kantego
For Her

Jola Szymańska: Szczegóły z dzieciństwa, dzięki którym jestem lepszym dorosłym

fot. Jola Szymańska / arch. domowe

Jola Szymańska - publikacja 01.06.17

Mogą wydawać się niepozorne, ale nie dajcie się zwieść. Coś, co w dzieciństwie wydawało nam się naturalną oczywistością, w dorosłym życiu okazuje się kamieniem węgielnym.

Mam różne wspomnienia z dzieciństwa. Lepsze, gorsze, bardziej i mniej traumatyczne. Ale mam też takie, którym z perspektywy od dawna pełnoletniej osoby nie mogę się nadziwić. To im zawdzięczam wiele dorosłych decyzji, z których jestem dumna.

Rozmawianie z przedmiotami

Nie ukrywam, nie brakowało mi nigdy wyobraźni, ale działała ona u mnie dość osobliwie. Gdyby nie serial o „Ani z Zielonego Wzgórza”, pewnie nie przyznałabym się do tego publicznie, ale w dzieciństwie przyjaźniłam się z oknem, szafą, biurkiem, zegarem, kanapą i prawdopodobnie jeszcze kilkoma innymi przedmiotami w moim pokoju.

Znałam się też z regałem i oknami w salonie, ale wiecie, relacje zza drzwi nie były już tak bliskie.

Kiedy zaczęłam nagrywać filmy na YouTube, historia zatoczyła koło. No tak. Dziś wiem, po co było mi opowiadanie wyimaginowanym postaciom o tym, co przeżyłam, albo… wyobraziłam sobie, że przeżyłam.

Siedzenie w ogrodzie

Od małego byłam domatorką. Uwielbiałam siedzieć w pokoju i czytać, ale mama wyganiała mnie latem na ustawową godzinę do ogrodu.

Dziś zazdroszczę samej sobie, że miałam duży ogród, pełen jabłoni i śliwek, z różanym kącikiem, polnymi kwiatami, rowerem i hamakiem, a do tego… czas, żeby zapomnieć w nim o Bożym świecie. I porozmawiać z wieloma „przyjaciółmi”, patrząc w niebo. Wtedy wyczekiwałam końca „siedzenia na polu”, co chwila dzwoniąc na domofon i upewniając się, czy czas już nie minął.

fot. Jola Szymańska / arch. domowe
Mama, pies i hamak, czyli lato w pełni

Zmuszona do obcowania z zielenią przez kilka sezonów zajmowałam się więc fryzjerstwem trawiastym. Każda kępka trawy była kolejnym klientem, a ja snułam poważne, stylistyczne plany na przyszłość. Mam dziwne wrażenie, że ten element miał duży wpływ na moją kobiecość. I niezależną drogę zawodową – zaraz po fryzjerce zostałam policjantką na rowerze.

Konto w Bibliotece Miejskiej

Szybko okazało się, że w naszej domowej (i tak rozległej) biblioteczce nie znajdę wszystkich wymarzonych pozycji. Mama mocno to odczuła (monologi kierowałam też do żywych ludzi) i zaprowadziła mnie do Biblioteki Miejskiej. Po kilku tygodniach zapisałam tam też moich dwóch braci. Nie mieli o tym pojęcia, ale potrzebowałam ich kont do wypożyczania większej ilości książek. Sami pomyślcie – 4 książki na tydzień? Zanudziłabym się, czytając tak mało.

W ciągu kilku miesięcy poznałam szereg powieści Astrid Lindgren, „Mikołajka” René Goscinnego (kolejną tak zabawną książką była dla mnie dopiero „Ferdydurke”) i wszystkie dostępne dziewczęce serie – od „Ani z Zielonego Wzgórza”, przez „Emilkę ze Srebrnego Nowiu”, po mój ukochany „Domek na prerii”.




Czytaj także:
4 cechy Ani Shirley, z których nie warto wyrastać

Czytanie książek miało jednak swoje konsekwencje. Przez dwa lata męczyłam mamę o upieczenie świńskiego ogona, który Laura ze wspomnianego „Domku na prerii” uważała za największy przysmak. Na prerii. W drugiej połowie XIX wieku. Z dzisiejszej perspektywy koszty wydają się jednak znośne, a ja zamiast na kuchnię, postawiłam na słowa.

Gra na pianinie

W pierwszy dzień wakacji (nudnego i dłużącego się w nieskończoność czasu, którego szczerze nie cierpiałam) – po I klasie podstawówki – mama zapytała mnie i moich młodszych braci, czy chcemy nauczyć się grać na pianinie. Wielki instrument od jakiegoś czasu stał w pokoju chłopców. Odpowiedź była oczywista.

Małymi i naturalnymi krokami od niewinnych lekcji pianina, a potem teorii muzyki i pierwszych koncertów na rynku miasta dostałam się do szkoły muzycznej. Nie jestem pianistką, ale do dziś, żeby przenieść się na inny kontynent, wystarczą mi nuty i instrument.

Co więcej, dzięki pierwszym spotkaniom z czarno-białymi klawiszami, uczenie się nowych rzeczy jest dla mnie naturalne. Nie oczekuję, że od razu muszą mi one wychodzić. Wystarczy, że cieszą.

Wycinanki z mamą

Mama regularnie wymyślała nam różne kreatywne zajęcia. Wysypywała na stół masę skrawków wzorzystych materiałów i kolorowych papierków, przynosiła kleje, nożyczki, ołówki i kredki, i… każdy zatapiał się w swojej pracy. Ja wyklejałam księżniczki, chłopcy rycerzy i smoki. Czasem tworzyliśmy dla siebie przebrania, laurki, urodzinowe obrazki.

Mieliśmy też wielką białą ścianę, po której mogliśmy malować. Była na niej łąka, dziesiątki zwierzaków, tęcza, słońce i nieskończona ilość abstrakcyjnych bazgrołów. Czasem zastanawiam się, jakim cudem żadne z nas nie zostało artystą.

Może dlatego, że wybraliśmy zawody, które łączą wyobraźnię z logiką?

Moi bracia

Ten punkt jest tutaj najważniejszy i specjalnie zostawiłam go na deser. Moje dzieciństwo nigdy nie byłoby tak szczęśliwe, gdyby nie moi bracia. Miłość i nienawiść, wsparcie i bijatyki, zewnętrzna solidarność i wewnętrzne porachunki – w trójkę całkiem nieźle nauczyliśmy się życia. Kiedy dorośliśmy, dołączył do nas jeszcze jeden mały brat, którego z okazji Dnia Dziecka (i siódmych urodzin) obsypiemy prezentami, wyściskami, wygilgotamy i uroczyście zjemy mu cały tort.

Chociaż lubię siedzieć w swoim wewnętrznym świecie, moje rodzeństwo pokazuje mi, co tak naprawdę jest w życiu najpiękniejsze. Żadna książka ani samotna wyprawa nie zastąpią jednego wspólnego, braterskiego spaceru.

To dzięki nim nie mam wątpliwości, co dla dziecka naprawdę ma znaczenie. I wiecie co? Szukałam, ale nie da się tego kupić w żadnym sklepie.




Czytaj także:
Trzy dychy na karku, a Ty płaczesz na bajce?! Znakomicie!

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
dzieciństwofelietonJola Szymańska
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Aleteia
Oczy Matki Bożej z Guadalupe. Jedna z najwięk...
MASS,YOUNG CHILD
Anna O'Neil
List do rodziców, którzy zabierają na mszę sw...
Bluźniercze graffiti na murze kościoła
Lucandrea Massaro
Wypisali proaborcyjne grafitti na kościele. R...
ANGEL,CHILD,STATUE
Philip Kosloski
Mamo, martwisz się o swoje dzieci? Módl się t...
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś [18 paździe...
MODLITWA
Christine Stoddard
Żyjesz w ciągłym napięciu? Poznaj 5 modlitewn...
CARLO ACUTIS
Domitille Farret D'Astiès
Perełki Carla Acutisa: 10 zaskakujących wypow...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail