Aleteia

„Bogini tańca”. Niezwykła historia Bronisławy Niżyńskiej

EAST NEWS
Udostępnij
Komentuj

Żyła w cieniu wielkiego brata – Wacława. W świecie zdominowanym przez mężczyzn. A mimo to zdobyła światową sławę. Czy w życiu prywatnym Bronisława Niżyńska była równie spełniona?

Marta Brzezińska-Waleszczyk: Skąd pomysł, by bohaterką powieści uczynić Bronisławę? To jej brat, Wacław Niżyński, był bardziej znany. 

Ewa Stachniak*: Właśnie dlatego zafascynowała mnie postać Broni. Lubię szukać zapomnianych bohaterek, przywracać im głos. A wszystko zaczęło się od tego, że po napisaniu dwóch książek o Katarzynie Wielkiej, czułam potrzebę „powrotu” do Rosji, przyjrzenia się końcowi carskiego imperium. Wśród potomków Katarzyny nie znalazłam nikogo, kto by mnie zainteresował, ale przypomniałam sobie scenę z „Katarzyny Wielkiej. Gry o władzę”, w której wiedeński nauczyciel tańca pojawia się w Pałacu Zimowym i wystawia spektakl baletowy z udziałem przyszłego cara Pawła. Ta scena sprawiła, że postanowiłam poszukać inspiracji wśród artystów carskiego baletu. Trafiłam wtedy na Wacława, a tuż po nim na jego młodszą siostrę Bronisławę, o której przeczytałam, że jest autorką wydanych w 1981 roku „Wspomnień”. Po lekturze „Wspomnień” wiedziałam, że będzie moją bohaterką.

„Polubiłyście” się? 

Zdecydowanie tak. Bronisława Niżyńska była fascynującą postacią, kobietą z pasją. Była Polką w Rosji, Rosjanką we Francji, zawsze żyła na pograniczu kultur, co jest mi bardzo bliskie. Urodziła się w rodzinie tancerzy, taniec był jej pasją i powołaniem. Natura obdarzyła ją ciałem-instrumentem, który doskonaliła od dziecka. Jednocześnie była młodszą siostrą fenomenalnie uzdolnionego brata, „boga tańca”, o którym krążyły legendy. Jako kobieta w świecie mężczyzn całe życie musiała walczyć o swoją pozycję, i to bynajmniej nie z Wacławem.

Jak się układała ich relacja? Niżyńska wielokrotnie podejmowała swoje decyzje zawodowe uwzględniając zdanie brata. Czuła się zależna od niego?

„Jesteśmy połówkami tej samej całości” – napisała Bronisława w swoich „Wspomnieniach”. Kochali się, inspirowali wzajemnie. Wacław był dla niej starszym bratem, mentorem, nauczycielem, często surowym sędzią. Siostra była dla niego partnerką, najlepszą interpretatorką kreowanych przez niego ról. Liczył się z jej zdaniem, uważał ją za wybitną tancerkę. W dzieciństwie Bronisława naturalnie przyjęła starszeństwo brata, choć zawsze wiedziała, że są dziedziny, w których jest lepsza, jak na przykład pisanie szkolnych wypracowań. Jako dorośli, rozmawiali stale o balecie, dzielili się swoimi obserwacjami i pomysłami. W tych rozmowach zdarzało się, że Wacław nie przyznawał jej racji, ale później w dyskusji z innymi powoływał się na jej argumenty. Rozdzielił ich wybuch I wojny światowej – Wacław wyjechał do Argentyny na gościnne występy, Bronisława do Petersburga, by urodzić swoje pierwsze dziecko. Kiedy spotkali się ponownie w 1921 roku, Wacław był już pacjentem szpitala psychiatrycznego i nigdy nie powrócił do zdrowia. Choroba Wacława była dla Bronisławy wielką tragedią.

Angielski tytuł książki to dosłownie „Wybrana”. Jak go rozumieć?

29 maja 1913 roku w paryskim Théâtre des Champs-Élysées odbyła się słynna premiera „Święta Wiosny” w awangardowej choreografii Wacława Niżyńskiego do muzyki Igora Strawińskiego. To podczas tej premiery część widzów nieprzygotowanych na tak rewolucyjne rozwiązania głośno protestowała. W drugim akcie „Święta wiosny” główną rolę tańczy Wybrana, dziewczyna która musi zatańczyć się na śmierć, by zapewnić kontynuację życia. Wacław wykreował tę rolę dla siostry, uważał, że nikt poza nią nie jest w stanie zatańczyć Wybranej tak, jak on to sobie wyobraził.

Bronisława nie zagrała, bo była w ciąży. Jednak macierzyństwo nie przeszkadzało jej w karierze. 

Nie przeszkodziło w karierze, ale nie pozwoliło na zatańczenie roli jej życia. Bronia miała nadzieję, że będzie mogła tańczyć przynajmniej podczas pierwszych miesięcy ciąży. Przecież ona sama prawie urodziła się na scenie! Jej mama godzinę przed porodem tańczyła poloneza w operze Glinki „Życie za cara”. Kiedy pojawiły się bóle porodowe, zastąpiła ją koleżanka z zespołu, a Eleonora Niżyńska pojechała dorożką do szpitala. Tuż przed końcem przedstawienia dotarła do opery wiadomość o narodzinach Bronisławy. Taniec Wybranej w „Święcie Wiosny” nie był tradycyjnym, spokojnym polonezem, wymagał wielkiego fizycznego wysiłku, który zagroziłby życiu dziecka. Bronia musiała pogodzić się z koniecznością kilkumiesięcznej przerwy w karierze. Jednak szybko wróciła do pracy. Głównie dzięki temu, że jej matka zajęła się dzieckiem.

„Bogini Tańca” to nie tylko historia Bronisławy, ale opowieść o epoce, w której żyła. Jakie to były czasy dla kobiet? 

Trudne, jak we wszystkich epokach. Dla większości kobiet początek XX wieku nie sprzyjał zawodowym planom czy marzeniom. Kobieta była przede wszystkim najpierw córką, potem żoną i matką, zależną od ojca, męża. Kobiety musiały walczyć o prawo do głosowania, edukacji. Pamiętajmy, że to okres sufrażystek domagających się równych praw dla kobiet. Świat tańca w tym okresie był światem specyficznym. Balerina miała w nim silną pozycję, ale pod warunkiem, że miała tradycyjną urodę, grała klasyczne role. Te najsłynniejsze, Anna Pawłowa, Tamara Karsawina, Matylda Krzesińska cieszyły się wielką sławą i uwielbieniem. Te mniej sławne musiały walczyć o przetrwanie. Kobieta choreografka miała dodatkowe trudności, bo choreografia uważana była za domenę mężczyzn.

Bronisława nie tylko odnalazła się w tym świecie, ale odniosła wielki sukces. 

Siergiej Diagilew, legendarny impresario Baletów rosyjskich, zatrudnił ją jako choreografkę w 1921 roku. To był wielki sukces, świadectwo uznania. Mimo tego powtarzał jej: „Broniu, jakim byłabyś wielkim choreografem, gdybyś tylko była mężczyzną”. Udało jej się zrealizować dużą część swoich artystycznych wizji. Była nagradzana, chwalona przez najbardziej surowych krytyków, zapraszana, by kierować narodowymi baletami w Argentynie, w Polsce. Ale gdyby była mężczyzną, wiedzielibyśmy o niej o wiele więcej, bez przypominania.

Zawodowo była spełniona, a prywatnie?

Odpowiedź na to pytanie zależy od okresu jej życia. Były okresy szczęścia, spełnienia. Były miłości, były dzieci, które kochała, była matka, jej najlepsza przyjaciółka, nieoceniona podpora w trudnych chwilach. Ale były też tragedie, po których trudno było się podnieść, straty, z którymi nigdy nie można się było pogodzić.

Choroba brata jednego, później drugiego, rozpad małżeństwa, śmierć męża, w dodatku niespokojne czasy. Co dawało jej siłę, by przetrwać? 

Czerpała ją z dwóch źródeł. Pierwsze to wiara w sztukę. Wierzyła, że jej obowiązkiem (i przywilejem) jest wykorzystanie talentu, którym obdarzyła ją natura. Drugie to najbliższa rodzina, przede wszystkim matka, a potem także córka, na których miłość, bezinteresowną pomoc i lojalność zawsze mogła liczyć.

Czuła się bardziej Polką czy Rosjanką? 

Rodzice przyjechali do Rosji z Polski, tej pod zaborem rosyjskim. W domu Niżyńskich mówiło się po polsku, czytało polskie książki. W archiwach Biblioteki Kongresu znalazłam listy Broni do matki w 1928 roku – pisane piękną polszczyzną. Czuła się związana z polską kulturą, językiem, tradycją rodzinną, ale jednocześnie czuła się Rosjanką, bo w Rosji się urodziła i wychowała.

W Polsce Bronisława nie jest dobrze znaną postacią. Jak jest w innych krajach, na przykład, w których mieszkała? 

Amerykańskie Muzeum tańca w Saratoga Springs poświęciło jej część ekspozycji – jest honorowym gościem ich Hall of Fame. Pamięta o niej American Ballet Theatre w Nowym Jorku, gdzie pracowała, Los Angeles, gdzie przez lata prowadziła świetną szkołę baletową. W Operze paryskiej jej nazwisko widnieje na wystawie poświęconej najważniejszym spektaklom Opery. Ma swoje miejsce w historii nowoczesnego tańca. Czy to dużo czy mało, trudno powiedzieć. W Warszawie pasaż Wacława Niżyńskiego mógłby przecież być pasażem rodzeństwa Niżyńskich.

Jakie byłoby przesłanie Bronisławy dla współczesnej kobiety? 

Powiedziałaby: nie daj się, walcz o swoje. Słuchaj, ucz się i sięgaj po więcej. Szukaj pomocy wśród najbliższych i dąż do celu. Nie daj się zakrzyczeć, wmówić sobie, że nie masz racji, walcz o swoje prawa, broń swoich pomysłów. Przeszkody pojawią się zawsze, ale wiele z nich, nawet te największe, można pokonać lub pominąć.

 

*Ewa Stachniak – absolwentka anglistyki Uniwersytetu Wrocławskiego i Uniwersytetu McGill w Montrealu. Od 1981 roku mieszka w Kanadzie. Autorka książek, m.in. o carycy Katarzynie

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail